FOTO_1011
To fragment hymnu wyjazdu, na który przez kilka lat jeździłam co wakacje. Wyjazdu, którego ideę wymyślił mój Tata wraz z kilkoma przyjaciółmi-Ojcami. Założenie było proste: raz w roku, w czasie wakacji, Tatusiowie udają się pod namiot z dziećmi, w góry albo nad jezioro. Mamusie muszą zostać w domu. Ewentualnie mogą jechać na jakiś babski wyjazd. Na Tatowisku rządzili Ojcowie. I Dzieciaki. Co oznaczało wolność i swobodę. I jedne z najlepszych chwil w moim dzieciństwie, które do tej pory wspominam z szerokim uśmiechem.

JAK TO SIĘ WSZYSTKO ZACZĘŁO?
Mój Tata podróżował od dziecka, uwielbia chodzić po górach i uprawiać wszelkiego rodzaju sporty. Ponadto jest towarzyską osobą i ma kolegów o podobnych zainteresowaniach. Niestety mieszkają w różnych częściach Polski i rzadko się widują. Pewnego razu wpadli na pomysł, że raz w roku będą jeździć na tydzień lub dwa, gdzieś w spokojne miejsce, blisko natury. Stwierdzili, że fajnie będzie spędzić ten czas w męskim gronie. I że chętnie wezmą dzieci, bo… zajmą się same sobą i wszyscy będą szczęśliwi. Właśnie tak było! Wakacje, 1999 rok. Pojechaliśmy do Krościenka w kilkanaście osób. Tatusiowie mieli mniej więcej 30 lat, a ich synowie czy córki od kilku do kilkunastu. Nie groźne nam były komary i spanie na karimatach. Chodziliśmy po górach, zwiedzaliśmy okolicę, był też spływ Dunajcem i dobra zabawa!

POTEM BYŁO JESZCZE LEPIEJ!
Ekipa z roku na rok się powiększała. Dołączali znajomi znajomych i ich dzieci. Jeździliśmy w coraz fajniejsze miejsca. Wymyśliliśmy swój hymn, który z dumą śpiewaliśmy przy ognisku. Stworzyliśmy również swoje koszulki i czapki z daszkiem – osobiście projektowałam logo, wraz z pomocą Taty (miałam jakieś 10 lat). W czasie tygodniowego wyjazdu zawsze aktywnie spędzaliśmy czas. Były wyprawy rowerowe (nie zapomnę, jak przez 3 dni bolał mnie tyłek, bo przejechaliśmy ponad 60 km jednego dnia – dla dziecka było to spore wyzwanie, ale jaka byłam dumna!), żagle, kajaki, rowerki wodne, wspinaczka skałkowa. Raz byliśmy na Mazurach i wybudowaliśmy molo oraz kibelek! Ależ byliśmy zadowoleni z siebie, jak wyklejaliśmy go czasopismami od środka (genialna sprawa – siedzisz sobie w toalecie i czytasz gazetę, która wisi na ścianie :D).

Rano wspólnie robiliśmy wielką jajecznicę. Z 40 jajek. A jak ktoś nie miał ochoty to robił sobie kanapkę. Czy miał 4 czy 14 lat. Jak czegoś nie potrafiło się zrobić samemu to zawsze można było poprosić starszego kolegę czy koleżankę o pomoc. Albo tatusia czy wujka, bo tak mówiło się na każdego kolegę taty.

Nie było nakazów i zakazów. Przecież nie od dziś wiadomo, że Tatusiowie są bardziej ugodowi niż Mamusie. Czasem już przy śniadaniu pobrudziliśmy się dżemem czy czekoladą. Nikt nie kazał nam się przebrać. To było najpiękniejsze. I jakoś nigdy nic złego się nie stało. Oczywiście, czasem tęskniłam za Mamą. Ale chwilę później bawiłam się w chowanego albo szłam zwiedzać stare zamczysko. Zawsze coś się działo.

