peloponez-glowneTen piękny grecki półwysep położony na południowy-zachód od Aten to dzika i intrygująca kraina. Z jednej strony miejsca typu Sparta czy Epidauros – tętniące życiem w czasach starożytnych, rozsławione przez filmy i seriale, stanowiące obecnie popularne atrakcje turystyczne. Z drugiej małe, klimatyczne miasta i miasteczka jak Pylos, Pefkali czy nieco większy Nafplio, gdzie życie toczy się powoli, a słońce świeci ponad 300 dni w roku. Peloponez to również gaje oliwne, liczne wzgórza i pagórki, urocze zatoczki, tanie (i smaczne!) wino oraz moc zieleni. Zapraszam na wycieczkę po tym zachwycającym i różnorodnym regionie!

KIEDY JECHAĆ NA PELOPONEZ?

Byliśmy na Peloponezie w majówkę 2019. Przełom kwietnia i maja to moim zdaniem idealny moment, ponieważ wszystko kwitnie, a turystów jest niewielu! W powietrzu czuć wiosnę, temperatura oscyluje w granicy 22-26°C, a w nocy jest chłodniej, ale nie za zimno (spokojnie można spać pod namiotem). Zieleń zachwyca soczystością, a Grecy są wypoczęci, pomocni i skorzy do rozmów – sezon dopiero się zaczyna, więc każdy turysta może poczuć się wyjątkowo.

Żeby nie było tak kolorowo: dostrzegam dwie wady majówkowego wyjazdu. Pierwsza to problem z dostępnością noclegów – niektóre kempingi czy pensjonaty są jeszcze zamknięte. Oczywiście nie jest to jakaś wielka przeszkoda – sporo apartamentów i hoteli działa od kwietnia (zdarzają się także całoroczne miejscówki). Drugą wadą są święta, a co za tym idzie nieczynne atrakcje. Akurat trafiliśmy na grecką Wielkanoc (w 2019 roku przypadała ona na okres 27-29 kwietnia) oraz Międzynarodowe Święto Pracy (1 maja), przez co nie zwiedziliśmy chociażby pięknego średniowiecznego miasta Mistra.

Wybierając miesiące wakacyjne – od końca maja do połowy września – musicie liczyć się z wyższymi cenami noclegów czy samochodów, tłumami urlopowiczów i upałami. Pierwszy raz pojechałam na Peloponez jako dziecko – dokładnie 16 lat temu – bodajże w sierpniu. Pamiętam ogromne upały, pyszne owoce morza i kotki. Baaardzo dużo kotków.

NASZA 3,5-DNIOWA TRASA PO PELOPONEZIE

Oczywiście w 3 dni nie da się zobaczyć całego półwyspu (a nawet połowy). Skupiliśmy się na zachodnim i środkowym „palcu”, czyli Półwyspie Mesyńskim i Półwyspie Mani.

Mapa naszej trasy:

Warto dodać, że zdecydowaliśmy się na wynajem dwóch samochodów na ateńskim lotnisku. Po Grecji podróżowaliśmy w 7 osób (ja, Damian oraz znajomi z Klubu Podróżników BIT). Objazdówka Peloponezu wynajętymi autami była najwygodniejszym, najlogiczniejszym i najtańszym rozwiązaniem.

Zabraliśmy ze sobą namioty, karimaty i śpiwory, żeby w razie czego spać na kempingu lub na dziko. Ostatecznie skorzystaliśmy z nich tylko 2 razy – pozostałe 2 noce spaliśmy w fantastycznym apartamencie w gaju oliwnym za śmieszne 45 EUR/noc za całą naszą grupę (!).

SŁYNNY KANAŁ KORYNCKI

Pierwszą atrakcją na naszej trasie był słynny Kanał Koryncki łączący Zatokę Sarońską z Zatoką Koryncką. Szymon wyczytał, z którego wiaduktu najlepiej obserwować przepływające statki i kontenerowce. Miejscówka faktycznie okazała się zacnym punktem widokowym!

