Druga największa wyspa archipelagu (pod kątem powierzchni), znajdująca się najbliżej wybrzeża Afryki (mniej, niż 100 kilometrów). Znana z silnych wiatrów i pięknych, piaszczystych plaż. Wskazuje na to nawet nazwa: hiszp. fuerte – mocny, viento – wiatr! Jeśli wybieracie się na Fuerteventurę na tydzień pewnie zastanawiacie się co zobaczyć, które miejsca odwiedzić. Oto gotowy plan na 7 dni, w którym jest miejsce zarówno na wypoczynek, trekkingi oraz kawkę w klimatycznych miasteczkach.

DZIEŃ I – chillout przy basenie (i/lub na plaży) → zwiedzanie najbliższej okolicy

Najczęściej w ten sposób zaczynamy każdego tripa – krótki odpoczynek (żeby od razu nie spalić się na raczka), a po południu albo wieczorem mały rekonesans i spacer po okolicy. My mieszkaliśmy w okolicy miasteczka Caleta de Fuste, więc wybraliśmy się na lokalną plażę Playa del Castillo. Duża, piaszczysta, o zachodzie słońca praktycznie pusta. W sam raz na początek kanaryjskiej przygody!

DZIEŃ II – punkt widokowy (Mirador Guise y Ayose) → Betancuria → Ajuy i pirackie jaskinie

Po leniwym przedpołudniu wyruszyliśmy na wycieczkę po centralnej i zachodniej części wyspy. Zaczęliśmy od punktu widokowego, w którym znajduje się pomnik królów – Guiza i Ayosa. Ayos był władcą królestwa Gandia, a Guize królestwa Maxarota. Królowie w 1405 roku przyjęli chrzest po zdobyciu wyspy przez francuskiego żeglarza Jeana de Bethancourta.

Koło pomnika rozpościera się fantastyczny widok na całą okolicę – można się poczuć jak na innej planecie! Niech nie zdziwią Was mali mieszkańcy tej części wyspy (później spotkaliśmy ich jeszcze nie raz) – marokańskie wiewiórki ziemne są wszędzie! Ważna sprawa: wiewiórki są przeurocze, ale dla mieszkańców stanowią nie lada problem. Nie należy ich dokarmiać (znaków „do not feed squirrels” jest pełno), bo gryzonie rozmnażają się w zastraszającym tempie, niszczą lokalne uprawy i zaburzają ekosystem.

Kolejnym przystankiem była dawna stolica wyspyBetancuria. Miasteczko zostało założone na początku XV wieku przez francuskiego żeglarza Jean de Béthencourt (zdobywcę dużej części Wysp Kanaryjskich – na rozkaz króla Hiszpanii). Ukryte między górami stanowiło idealną kryjówkę przed piratami. Przeżywało swój renesans w XVIII wieku dzięki doskonałym uprawom zbóż.

Aktualnie mieszka tam kilkaset osób żyjących głównie z turystyki. Centralnym punktem Betancurii jest kościół, a uroku dodają jej malownicze domki i kawiarenki w centrum historycznym.

Ostatnim punktem wycieczki tego dnia był Ajuy (wym. „achui” :D) oraz pirackie jaskinie przy Czarnej Zatoce (Caleta Negra). To właśnie tutaj przypłynął w 1402 roku wcześniej wspomniany, francuski konkwistador. Polecamy kawkę w Puesta de Sol Café z widokiem na piękną, czarną plażę. A następnie spacer do jaskiń – największej atrakcji tej okolicy.

Podobno jest to najstarszy, zachowany w niezmienionej formie zespół geologiczny na całych Kanarach – liczy około 70 mln lat! Jaskinie składają się ze skał wulkanicznych i osadowych i są utworzone naturalnie przez magmę. Ponoć to w jaskiniach Caleta Negra piraci ukrywali swoje łupy i kosztowności.

Piękne widoczki, szczególnie o zachodzie słońca. UWAGA! Nie zakładajcie japonek, w sportowych sandałach czy adidasach będzie dużo bezpieczniej. Bądźcie też ostrożni i zachowajcie czujność – fale bywają zdradliwe i przeróżnej wysokości.

Warto dodać, że skały wapienne z Ajuy są bardzo czyste, a ich wydobycie trwało do końca XIX wieku (stąd pozostałości po piecu kamiennym).

DZIEŃ III → Popcorn Beach → Calderón Hondo → Plaża El Cotillo

Trzeci dzień to trip na północ wyspy. Zaczęliśmy od plaży rozsławionej przez  Instagrama. Wszystko przez piasek, który wygląda jak… popcorn! Nawet w pochmurny dzień można tu spędzić sporo czasu zachwycając się wyjątkowymi kamyczkami. W rzeczywistości to oczywiście obumarły koralowiec. UWAGA: na plażę prowadzi tylko szutrowa droga – jest w dobrej kondycji, nie ma się czego bać, małe autka też dadzą radę. Jednak należy pamiętać, że często ubezpieczenia samochodu z wypożyczalni, nie działają na tego rodzaju drogach.