Wieczorami Ojcowie siadali przy ognisku, grali na gitarze, śpiewali i rozmawiali o życiu i śmierci. My im towarzyszyliśmy. Albo byliśmy zajęci sobą i biegaliśmy po okolicy. Nikt nie kazał nam chodzić spać o 21. Najczęściej młodsze dzieci same zasypiały, zmęczone po bardzo aktywnym dniu.

ZABAWNE HISTORIE
Na koniec kilka wesołych historii wspomnienia moje i moich znajomych, którzy jeździli na Tatowiska:

„Moja mama zawsze na wspomnienie o Tatowisku mówi o sytuacji, gdy dzwoniła do mnie i pytała się jak tam sprawy wyglądają, a ja mówię, że wszystko dobrze, więc mama na to czy czeszę włosy, a ja: ‚tak, tak, Kasia mnie uczesała tydzień temu’.”

„Śmiesznie też było na Mazurach, jak część z nas pojechała do Wilna, a reszta zmagała się z wichurą. Trzymali wiaty, namioty i latali razem z nimi!”

Moja Mama zawsze opowiada, jak rozmawiała z Miśkiem i pytała co dobrego jemy a on na to że już trzeci dzień je pyszne czipsy. Po czym Tato musiał przejąć telefon, żeby uspokoić Mamę i wytłumaczyć, że czipsami nazywamy małe chrupiące rybki, które łowił jeden z Tatusiów.”

„Pamiętam jak raz wyrzucili nas z pola namiotowego bo tatusiowie za głośno śpiewali. I na tym samym Tatowisku, my – dzieci, mieliśmy taką fajną zabawę. Przypadkiem trafiliśmy w obcy samochód piłką. Włączył się alarm i właściciel przyszedł go wyłączyć, a przy okazji był strasznie na nas zły i krzyczał. Stwierdziliśmy, że jest burakiem, więc jak tylko wrócił na kemping to zaczęliśmy rzucać w opony małe kamyczki, żeby alarm ponownie się włączył. Oczywiście doprowadzaliśmy właściciela samochodu do szału.”

„Nie zapomnę, jak prawie pełnoletni kolega postanowił przejechać się po kempingu samochodem swojego Taty. Oczywiście wszystko było robione tak, żeby Ojcowie nie wiedzieli, że Michał ma kluczyki i prowadził auto. Dla niepoznaki wszystkie dzieciaki zostały zaangażowane do stawiania trawy – tak żeby nie było widać śladów po oponach.”

APEL DO RODZICÓW!
Wiem, że łatwo mi mówić, bo sama nie jestem Mamą. Wyrosłam jednak na całkiem rozsądną osobę, podobnie zresztą jak wszyscy, którzy jeździli na Tatowiska. Z większością uczestników mam kontakt do dziś. Niektóre „Dzieciaki”, jak mój Brat, mają już 30 lat. Apeluję! Tatusiowie – usiądźcie z kolegami, którzy mają już dzieci, przy piwku i zastanówcie się nad takim wyjazdem. Gwarantuję, że Wasze dzieci będą zachwycone! Mamusie – nie bójcie się zostawić dziecka pod opieką Taty. Nie dzwońcie co godzinę z pytaniem czy wszystko w porządku. Tata umie zająć się dzieckiem, tylko robi to po swojemu. Każdy brzdąc potrzebuje czasem trochę luzu. Co z tego, że się przewróci? Wstanie, otrzepie się i pobiegnie dalej. I zapewniam, że taki szalony tydzień (albo dwa) z Tatusiem i innymi dzieciakami da mu więcej radości, niż tablet, komputer i najnowszy smartfon. Tatowisko to nauka i zabawa w jednym. To możliwość nawiązania niesamowitej więzi na linii Dziecko-Ojciec. Moje dzieci na pewno będą jeździły na takie wyjazdy! A Wasze?

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco, śledząc gadulcowego FANPAGE’A oraz INSTAGRAM! Zachęcam również do zapisywania się do NEWSLETTERA (ramka pod spodem) oraz pozostawienia komentarza pod wpisem. To bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję!

121