dluga-podroz-oczekiwania-vs-rzeczywistosc

Wyjazd, który trwa kilka lub kilkanaście miesięcy wygląda całkiem inaczej, niż dwutygodniowe wakacje. Często jest się bardziej zmęczonym, niż po całym tygodniu spędzonym w pracy czy na uczelni. Nie wspominając o codziennej walce o przetrwanie (wieczne poszukiwania noclegu/jedzenia/przystanku autobusowego, ciągłe negocjacje itd.). Pisząc ten post (który należy czytać z przymrużeniem oka!) nie mam zamiaru nikogo zniechęcić do długiej podróży – wciąż dostrzegam znacznie więcej zalet, niż wad takiej wyprawy. Raczej chcę pomóc tym, którzy planują tego typu wyjazd i pokazać inny punkt widzenia tym, którzy siedzą w „zimnej Polsce” i wzdychają z lekką zazdrością na widok kolejnego zdjęcia z rajskiej plaży.

„TO BĘDĄ NAJDŁUŻSZE WAKACJE W MOIM ŻYCIU!”

Długa podróż praktycznie w ogóle nie przypomina wakacji. Zmiana miejsca zamieszkania co 2-3 dni, szukanie tanich miejsc noclegowych, negocjacje, wstawanie o 4-5 (często wycieczki zaczynają się o tej zabójczej porze), godziny spędzone w autobusach lub pociągach – to wszystko daje w kość. Po kilku miesiącach takiego życia naprawdę ma się dość wiecznej tułaczki, tęskni się za domem i własnym łóżkiem. Czy można jakoś temu zaradzić? Oczywiście! Trzeba najzwyczajniej w świecie zrobić sobie przerwę i… odpocząć od podróżowania! To tak zwane wakacje w podróży. Najlepiej zaszyć się w jednym miejscu na minimum tydzień i nic nie robić (tj. czytać książki, leżeć w hamaku/na plaży, jeść, pić kokosa/piwko i nadrabiać serialowe/blogowe zaległości).

„POZNAM WIELU CIEKAWYCH LUDZI!”

Oczywiście, że poznasz sporo interesujących osób, ale pamiętaj, że ze zdecydowaną większością porozmawiasz na następujące tematy: skąd jesteś, jak długo podróżujesz, gdzie już byłeś i jakie masz plany na najbliższą przyszłość. Szczytem dyskusji z innymi backpackersami są rady, których wzajemnie sobie udzielicie (jak będziesz w miejscowości X, koniecznie idź do tej knajpy, bo od 16 do 18 są tam „happy hours”). Tylko z nielicznymi spędzisz na tyle dużo czasu, żeby poznać ich naprawdę dobrze i wymienić poglądy na poważniejsze tematy.

„ODWIEDZĘ MAŁO TURYSTYCZNE MIEJSCA”

Prawda jest taka, że turystyka masowa dotarła już prawie wszędzie (swoje doświadczenia opieram na podróżach po Europie, Azji południowo-wschodniej i Ameryce Środkowej). Żeby eksplorować trudno dostępne miejsca naszej planety trzeba mieć bardzo dużo czasu i/lub pieniędzy. Jeśli faktycznie chcesz trafić do miejscowości rzadko odwiedzanych przez białych ludzi, najlepiej wypożycz/kup skuter (lub samochód). Inną opcją jest autostop lub rower, które dają sporo wolności, ale trzeba mieć naprawdę dużo czasu na tego rodzaju wojaże. Stety/niestety coraz więcej osób chce zejść z „utartego szlaku”, więc nawet mało popularne wioski czy dżungle są opisywane na blogach i w przewodnikach, stając się łatwymi kąskami dla rzeszy podróżników.

„NIE BĘDĘ MIAŁ(A) CZASU NA TĘSKNOTĘ”

Tego chyba nie da się uniknąć. Choćbyś miesiącami eksplorował kolejne kraje, codziennie padał do łóżka o 22 i wstawał o 6, prędzej czy później dopadnie Cię tęsknota. Za domem, rodziną, znajomymi, polskim chlebem, szynką, kotletem, łóżkiem, ładną łazienką, wanną, Bożym Narodzeniem, a nawet śniegiem. Nie wspominając o kinie czy teatrze, cappuccino z ulubionej kawiarni lub regularnym chodzeniu na siłownię. Takie już jest to życie skomplikowane, że zawsze brakuje nam tego, czego akurat w danym momencie nie mamy. I tak, o ironio, w czasie długiej podróży zatęsknimy za… stabilizacją i swoim własnym kątem! Oczywiście, na 99%, po powrocie do domu, po kilku tygodniach lub miesiącach spotkań, babcinych pierogach i nadrobieniu wszelkich zaległości pojawi się tęsknota (jakżeby inaczej) za… kolejnymi podróżami! To dopiero trudne sprawy 🙂 Jak temu zaradzić? Skype, dobry internet, wielogodzinne rozmowy z przyjaciółmi i rodziną – chyba nie ma lepszej opcji.

