Jedno z najbardziej zaludnionych państw-miast świata. Liczące ponad 5 miliona mieszkańców, w tym aż 1,5 miliona obcokrajowców. Państwo istniejące dopiero od 50 lat. Uporządkowane, imponujące, czyste miasto pełne zakazów, wieżowców i interesujących miejsc. Kraj, w którym liczą się praca, wygląd, pieniądze, jedzenie i dobra zabawa. Taki jest Singapur w moich oczach, w wielkim skrócie.

PRZEJŚCIE GRANICZNE MALEZJA-SINGAPUR

Z Cameron Highlands bez większych problemów docieramy autostopem do Johor Baru – miasta na samym południu Malezji, w którym znajduje się przejście graniczne z Singapurem. Co ciekawe, mieści się ono w centrum handlowym. Po przejściu kontroli celnej po stronie malajskiej, udajemy się do autobusu, który przejeżdża przez most łączący Singapur z lądem. Następnie czeka na pasażerów, którzy są dość skrupulatnie sprawdzani przed wjazdem do państwa-miasta (papierosy, alkohol – każdą ilość trzeba oclić, nie wolno wwozić gum do żucia w większej ilości, a za posiadanie narkotyków grozi kara śmierci). Dojazd do centrum Singapuru zajmuje około 30-45 minut, niekiedy więcej, bo mimo, że posiadanie samochodu to tutaj bardzo droga sprawa, często tworzą się korki. Wysiada się na Queens Station, w pobliżu którego znajduje się metro i przystanek autobusowy.

Jak przystało na Singapur, mieszkamy w bardzo luksusowych warunkach, oczywiście korzystając z Couchsurfingu. Naszym Hostem jest młody i sympatyczny Hindus pochodzący z Bangalore, który pracuje w Shellu i mieszka tu od kilku miesięcy. Niestety w czasie naszego pobytu kończy pracę nad ważnym projektem, więc widujemy się tylko wieczorami (nawet w weekend nie miał wolnego).

CO ZOBACZYĆ W SINGAPURZE? MOJE OSOBISTE TOP 5

1. S.E.A. Akwarium

Nie chciałam tam jechać, ponieważ wejście kosztuje tyle ile średnio wydajemy w dwa-trzy dni. Całe szczęście, że Damian namówił mnie na odwiedzenie tego niezwykłego miejsca. To według mnie jedna z najbardziej zachwycających nowoczesnych rzeczy, które człowiek stworzył. Rekinów, płaszczek, ryb, muren, koników morskich, delfinów i innych morskich stworzeń jest tam tyle, że nie wiadomo gdzie podziać wzrok. Zachwycające! A największe akwarium „Open Ocean” (zbiornik mieszczący 18 000 000 litrów wody!) powoduje, że człowiek czuje się jak małe dziecko, w krainie zabawek. Niesamowite!

2. Marina Bay Sands

Jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc w mieście. Wielki hotel, w kształcie łodzi („kosmicznej”), w którym ceny noclegów zaczynają się od 1500 zł. Znany głównie z najwyżej położonego basenu świata (57. piętro, na 191 metrach wysokości). Dostępny jedynie dla gości hotelowych. I dla małych spryciarzy jak ja 😉

Jak wjechać na 57. piętro Marina Bay Sands?
Są 2 sposoby – albo udajemy się do wieżowcu numer 3 i mówimy, że chcemy iść do baru (uwaga: panowie muszą mieć długie spodnie) – nie musimy wtedy płacić ponad 20$ za wstęp. Metoda działa do godziny 18. Albo wchodzimy do windy z innymi gośćmi, w wieżowcu numer 1 i jedziemy na samą górę (jeśli nikt nie kliknie 57 piętra, zawsze można poprosić o pomoc gości hotelowych i powiedzieć, że jedzie się do restauracji).

Jak wejść na basen (i nie wydawać 500$ na nocleg)?
Jeśli jesteście we dwójkę, rozdzielcie się, będzie prościej. Nam z Damianem, pierwszego dnia się nie udało. Nie poddałam się i dzień później, w parę godzin po wylocie mojego chłopaka, spróbowałam jeszcze raz. Było warto! Po wjeździe na 57 piętro znajdziecie się na swego rodzaju platformie widokowej. Jest tam też restauracja, bar i wejście na basen. Żeby na niego wejść, należy posiadać kartę gościa hotelowego (jedna osoba, jedna karta). Najlepiej zapytać młodych i/lub pozytywnie wyglądających osób, które właśnie wyszły z basenu czy nie pożyczą nam karty. W moim wypadku byli to 20-kilkuletni Japończycy. Jeden z nich wszedł ze mną, drugi pożyczył mi swoją kartę, a po kilku minutach ten pierwszy wyszedł z obiema kartami. A ja zostałam na basenie, ciesząc się słońcem, swoim szczęściem i przede wszystkim rewelacyjnym widokiem!

UWAGA! Podobno od 2016 roku sprawdzają również karty hotelowe przy WYJŚCIU z basenu. Radzę to sprawdzić, żeby potem nie mieć poważnych problemów.

