Lake Moraine

Kilka dni temu mój blog obchodził trzecie urodziny. Przypomniało mi się o tym gdzieś między łapaniem stopa, a rozbijaniem namiotu i przygotowywaniem kolacji (czytaj: gotowaniem wrzątku na niezastąpiony kuskus!). Jak co roku, czas na małe podsumowanie.

DUŻO PODRÓŻY, MAŁO BLOGOWANIA

Minione 12 miesięcy były naprawdę zakręcone. Pod koniec września 2016 roku zaczęłam pracę w Solistach. Planowałam wyjazdy do Azji, szukałam najlepszych guesthousów czy atrakcji, kontaktowałam się z potencjalnymi partnerami oraz zajmowałam się wydaniem Travel Plannera. Później zaczął się najbardziej intensywny okres – byłam liderem (pilotem) ośmiu tripów do Azji południowo-wschodniej i Maroka. Fantastyczny, lecz momentami trudny czas, o czym pisałam w TYM TEKŚCIE (o przewrotnym tytule „Drugie oblicze pracy marzeń?”). Od stycznia do kwietnia leciałam samolotem 20 razy, w tym trzykrotnie pokonując trasę Europa-Azja-Europa. W międzyczasie byłam na nartach we Francji, a na majówkę pojechałam ze znajomymi na Auto Stop Race i małą objazdówkę po Włoszech. Przez to wszystko nie miałam za dużo czasu na pisanie postów na bloga. Publikowałam sporo zdjęć na Facebooku i Instagramie, starałam się w miarę regularnie relacjonować wyprawy na Snapchacie czy InstaStories, ale nowe teksty na Gadulcu pojawiały się stosunkowo rzadko. Jednak niczego nie żałuję, bo praca w Solistach była niesamowitym, jednym z najciekawszych, doświadczeń w moim życiu.

Na początku czerwca, wraz z Damianem, który po drodze zrezygnował z pracy i został panem magistrem, przeprowadziliśmy się na 2,5 miesiąca na Teneryfę. Chciałam nadrobić blogowe zaległości, a mój chłopak zajął się montowaniem filmików. Stety-niestety sama wyspa okazała się zbyt ciekawa, żeby spędzać dużo czasu przed komputerem. Dodatkowo nawiązaliśmy interesującą współpracę z polskim biurem podróży i byliśmy wolontariuszami w Los Amigos Hostel. Ostatecznie nie obmyśliliśmy trasy przez Kanadę, Meksyk czy Kubę, tak jak planowaliśmy, ani nie zrobiliśmy porządku w zdjęciach sprzed ostatnich lat. Za to poznaliśmy świetnych ludzi, dobrze się bawiliśmy i odpoczęliśmy za wsze czasy. Coś za coś. Miniony rok jedynie utwierdził mnie w przekonaniu, że nie mogłabym żyć tylko i wyłącznie z blogowania, bo chcąc czerpać 100% satysfakcji z podróży nie dam rady być prawie cały czas online (a powinnam). W drodze wolę podziwiać piękne krajobrazy za oknem, wypatrywać niedźwiedzi i innych dzikich zwierząt czy rozmawiać z kierowcą, niż pisać post lub wkurzać się, że od 24 godzin nie miałam dostępu do Wi-Fi. Pewnie, że wieczorem zazwyczaj mam chwilę „dla siebie”, ale najczęściej jestem tak padnięta, że nie mam siły (i weny) na pisanie. Podziwiam osoby, które od lat łączą blogowe/vlogowe obowiązki z długimi wyprawami – to naprawdę nie jest proste szczególnie, gdy porusza się stopem i śpi pod namiotem. Albo jest się na wyjeździe „służbowym”, co w moim wypadku oznaczało opiekę nad kilkunastoosobową grupą. O ironio, najlepiej prowadzi się bloga podróżniczego… siedząc w domu! Właśnie wtedy ma się najwięcej czasu na pisanie tekstów, wybór i profesjonalną obróbkę zdjęć oraz porządną promocję. Nie wspominając o stałym dostępie do biurka, internetu czy dachu nad głową.

CO CZYTALIŚCIE NAJCHĘTNIEJ?