Z Popcorn Beach udaliśmy się pod Calderón Hondo, który ma kształt idealnego wulkanu stożkowego. Można nawet zajrzeć do wnętrza krateru! Ale po kolei. Samochód najlepiej zostawić na nieoficjalnym parkingu przy początku ścieżki. Ponoć w sezonie stoją tu wielbłądy i czekają na turystów, którzy nie przepadają za aktywnością fizyczną. Po kilkunastu minutach ścieżka się rozwidla – my poszliśmy w lewo, ale z pewnością szybszy (i nieco łatwiejszy) jest szlak na prawo. Za to idąc jak my można zobaczyć krater (i okolicę) z różnych stron i zrobić „kółko”.

Droga na szczyt nie jest bardzo stroma (ale tak czy siak lepiej mieć adidasy albo lekkie buty trekkingowe). Na samej górze może mocno wiać, ale widoki są naprawdę wspaniałe: księżycowy krajobraz, ocean, inne wulkany. My obeszliśmy krater prawie w całości i dotarliśmy do punktu widokowego po drugiej stronie. Następnie zeszliśmy schodami i wróciliśmy inną ścieżką. Cała wycieczka zajęła nam ok. 1,5-2h.

Będąc na wulkanie warto zatrzymać się na kawę czy przekąskę w klimatycznej, surferskiej knajpce Fuerte Vida prowadzonej przez przemiłych Wenezuelczyków.

Na koniec dnia udaliśmy się na plażę De Los Lagos, gdzie zjedliśmy małe co nieco i odpoczęliśmy za naturalnym, kamiennym parawanem. Podjechaliśmy również pod zameczek El Tostón (był nieczynny) i podziwialiśmy majestatyczne klify.

W drodze powrotnej do hotelu zatrzymaliśmy się w miejscowości La Oliva, ale po krótkim spacerze stwierdziliśmy, że nie ma zbyt wiele do zaoferowania.

DZIEŃ IV – Risco del Paso (Playa Sotavento) → Playa de Cofete

Tym razem eksplorowaliśmy południe wyspy w tym dwie słynne plaże: Sotavento oraz Cofete. Niestety przez cały tydzień naszego pobytu na Fuercie nie było odpowiednio dużego przypływu, więc Sotavento nie wyglądała jak z pocztówek. Tak czy siak całkowicie nas zauroczyła. Piękna plaża i genialne widoki z wody. Warto spędzić tu kilka godzin (a nawet cały dzień) i wybrać się na spacer wzdłuż wybrzeża.

Co więcej, to tutaj odbywają się mistrzostwa świata w windsurfingu. Jeśli chcecie spróbować swoich sił w tym sporcie (lub kitesurfingu) – nie ma problemu. W okolicy znajdziecie kilka szkółek czy wypożyczalni sprzętu.

Drugą część dnia spędziliśmy po zachodniej stronie wyspy – na plaży Cofete. Wiedzie do niej całkiem przyzwoita, szutrowa trasa (jedzie się ok. 1h), a widoki są obłędne. Sama plaża również robi wrażenie – ciągnie się kilometrami, tuż obok wznoszą się skaliste szczyty, a fale osiągają wysokość kilku metrów.

W okolicy miasteczka Cofete mieści się tajemnicza Willa Wintera. Jej właścicielem był Gustav Winter (Don Gustavo jak nazywali go mieszkańcy), z którym wiąże się sporo mrocznych sekretów. Ponoć willę wybudowali zesłańcy z obozu koncentracyjnego w miasteczku Tefia, a sam Winter miał koneksje z Hitlerem czy Franco. Więcej na ten temat przeczytacie TUTAJ.

DZIEŃ V → wydmy Corralejo

Dunas de Corralejo i Park Narodowy Corralejo to jedna z największych atrakcji Fuerteventury. Nic dziwnego – wydmy naprawdę robią ogromne wrażenie. Jest tu pięknie zarówno w ciągu dnia, jak i o zachodzie słońca.

Gdy zmęczy Was spacerowanie po wydmach przypominających Saharę, możecie odpocząć na jednej z licznych plaż: Alzada, el Moro, el Burro, el Dormidero, los Matos, el Bajo Negro, el Viejo, el Médano czy el Pozo.

Ciekawostki: co roku w listopadzie na Dunas de Corralejo odbywa się półmaraton – Medio Maratón Internacional Dunas de Fuerteventura. W tym samym miesiącu ma również miejsce Międzynarodowy Festiwal Latawców!