Edit z 2017 roku: Minęło kilka lat od tego wydarzenia, przemyślałam temat i stwierdziłam, że takie wejście na basen na lewo/na cwaniaka, nie będąc hotelowym gościem, to jednak spory przekręt i tak naprawdę jest to wtargnięcie na teren prywatny. Myślę, że teraz nie zdecydowałabym się na taki ruch i po prostu zadowoliłabym się drinkiem w barze na 57 piętrze.

3. Ogród botaniczny i orchidee

Bez problemu można tam dojechać metrem czy autobusem. Komunikacja miejsca w Singapurze działa oczywiście bez zarzutu. Ogród jest ogromny i naprawdę przepiękny! Można po nim spacerować godzinami, obserwować kolorowe kwiaty, niezwykłe rośliny, żółwiki znajdujące się w jeziorze czy warany kryjące się w cieniu drzew. Koniecznie trzeba się udać do wydzielonego obszaru, w którym znajduje się park orchidei.

4. Gardens by the Bay

Piękny park, znajdujący się bardzo blisko sławnego hotelu Marina Bay Sands. Znajdują się w nim niezwykłe „kwiaty”, czyli kilkumetrowe kielichy porośnięte roślinnością. Codziennie wieczorem (o godzinie 19:45 oraz 20:45), w centralnym miejscu parku, odbywają się magiczne (i bezpłatne) spektakle – gra muzyki i światła. Zdecydowanie warto obejrzeć chociaż jeden z nich.

5. Chinatown

Po pierwsze warto tu przyjść dla smacznego i w miarę taniego (jak na Singapur) jedzenia. Po drugie jest to pierwsze Chinatown, w którym byłam, które jest uporządkowane. Wszystko tutaj ma swoje miejsce, nie da się targować (przynajmniej mi się nie udało, ale chciałam kupić tylko dwa magnesy – może dlatego). To kompletnie inne miejsce niż na przykład Chinatown w Bangkoku.

Oczywiście warto również wybrać się na spacer po centrum miasta, zobaczyć drapacze chmur w dzielnicy finansowej, iść do ZOO (uznawane za jedno z najlepszych na świecie), odwiedzić Arab Street czy kościół Chijmes, na terenie którego znajduje się mnóstwo restauracji (w Polsce nie do pomyślenia). Przy okazji pobytu w Akwarium kupiliśmy Fun Pass – zapłaciliśmy 6$ więcej, dzięki czemu mogliśmy odwiedzić dodatkowo 2 z kilkunastu dostępnych atrakcji. Wybraliśmy Trick Eye, gdzie można robić sobie mnóstwo śmiesznych zdjęć bazując na złudzeniach optycznych oraz park motyli (wszystkie miejsca z Fun Pass znajdują się tam gdzie akwarium – na wyspie Sentosa).

Singapur to bardzo interesujące miasto. Po prawie 5 miesiącach w Azji, dobrze było odwiedzić miejsce tak czyste i zadbane. Rozumiem jednak, że niektórych, tutejsza atmosfera może nudzić. Jest to miasto zakazów i nakazów (jakież było nasze zdziwienie, gdy wszyscy czekali na zielone światło i przechodzili przez ulicę tylko po pasach)! Nie ma tutaj prawie w ogóle skuterów (ani psów czy kotów!), auta są drogie, a kobiety zawsze pomalowane, pięknie ubrane i w szpilkach (często czułam się dziwnie w japonkach). Jest to ciekawe połączenie Azji, Europy i USA. Miasto bardzo mi się podobało, jednak czegoś mi w nim brakuje. Może dlatego, że jest takie nowe (w czasie naszego pobytu, obchodzono 50. rocznicę powstania Singapuru). Może dlatego, że ludzie tutaj za dużo pracują. A może dlatego, że wszystko jest tutaj zbyt idealne.

INFORMACJE PRAKTYCZNE

– (1$ singapurski = około 2,70 zł – luty 2015 rok):
– autobus z Johor Baru do Singapuru – 3 ringity, czyli 3 zł (w przeciwną stronę 3$!),
TUTAJ możesz zarezerwować nocleg w Singapurze,
– jednorazowy przejazd autobusem czy metrem – około 1-2$, w zależności od dystansu (na kilkudniowy pobyt, opłaca się kupić kartę, którą się doładowuje),
– jednodniowy fun pass (obejmuje 3 atrakcje, w tym Akwarium) – 44$,
– obiad na Chinatown lub w tanich knajpkach – od 3-4$,
– hostele – od 20-25$ za osobę (informacja od innych podróżników, my korzystaliśmy z Couchsurfingu),
– wejście do parku z orchideami – 5$ bilet normalny, 1$ bilet ulgowy (dla studentów również),
– wejście do ogrodu botanicznego – darmowe,
– wejście na najwyżej położony basen świata – za jeden uśmiech,
– widok z góry – bezcenny!

Pamiętajcie o projekcie „Piątki z podróży”. Zachęcam do przekazania symbolicznego piątaka!

Fundacja „Król i Smok”
Nr konta: 21 1020 5242 0000 2102 0324 1874
Adres:
PKO BP O 9 we Wrocławiu
ul. Grabiszyńska 240 53-235 Wrocław

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco, śledząc gadulcowego FANPAGE’A oraz INSTAGRAM!

121