„NIE BĘDĘ MARNOWAŁ(A) CZASU NA INTERNET”

Tani hostel, knajpa z dobrym jedzeniem, biuro podróży z rozsądnymi cenami, jak się dostać w dane miejsce na własną rękę, gdzie wypożyczyć skuter – pytań, na które Wujek Google zna odpowiedzi jest całe mnóstwo. Do tego dochodzi mały głosik z tyłu głowy „jeszcze tylko sprawdzę coś na Instagramie” i zamiast zacząć dzień o 8, wyskakujemy z łóżka po 9. Ambitni blogerzy podróżniczy mają znacznie trudniejsze zadanie i często siedzą na internecie jeszcze więcej, niż w domu. Cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo. Polecam raz na jakiś czas zrobić sobie jedno/parodniowy „odwyk”. Albo po prostu jechać na wycieczkę do dżungli czy na (prawie) bezludną plażę, gdzie nie ma prądu i sygnału telefonicznego. Można też polecieć na Kubę, gdzie internet (przynajmniej na ten moment) jest płatny.

„POSTARAM SIĘ NIE PORÓWNYWAĆ ATRAKCJI I ODWIEDZONYCH KRAJÓW”

– Ten wodospad jest ładny, ale w Laosie widziałem dużo fajniejszy!

– Jak byłam w Kuala Lumpur to jadłam dużo lepsze roti z curry.

– Ludzie w Meksyku są serdeczniejsi, niż na Kubie!

Ciężko uniknąć tego typu myśli i stwierdzeń. Przykładowo jeśli zwiedziliśmy 50 tajskich świątyń, trudno zachwycić się 51. Im więcej w życiu widzieliśmy, tym mamy większe oczekiwania, nieco ciężej nas zaskoczyć i zadowolić. A odwiedzając jeden kraj za drugim naprawdę trudno ich nie porównywać (kuchni, ludzi, atrakcji, cen…). Żeby to zminimalizować znów zasugeruję zrobienie sobie krótkiej przerwy od ciągłego przemieszczania się. Moim zdaniem świetnym pomysłem jest wolontariat i programy typu Workaway (czytaj więcej o naszym dwutygodniowym pobycie na malezyjskiej wyspie Langkawi czy „pracy” w hostelu na Teneryfie).

„MAM WSTĘPNY PLAN PODRÓŻY I DZIENNY BUDŻET, KTÓREGO NIE PRZEKROCZĘ”

Wstępny to słowo klucz. Czytaj: po kilku tygodniach okaże się, że dany kraj jest na tyle fascynujący, iż koniecznie musisz spędzić w nim nie miesiąc, a dwa. Potem poznasz kogoś kto namówi Cię na kilkudniowy trekking i tym samym udasz się w miejsce, którego w ogóle nie planowałeś odwiedzić. A budżet? Cóż, trudno nie napić się piwa z międzynarodowym towarzystwem z hostelu albo nie przespać się raz na jakiś czas w pokoju z widokiem na morze. Warto budżet kontrolować, zapisywać wydatki i nie wyrzucać pieniędzy w błoto na przykład jedząc w pierwszej lepszej restauracji czy nie porównując cen atrakcji/noclegów. Jednak nie można na wszystkim oszczędzać, bo nie po to człowiek harował kilka miesięcy czy lat na podróż życia, żeby potem (przykładowo) nie odwiedzić Angkor Wat czy żałować sobie tych kilku dolarów na masaż czy imprezę.

„BĘDĘ CODZIENNIE DODAWAĆ ZDJĘCIA NA FANPAGE I INSTAGRAM, A MINIMUM RAZ W TYGODNIU NAPISZĘ NOWY TEKST NA BLOGA”*

*dotyczy tylko blogerów/vlogerów podróżniczych.

Brak Wi-Fi, najwolniejszy internet świata albo najzwyklejsze zmęczenie nierzadko biorą górę nad tymi zacnymi założeniami. Po tygodniu lub dwóch orientujesz się, że nie warto siedzieć kilka godzin nad postem czy filmikiem, jeśli alternatywą jest ciekawa wycieczka czy rozmowa z lokalsami. Starasz się nadrabiać blogowe zaległości w autobusie czy pociągu, ale często po prostu przesypiasz całą drogę. Okazuje się, że regularne prowadzenie internetowego pamiętnika to naprawdę ciężka praca, której trzeba poświęcić wiele godzin tygodniowo. Rozwiązanie? Podróżuj wolniej, a co tydzień lub dwa poświęć cały dzień na pracę. I pamiętaj o częstym zgrywaniu zdjęć i filmów na chmurę i dysk – to nawet ważniejsze, niż pisanie tekstów!

INNI BLOGERZY O DŁUGIEJ PODRÓŻY

Gonimy Słońce (jak podróż dookoła świata zmienia życie; o wadach takiej wyprawy też pisali)
Pojechana (10 faktów podróży dookoła świata, o których nikt Ci nie powie)
Kami Everywhere (minusy długiej podróży)
Nadia vs. the world (podróż dookoła świata oczekiwania vs. rzeczywistość – 12 pojedynków)

Do osób, które są w trakcie długiej podróży albo mają ją za sobą: zgadzacie się z moimi przemyśleniami? A może dodalibyście coś do powyższej listy?

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco, śledząc gadulcowego FANPAGE’A, INSTAGRAM (InstaStories!) oraz SNAPCHATA (nick: gadulec). Zachęcam również do zapisania się do NEWSLETTERA (ramka pod spodem) oraz pozostawienia komentarza pod wpisem. To bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję!

121