Najciekawsze fakty o Kanale Korynckim:

  • ma 6343 metry długości,
  • 8 metrów głębokości,
  • kanion, w którym wydrążono kanał ma aż 79 metrów wysokości (od lustra wody do końca ścian),
  • pierwsze plany zbudowania kanału powstały w VI wieku p.n.e.,
  • budowę rozpoczęto w 67 roku n.e. za czasów Nerona, ale prace ukończono dopiero pod koniec XIX wieku!

TWIERDZA NA AKROKORYNCIE

Dotarliśmy tam przypadkowo i niestety o kiepskiej porze – była niedziela wielkanocna, więc zamknięto praktycznie wszystkie greckie atrakcje (łącznie z Akropolem). Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Załapaliśmy się na cudowny zachód słońca, więc nachosy popite piwkiem smakowały jak wyrafinowany, szlachecki posiłek, którym rozkoszowaliśmy się kilka godzin. Nic dziwnego – wzgórze ma aż 575 metrów wysokości, a widok na morze, pobliskie miasto i świetnie zachowane ruiny – skąpane w złotym blasku – naprawdę robił wrażenie.

NOCLEG „NA DZIKO” W PALAIA EPIDAUROS

Postanowiliśmy jeszcze tego samego dnia dojechać jak najbliżej Teatru w Epidauros, który chcieliśmy zwiedzić nazajutrz. Padło na wypoczynkową miejscowość Palaia Epidauros, w której zjedliśmy kolację i znaleźliśmy idealną, małą plażę, na której rozbiliśmy namioty. Rozstawialiśmy się koło północy, a zwinęliśmy obozowisko koło godz. 8:00, więc nikomu nie przeszkadzaliśmy. Zresztą w pobliżu stało kilka kamperów, które również nocowały „na dziko”.

UWAGA: nocowanie w namiocie poza kempingami jest w Grecji nielegalne. Jednak poza sezonem, w ustronnych miejscach, Grecy niespecjalnie się tym przejmują. Podobne odczucia miałam kilka lat temu, kiedy podróżowałam z koleżanką autostopem po Półwyspie Chalcydyckim.

TEATR W EPIDAUROS

Następnego dnia zahaczyliśmy o maleńki, malowniczo położony amfiteatr koło Palaia Epidauros, a następnie odwiedziliśmy jeden z najsłynniejszych starożytnych teatrów na świecie.

Teatr w Epidauros powstał prawdopodobnie w IV wieku p.n.e. i został zaprojektowany przez Polikleta Młodszego. Mieści ponad 12 tysięcy widzów i ma doskonałą akustykę. Oczywiście przetestowaliśmy jego możliwości – Radziu opowiadał suchary na scenie, a my siedzieliśmy na najwyższych piętrach i nasłuchiwaliśmy. Inni turyści trochę zagłuszali naszego kawalarza, więc wyszła z tego niezła (nie)grecka komedia. Suchar był suchszy, niż powinien – po szczegóły zapraszam na zapisane InstaStories pt. „Grecka majówka”…

WAŻNE: w teatrze w Epidauros nadal są wystawiane sztuki starożytnych, greckich dramaturgów. Moi rodzice byli na takim spektaklu kilkanaście lat temu i wrócili zachwyceni – do dziś wspominają to wydarzenie z błyskiem w oku! W tym roku (2019) sztuki są wystawiane od 21 czerwca do 10 sierpnia. Repertuar znajdziecie TUTAJ.

NAFPLIO – MIASTO NAD ZATOKĄ ARGOLIDZKĄ

Kolejnym miejscem, które odwiedziliśmy była nadmorska miejscowość Nafplio (inne nazwy to Nauplion lub Nafplion).

