Stało się! Już jutro wyruszamy w półroczną podróż życia do Azji południowo-wschodniej. To będzie nasz pierwszy tak długi i daleki wspólny wyjazd. Jestem jednak pewna, że nie ostatni!

Przygotowywaliśmy się do niego przez ostatnie kilka miesięcy. Najpierw czytając wszelkie blogi i książki osób, które były w tamtych rejonach. Następnie zaczęliśmy planować trasę naszej wyprawy (na ten moment wygląda ona następująco – oczywiście wszystko może się zmienić w trakcie samej podróży: Tajlandia – (Birma) – Laos – Wietnam – Kambodża – ponownie Tajlandia – Malezja – Indonezja – Singapur – prawdopodobnie Indie). Później przez cały wrzesień załatwialiśmy dużo różnych spraw – począwszy od wykonania szczepień, przez wybranie najodpowiedniejszego ubezpieczenia, załatwienie urlopu dziekańskiego (ostateczną zgodę otrzymałam wczoraj 🙂 ), zakupienie różnorodnych sprzętów czy lekarstw po pakowanie się. O tym co warto, a czego nie warto zabrać ze sobą w taką podróż i jak się do niej przygotować napiszę po powrocie – w końcu najpierw muszę sama wszystko przetestować 😉 Na ten moment trzymajcie kciuki – mam nadzieję, że dokonaliśmy właściwych wyborów, a z wyprawy wrócimy cali, zdrowi i przeszczęśliwi.

Poza przygotowaniami do wyjazdu nie obeszło się bez wielu pożegnań – z moimi niezastąpionymi Przyjaciółkami, znajomymi z Katowic, Biciakami i ZSP-owiczami. W niedzielę przyszła kolej na moją rozgadaną i głośną rodzinkę – byłam wraz z rodzicami i siostrą u mojej ukochanej babci. Była to okazja, żeby zobaczyć się ostatni raz przed wyprawą z kuzynką, jej dziećmi (Ninką – moją chrześnicą, Emmą i Dominikiem – trzyletnimi trojaczkami, które wniosły jeszcze więcej szaleństwa i radości do życia mojej familii) oraz ciocią. Będę za Wami wszystkimi bardzo tęsknić, ale te sześć miesięcy pewnie minie szybciej niż nam się wszystkim wydaje!

 

Dzisiejszy dzień był długi, w dodatku jeszcze się nie skończył. Przed chwilą skończyliśmy jeść pyszną kolację – polecam francuski tydzień w Lidlu! Aktualnie jesteśmy prawie spakowani, bilety na jutrzejszy lot Katowice – Rzym się drukują. W dodatku dopiero parę godzin temu wreszcie odnaleźliśmy Hosta, u którego spędzimy tą jedną noc w Rzymie. Jak na razie nie czuję, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik, ale jestem dobrej myśli. Będzie dobrze! A nawet lepiej niż dobrze!

Obiecuję, że posty na blogu będą się pojawiać co najmniej raz w tygodniu. Jeśli przez 7 dni na blogu i Facebooku będzie cisza – możecie się o nas martwić. Ale taka sytuacja się nie zdarzy – spokojnie 😉

Do zobaczenia za pół roku! I pamiętajcie – spełniajcie swoje marzenia!

121