Oczywiście to wszystko nie oznacza, że przestanę pisać czy prowadzić fanpage. Za bardzo to lubię. Cieszę się na każdą Waszą wiadomość, komentarz i „głupiego” lajka. Bardzo mi miło, gdy piszecie, że dzięki moim tekstom zaplanowaliście jakąś trasę lub wyjechaliście w kilkutygodniową czy kilkumiesięczną podróż. Po prostu nie mogę zagwarantować, że posty na blogu czy Facebooku będą pojawiały się regularnie szczególnie przez kolejne miesiące. Pragnę dalej zachęcać innych, by ruszali w nieznane i pokonywali wszelkie przeciwności losu, ale blog zawsze był i będzie dla mnie przyjemnością, a nie obowiązkiem. Mam nadzieję, że to rozumiecie i dalej będziecie tu zaglądać (przynajmniej raz na jakiś czas)!

W minionym roku powstało 35 tekstów (o 14 mniej, niż w drugim roku istnienia bloga, co tylko potwierdza powyższe słowa). Najczęściej komentowaliście post z początku stycznia – Moje noworoczne postanowienia i plany na 2017 rok (37 komentarzy). Natomiast najchętniej czytanym tekstem był poradnik pod tytułem Jak spakować się w autostopową podróż? (prawie 3800 unikalnych użytkowników). Od końca września 2016 roku do dnia dzisiejszego na bloga zajrzało ponad 103 tysiące osób (UU), a wszystkie wpisy zostały wyświetlone ponad 200 tysięcy razy.

SOCIAL MEDIA

Aktualne statystyki przedstawiają się następująco:

    • Facebook – ponad 4700 fanów
    • Instagram – prawie 3500 obserwujących
    • YouTube – prawie 200 subskrybentów
    • Snapchat (nick: gadulec) – 300-400 wyświetleń jednego snapa (coraz częściej używam InstaStories, które pobija Snapchata, jeśli chodzi o oglądalność)
    • NOWA GRUPA na Facebooku – dla osób, które chcą zrobić sobie gapyear – 150 członków (dołączajcie śmiało – zapraszamy wraz z Martiną z lovelajf!)

Wasze ulubione zdjęcie z Instagrama z minionego roku:

One of my favourite mural in Georgetown! 😍

Post udostępniony przez Kinga Bielejec (@gadulec.me)

Jedną z poważniejszych zmian w minionym roku jest rozwój kanału na YouTube. Oczywiście na razie nie ma się czym chwalić, bo wszystkie nasze filmiki łącznie (oczywiście ich autorem jest Damian, ja zajmuję się promocją i niekiedy „aktorstwem” :)) nie zostały obejrzane nawet 20 tysięcy razy, ale w trakcie obecnej podróży, co czwartek, staramy się dodawać nowy odcinek vloga. Mamy ze sobą drona, przemierzamy cudowne, pod kątem krajobrazów (i nie tylko!), kraje, a Damian jest coraz lepszy w zdobywaniu i montowaniu materiału – kto wie, może za rok więcej osób będzie nas oglądało, niż czytało? W każdym bądź razie gorąco zachęcam do subskrybowania gadulcowego kanału i zapoznania się z filmami z Teneryfy czy Kanady.

CO DALEJ?

Jak pewnie wiecie, od ponad 3 tygodni, jesteśmy w Kanadzie i przemierzamy ten piękny kraj autostopem z zachodu na wschód (dokładniej z Vancouver do Toronto). Aktualnie znajdujemy się w prowincji Ontario, jedyne 700 kilometrów od miejsca docelowego. Powinniśmy dotrzeć do Oshawy (gdzie mieszka moja rodzina) w najbliższą niedzielę lub poniedziałek. Zostajemy tam do 11 października – tego dnia lecimy do Mexico City. Po drodze idziemy na wesele mojego kuzyna i obchodzimy kanadyjskie święto Thanksgiving Day. W Meksyku prawdopodobnie spędzimy miesiąc, co oznacza, że w połowie listopada wsiądziemy w samolot na Kubę. Jednak na razie nie kupiliśmy biletów do Hawany i już zdążyliśmy się zmęczyć (za) szybkim podróżowaniem po Kanadzie, więc całkiem możliwe, że nasze plany ulegną zmianie. Zobaczymy co przyniesie los…

Dziękuję Wam za kolejny wspólny rok! Bez Was nie byłoby tego bloga i niesamowitej energii, która udziela się nie tylko mnie, ale również innym czytelnikom. Dajcie znać w komentarzu od kiedy czytacie Gadulca i w jaki sposób tu trafiliście! Jestem bardzo ciekawa!

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco, śledząc gadulcowego FANPAGE’A, INSTAGRAM oraz SNAPCHATA (nick: gadulec)! Zachęcam również do zapisywania się do NEWSLETTERA (ramka pod spodem) oraz pozostawienia komentarza pod wpisem. To bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję!

121