Klimatyczna starówka, pyszne cafe fredo i przyjemny wietrzyk – tak w wielkim skrócie można określić to urocze miasto zamieszkałe przez ok. 15 tysięcy osób. Najbardziej w pamięci utkwił mi fort Bourtzi znajdujący się na maleńkiej wysepce tuż koło portu. Zbudowany przez Wenecjan pod koniec XV wieku w celu wzmocnienia ochrony od strony morza. Następnie służył jako więzienie (nasze skojarzenia z Alcatraz były słuszne!), a w latach 1930-1970 zamieniono go w ekskluzywny hotele! Obecnie stanowi atrakcję turystyczną – w sezonie można dopłynąć tam łódką kursującą co 20 minut.

CIEKAWOSTKA: legenda głosi, że Nafplio wzięło swą nazwę od założyciela – Nafpliosa – syna Posejdona.

SPARTA I MISTRA – PECHOWE MIEJSCA

Żeby wejść do Sparty – słynnego, starożytnego polis – spóźniliśmy się dosłownie kilkanaście minut. Część ekipy przeszła przez dziurę w płocie, ja odpuściłam. Okazało się, że wstęp tak czy siak jest bezpłatny, a po parku bez pardonu spacerowali Grecy i inni turyści (całymi rodzinami). Przegapiłam ładny zachód słońca i widok chłopaków odgrywających scenkę „This. Is. Spartaaa!”, ale przynajmniej miałam spokojne sumienie.

Po samym mieście nie pozostało zbyt wiele – nic dziwnego, początki polis sięgają XII-XI wieku p.n.e. Przetrwały za to legendy o dumnych, silnych i nadzwyczaj odważnych Spartanach.

Do Mistry – niezwykłego, średniowiecznego miasta – dotarliśmy w drodze powrotnej z Półwyspu Mani, ale leży tuż obok Sparty, więc wspomnę o nim tutaj. Kolejny raz mieliśmy pecha i przyjechaliśmy tam 1 maja. Oczywiście atrakcja była nieczynna cały dzień. A szkoda, bo Mistra to najlepiej na świecie zachowany przykład miasta bizantyńskiego. Cały zespół architektoniczny (forteca, pałac, kościoły i klasztory) został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 1989 roku.

Odwiedziłam to miejsce w 2004 roku i zrobiło na mnie ogromne wrażenie – mimo, że miałam 12 lat i niespecjalnie interesowałam się historią czy architekturą. Cóż, trzeba będzie wrócić na Peloponez. Wcale nie jest mi smutno z tego powodu… 🙂

WODOSPADY POLILIMNIO – NAJWIĘKSZE ZASKOCZENIE TEGO WYJAZDU

Kolejnego dnia pojechaliśmy nad wodospady Polilimnio. Myśleliśmy, że czeka nas krótka wycieczka, zobaczymy mały wodospad, zrobimy kilka zdjęć, zamoczymy nogi i wrócimy na parking. Byliśmy w ogromnym błędzie…

Okazało się, że wodospadów jest kilka (niektóre całkiem pokaźne), rzeka jest lodowata i ma przepiękny, lazurowy kolor, a żeby przejść całą trasę trzeba wspinać się po skałkach z wykorzystaniem łańcuchów (!) i ruchomych kładek. Ahoj przygodo! Fantastyczne miejsce – odwiedźcie je koniecznie. Tylko nie zakładajcie japonek tak jak ja…

UWAGA: wodospady Polilimnio to sekretne miejsce – nie kursuje tam żaden transport publiczny. Jeśli nie macie samochodu, najlepiej łapcie stopa albo wypożyczcie skuter.

polilimnio-wodospady

VOIDOKILIA – PLAŻA I TWIERDZA NA WZGÓRZU

Druga część dnia miała być leniwa i spokojna. Najpierw lody i kawa mrożona w maleńkiej miejscowości Pylos, a potem piękna, piaszczysta plaża – jedyna w okolicy. Oczywiście po 2 godzinach znudziło nam się leniuchowanie, więc wyruszyliśmy na podbój okolicy. Dotarliśmy do ogromnej jaskini oraz zamku Navarino położonego na wzgórzu tuż przy plaży (wędrówka na sam szczyt zajęła nam jakieś 30-40 minut – cały czas idzie się szlakiem, który startuje z plaży).

