ŚnieżkaPlan na ten rok jest prosty: chcę lepiej poznać nasz piękny kraj. Jak wiadomo, najprościej zacząć od najbliższej okolicy, czyli w moim przypadku od Dolnego Śląska. Właśnie dlatego, kiedy znajomi zaproponowali weekendowy wypad w góry, bardzo się ucieszyłam. Okazało się, że Karkonosze są pełne malowniczych krajobrazów, a wejście na Śnieżkę zimą, choć męczące, daje mnóstwo satysfakcji.

PRZYGOTOWANIA
Nie mam zbyt dużego doświadczenia w zdobywaniu górskich szczytów zimą. Prognoza była nieciekawa – silny wiatr, kilka stopni na minusie, temperatura odczuwalna dużo niższa, zachmurzenie. Jestem wielkim zmarzluchem, więc nieco spanikowałam. Nastawiłam się na najgorsze i z góry uprzedziłam znajomych, że na pewno będzie mi zimno i będę narzekać. Ubrana w rajstopy, dwie pary termoaktywnych getrów, spodnie narciarskie, dwie pary grubych skarpet, koszulkę, trzy bluzy i kurtkę zimową wyruszyłam, wraz z ekipą, przed 7 rano z Wrocławia. Wzięłam również kijki trekkingowe, które bardzo się przydały.

WEJŚCIE NA ŚNIEŻKĘ
W Karpaczu byliśmy koło godziny 10 (przerwa na hot-doga oraz postój w Biedronce to obowiązkowy punkt każdej wycieczki). Po szybkim drugim śniadaniu ruszyliśmy w górę. Należy pamiętać, że Śnieżka znajduje się na terenie Parku Narodowego, więc każdy (poza mieszkańcami tego regionu) musi uiścić opłatę wstępu. Szybko okazało się, że ubrałam się zdecydowanie za ciepło – co kilkanaście metrów ściągałam kolejną bluzę. Kolega był jeszcze lepszy, bo przez jakiś czas szedł w samym t-shircie. Szlak był całkiem przyjemny, widoki bardzo ładne, brakowało tylko błękitnego nieba. Minęliśmy tylko jedną parę, która tak jak my szła w górę – cała reszta schodziła lub zjeżdżała na nartach w stronę parkingu (większość ludzi wjeżdża na Kopę wyciągiem krzesełkowym, skąd idzie się około 20 minut do Domu Śląskiego, a stamtąd na Śnieżkę).


Koło 13 byliśmy w Domu Śląskim, z którego po przerwie udaliśmy się prosto na szczyt. Kiedy siedzieliśmy w schronisku nastąpiła całkowita zmiana pogody – widoczność spadła prawie do zera, zaczęło bardzo mocno wiać i sypać śniegiem prosto w twarz. Góry naprawdę są zdradliwe, w kilka minut pogoda może zmienić o 180 stopni.

Podobnie jak wielu innych turystów zdecydowaliśmy się wejść na samą górę. Trasa nie jest trudna – wszędzie są łańcuchy i schody. Oczywiście pogoda utrudniała nam wejście na Śnieżkę, było dość ślisko, niektórzy turyści mieli raki, żeby się nie wywracać. Po jakichś 45 minutach wdrapaliśmy się na sam szczyt, wypiliśmy szampana i szczęśliwi zeszliśmy na dół. Po krótkiej przewie w Domu Śląskim skierowaliśmy się do schroniska Strzecha Akademicka, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg. Ta droga była najgorsza. Co kilka kroków zapadaliśmy się w śnieg za kolana, wiatr wiał jeszcze silniej, kryształki lodu zamarzały nam na twarzach. W dodatku powoli robiło się ciemno. Na szczęście przed 16:30 doszliśmy na miejsce. Nieco zziębnięci, ale zadowoleni wreszcie mogliśmy odpocząć. Cały wieczór upłynął nam na grze w niezawodnego Munchkina oraz oglądaniu meczu Polska-Norwegia. Atmosfera w schronisku była bardzo fajna, obsługa miła, a ceny przystępne. Śnieżka to popularny kierunek również zimą, o czym świadczy chociażby fakt, że ani w Strzesze Akademickiej ani w Samotni nie było miejsc noclegowych.