W tej okolicy można również odkrywać podwodny świat lub ponownie spróbować swoich sił w surfingu, windsurfingu czy kitesurfingu. Warto również przespacerować się po uroczym miasteczku Corralejo.

DZIEŃ VI – wyspa Lobos

Spędziliśmy na niej niecałe 5h, ale jeśli chcecie zobaczyć każdy jej zakątek polecamy zostać nieco dłużej (tzn. popłynąć pierwszym promem, a wrócić ostatnim). Podróż trwa 15 minut i należy wziąć pod uwagę, że łodzie nie kursują, gdy warunki atmosferyczne nie są sprzyjające (np. dość mocno wieje). My mieliśmy 2 podejścia – dopiero za drugim udało nam się dotrzeć do celu.

Co można robić na małej wysepce cały dzień? Całkiem sporo! Można obejść ją dookoła (co zajmuje ok. 2-2,5h), wejść na kalderę (wycieczka z plaży na wulkan i z powrotem to ok. 1-1,5h), zjeść świeżą rybę w maleńkiej knajpce, odpocząć (i snorkelować) na plaży de la Caleta oraz obfotografować się na pomoście z pięknym widokiem (przy zatoce koło restauracji).

DZIEŃ VII – trekking na Pico de la Zarza → plaża Jandia

Ostatniego dnia razem z Damianem wybraliśmy się na najwyższy szczyt Fuerteventury – Pico de la Zarza (reszta wybrała plażing). Wierzchołek ma 807 metrów n.p.m. Niby niewiele, ale trekking zaczyna się na wysokości nieco ponad 100 m n.p.m., więc mamy do pokonania prawie 700 metrów przewyższenia.

Pogoda nam sprzyjała (aż za bardzo), było naprawdę gorąco i praktycznie bezwietrznie. Ponoć to rzadkość – najczęściej wędrowcom towarzyszy silny wiatr, więc warto wziąć ze sobą lekkiego buffa, chustę lub opaskę na głowę. I dużo wody. Cała wycieczka według przewodników czy MapsMe powinna zająć ok. 5h. My uwinęliśmy się w niecałe 4h – aura nam sprzyjała. Trekking jest naprawdę fantastyczny, a widoki z samego szczytu przecudne – fajnie było zobaczyć ponownie plażę Cofete czy Willę Wintera z zupełnie innej perspektywy.

Po trekkingu warto się zregenerować – polecamy pobliską plażę Jandia albo ponownie Sotavento. A popołudniu kalmary, wino i pyszną kawę w jednej z wielu nadmorskich knajpek (polecamy El Bar de Marko y Moni w Costa Calma).

FUERTEVENTURA – CO ZOBACZYĆ W 7 DNI? GOTOWY PLAN I MAPA WYSPY

INFORMACJE PRAKTYCZNE

  • statek na Lobos – 15 EUR (podróż w dwie strony),
  • kawa barraquito (espresso, mleko skondensowane, likier owocowy, skórka limonki, pianka – specjalność Wysp Kanaryjskch) – ok. 2,50 EUR,
  • leche y leche (espresso z pianką i mlekiem skondensowanym) – 1,20-1,50 EUR,
  • sos MOJO (kolejny specjał Kanarów) – może być czerwony (rojo – z papryczką i czosnkiem) lub zielony (verde – z kolendrą i czosnkiem) – ok. 1-3 EUR za butelkę w supermarkecie,
  • talerz kalmarów – ok. 10 EUR (albo 5 EUR za małą porcję),
  • benzyna – ok. 90 centów za litr,
  • wynajem auta na 8 dni w wypożyczalni na lotnisku – 110 EUR (duże, na 5 osób, z pełnym ubezpieczeniem, mniejsze były jeszcze tańsze) – polecamy CICAR albo AUTOREISEN,
  • tygodniowe all inclusive (przelot, nocleg w dwupoziomowym bungalowie w hotelu***, ubezpieczenie) – 1370 zł/osobę – biuro podróży TUI.

Byliście kiedyś na Fuerteventurze? Widzieliście wszystkie miejsca opisane w poście? A może trafiliście w inny piękny zakątek wyspy?

zarezerwuj pokójrevolut bonus Jeśli przydały Wam się porady zamieszczone na Gadulcu i jesteście w trakcie planowania własnej podróży, będziemy bardzo wdzięczni za dokonanie rezerwacji przez powyższe linki. Nie martwcie się – to nie wpłynie na cenę noclegu, samochodu czy lotu, a dzięki prowizji będziemy mogli dalej rozwijać bloga. W prezencie od nas macie również 25zł przy otwarciu konta w Revolut. Dzięki! :)