Widok, który zachwycał samego Homera: cudna zatoka w kształcie greckiej litery omega. Do tego olśniewający zachód słońca… Zdecydowanie warto było trochę się pomęczyć i wejść na 200-metrowe wzniesienie. Wypiliśmy zdrowie greckich bogów, uwolniliśmy oliwki, pomidorki i inne warzywa (nie pytajcie…) i po prostu cieszyliśmy się chwilą. To był jeden z tych bezcennych momentów, które na zawsze pozostają w naszej pamięci…

AREOPOLI I WRAK STATKU DIMITRIOS

Niewielkie, kamienne miasteczko to kolejny punkt na naszej trasie. Przed XIX wiekiem nosiło nazwę Tsimova. Natomiast Areopoli oznacza „miasto Aresa”. Otoczona górami i morzami miejscowość bardzo nam się spodobała. Po spacerze i pysznym lunchu ruszyliśmy dalej – w stronę wraku statku Dimitrios koło miasta Gythio.

Zwodowany w Danii w 1950 roku statek o nazwie Klintholm ma 67 metrów długości. Przez wiele lat transportował towary, głównie pomiędzy greckimi, a tureckimi portami. Nie wiadomo dokładnie dlaczego utknął w pobliżu Gythio w 1981 roku. Jedna teoria mówi, że załoga została przyłapana na próbie przemytu papierosów (następnie łajba została celowo spalona i porzucona – żeby zniszczyć dowody). Według innej teorii, statek przypłynął do portu w Gythio rok wcześniej, ponieważ kapitan musiał trafić do szpitala. Załogę zwolniono, łódź odholowano poza port, a ta zerwała się z kotwicy i trafiła na plażę, na której znajduje się do dziś.

Dziś stanowi łatwo dostępną atrakcję turystyczną. Warto przystanąć tu na moment i przyjrzeć się z bliska transporterowi o pokaźnych rozmiarach.

W 3,5 dnia zrobiliśmy mniej więcej 1000 kilometrów – od Aten, przez Korynt, Epidauros, Spartę, Pylos, aż po Areopoli (plus powrót do stolicy). Peloponez zachwycił nas różnorodnością, zielenią i malowniczymi wzgórzami, z których rozciąga się widok na Morze Egejskie. Z przyjemnością tam wrócimy – tym razem na dłużej!

INFORMACJE PRAKTYCZNE

  • rewelacyjne apartamenty Anastasios Olive Garden Apartments – poza sezonem ok. 40-50 EUR za mieszkanko dla 6/7 osób,
  • wejście do Epidauros lub Mistry – 12 EUR,
  • owoce morza – około 10 EUR,
  • greckie souvlaki i inne mięska – od 6 EUR,
  • tzatziki (w restauracji) – od 3 EUR,
  • wejście do starożytnego miasta w Sparcie, na wodospady Polilimnio i zamek Navarino – bezpłatne.

Byliście kiedyś w tej części Grecji? Które miejsce najbardziej utkwiło Wam w pamięci? A może wybieracie się na Peloponez niebawem?

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco, śledząc gadulcowego FANPAGE’A oraz INSTAGRAM. Zachęcam również do zapisania się do NEWSLETTERA (co 2 miesiące wysyłam osobiste listy, z niepublikowanymi wcześniej informacjami i zdjęciami), subskrybowania naszego KANAŁU NA YOUTUBE oraz pozostawienia komentarza pod wpisem. To bardzo mobilizuje do dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję!

wyszukaj lotywynajmij samochódzarezerwuj pokój

revolut bonus

Jeśli przydały Wam się porady zamieszczone na Gadulcu i jesteście w trakcie planowania własnej podróży, będziemy bardzo wdzięczni za dokonanie rezerwacji przez powyższe linki. Nie martwcie się – to nie wpłynie na cenę noclegu, samochodu czy lotu, a dzięki prowizji będziemy mogli dalej rozwijać bloga. W prezencie od nas macie również 25zł przy otwarciu konta w Revolut. Dzięki! :)