POWRÓT DO RZECZYWISTOŚCI
Następnego dnia w planach mieliśmy jedynie powrót do miejsca, w którym zostawiliśmy samochód. Wyspaliśmy się i bez pośpiechu zjedliśmy śniadanie (do godziny 10 należało zwolnić pokoje). Okazało się, że pogoda jest o niebo lepsza, niż poprzedniego dnia – słoneczko, prawie bezchmurne niebo, mniej więcej zero stopni Celsjusza. Bajka! Trasę ze Strzechy Akademickiej do parkingu pokonuje się w godzinę. My szliśmy trzy, ponieważ robiliśmy zdjęcia i graliśmy w Palambury (tłumaczy się wyraz używając jedynie słów na literę „P”). Było naprawdę wesoło! Dobra ekipa to jednak podstawa.


TATA BĘDZIE DUMNY”
Muszę Wam się do czegoś przyznać. Nie jestem wielkim miłośnikiem górskich wędrówek. Wolę jeździć na nartach czy sankach albo lepić bałwana. A latem siedzieć nad morzem lub jeziorem i pływać na kitesurfingu czy żeglować. Do gór zrazili mnie rodzice – kiedy byłam dzieckiem bardzo często jeździliśmy we trójkę w Bieszczady czy Sudety. Zdecydowanie za często, przynajmniej tak wtedy uważałam. Z perspektywy czasu wiem, że rodzice chcieli dla mnie jak najlepiej. Próbowali zaszczepić we mnie miłość do gór, które sami uwielbiają (Tata ma na koncie kilka 6-tysięczników i 7-tysięczników, a niedawno razem z Mamą zdobyli najwyższy szczyt Atlasu – Toubkal). Docenienie tego zajęło mi „jedyne” 25 lat. Cóż, lepiej późno, niż wcale. W dodatku wejście na Śnieżkę sprawiło, że zrozumiałam dlaczego ludzie chcą się tak męczyć, żeby zdobyć jakiś „głupi” szczyt.

Kiedy wiatr wieje z taką prędkością, że prawie się przewracasz, lodowe igły wbijają Ci się w twarz i ledwo widzisz kolegę, który jest pół metra przed Tobą, a mimo wszystko, idziesz przed siebie i osiągasz cel – wtedy czujesz się niesamowicie. Jesteś z siebie dumny, mimo że to nie żaden Mount Everest. Uśmiech nie schodzi Ci z zamarzniętej twarzy. Mięśnie przyjemnie bolą. Nieważne, że ledwo widać tabliczkę z napisem „Śnieżka” – liczy się to, że nie odpuściłeś. Pokonałeś swoje słabości. I zwyciężyłeś.

Zwycięstwo!

Okazuje się, że to naprawdę przyjemne uczucie. Kto mnie zna wie, że nie cierpię przegrywać. Ba! Właściwie to nie bardzo umiem przegrywać (uczę się, ale na razie bez wielkich rezultatów). Właśnie dlatego zdobycie Śnieżki potraktowałam jak kolejne wyzwanie. Przy okazji chciałam zrobić ładne zdjęcia i spędzić pożytecznie czas ze znajomymi. Mimo, że pogoda nie sprzyjała fotografowaniu, oceniam ten wyjazd bardzo pozytywnie. W górach zapomina się o przyziemnych sprawach. To jest chyba w tym wszystkim najpiękniejsze. I oczywiście bezcenne poczucie satysfakcji, gdy zdobędzie się szczyt. Polecam takie zimowe wypady w góry każdemu, kto jest w miarę wysportowany. Grunt to dobre przygotowanie (o dziwo, w ogóle nie zmarzłam!) i odpowiednie nastawienie. Do zobaczenia na szlaku!


INFORMACJE PRAKTYCZNE
– wejście do Karkonoskiego Parku Narodowego – 6/3 zł – normalny/ulgowy 1-dniowy; 15/7,50 zł – 3-dniowy;
– wjazd wyciągiem krzesełkowym na Kopę – 24/20 zł (szczegółowy cennik TUTAJ);
– nocleg w schronisku Strzecha Akademicka – od 30 zł za osobę (należy pamiętać o wcześniejszej rezerwacji, szczegóły na STRONIE INTERNETOWEJ);
– grzane wino – 7 zł (Strzecha Akademicka) lub 9/10 zł (np. Dom Śląski);
– obiad w Strzesze Akademickiej – od 12/15 zł.

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco, śledząc gadulcowego FANPAGE’A, INSTAGRAM oraz SNAPCHATA (nick: gadulec)! Zachęcam również do zapisywania się do NEWSLETTERA (ramka pod spodem) oraz pozostawienia komentarza pod wpisem. To bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję!

121