Rodzina bez granic

Półroczna wyprawa do Ameryki Środkowej z dwójką dzieci? Brzmi jak spore wyzwanie! Jednak rodzina Albothów podróżowanie ma we krwi. Właśnie dlatego z wielką przyjemnością sięgnęłam po pierwszą książkę Ani. Byłam pewna, że tytuł „Rodzina bez granic” mnie nie zawiedzie. Nie pomyliłam się.

KIM JEST RODZINA BEZ GRANIC?

Niecałe 2 lata temu usłyszałam po raz pierwszy o Ani, Thomasie, Hani i Mili. Przeczytałam kilka wpisów na ich blogu i z uwagą przejrzałam fanpage. Byłam pod wrażeniem ich tolerancji, serdeczności, otwartości i wielkiej miłości, którą darzą siebie nawzajem. Podobne odczucia towarzyszyły mi w trakcie czytania „Rodziny bez granic”. Książkę wzięłam ze sobą na sycylijskie wakacje i pochłonęłam w kilka dni. Jedno jest pewne: zdecydowane za szybko się skończyła.

PODRÓŻ PO AMERYCE ŚRODKOWEJ

Albothowie w 2011 roku polecieli do Ameryki Środkowej, kupili samochód i w ciągu pół roku odwiedzili 4 kraje: Meksyk, Gwatemalę, Belize oraz Honduras. Mila na początku podróży miała 8 miesięcy, Hania niecałe 3 lata. Ich wyprawa nie była zaplanowana dzień po dniu („u nas (..) wszystko rozstrzyga się spontanicznie, pod wpływem impulsu”). Spali głównie w samochodzie na wielkim materacu. Mieli ze sobą wszystko czego potrzebowali – przybory kuchenne i higieniczne, ubrania, śpiwory, książki oraz ulubione zabawki dziewczynek. Niekiedy korzystali z Couchsurfingu, a gdy potrzebowali pralki czy internetu zatrzymywali się w hostelach. Co najważniejsze – nie spieszyli się, poznawali wszystkie kraje uważnie, starając się dotrzeć w miejsca nieznane, mniej uczęszczane.

Czytając książkę „Rodzina bez granic” nie tylko wyruszymy w daleką podróż po krajach Ameryki Środkowej. Dowiemy się również wielu ciekawostek na przykład o mennonitach mieszkających w Belize. Wspólnota mennonitów powstała w XVI wieku w Holandii. Charakteryzuje się rygorystycznym przestrzeganiem Dekalogu oraz wyjątkową pracowitością i zaradnością. Belize zamieszkują od 1958 roku i dzielą się na dwie grupy – tradycyjną i postępową. Tradycyjni mennonici nie korzystają z prądu ani żadnych dobrodziejstw naszych czasów. W książce ten temat jest omówiony znacznie szerzej, podobnie jak historia meksykańskich zapatystów czy krwawa przeszłość Gwatemali.

Kolejnymi zaletami „Rodziny bez granic” są piękne zdjęcia autorstwa Thomasa oraz porady dotyczące podróżowania z dziećmi. Oczywiście na ten moment nie skorzystam z praktycznych wskazówek bezpośrednio, ale mam nadzieję, że przydadzą mi się w przyszłości. Jeśli Wasi znajomi z małymi dziećmi marzą o dalekich wojażach, ale nie do końca potrafią sobie wyobrazić tego typu wyprawę, koniecznie polećcie im tę książkę.

MOJE OSOBISTE ODCZUCIA

Często słyszę „podróżuj teraz, bo jak założysz rodzinę i będziesz miała dzieci to jeżdżenie po świecie się skończy”. Wtedy przypominam sobie o Ani, Tomie, Mili i Hani oraz wielu innych parach, które razem ze swoimi pociechami odkrywają coraz odleglejsze zakątki naszej planety i wiem, że wszystko jest możliwe. Ba! Przecież ja sama, naście lat temu, zwiedziłam z rodzicami znaczną część Europy, kawałek Turcji i Tunezji. Oczywiście, że gdy pojawia się dziecko dużo rzeczy się zmienia. Niektórzy mówią, że zmienia się całe życie. Ale czy to od razu oznacza rezygnację z pasji? Rodzina Albothów udowadnia, że wręcz przeciwnie! Więź, która utworzyła się między nimi w czasie podróży po Ameryce to coś niesamowitego i jestem pewna, że każda kolejna wyprawa tylko ją umacnia. W końcu w trakcie wyjazdów spędzają ze sobą 24 godziny na dobę! Dziewczynki zadają setki pytań, na które otrzymują rzetelne odpowiedzi (na czym korzystają zarówno dzieci jak i rodzice). Hania i Mila bawią się z maluchami o najróżniejszej przeszłości, pochodzeniu, religii czy kolorze skóry. A potem wszyscy razem śpiewają „Panie Janie” w miejscowym języku przy ognisku i ukulele. To między innymi dzięki tym przeżyciom dziewczynki wydają się być nadzwyczaj wrażliwe, inteligentne i tolerancyjne.

Czytając książkę i śledząc poczynania Albothów w internecie wiem, że nazwa „Rodzina bez granic” pasuje do nich idealnie. Polecam tę lekturę każdemu, a przede wszystkim młodym rodzicom kochającym podróże, osobom, które wybierają się do Ameryki Środkowej, a także ludziom w moim wieku, które nieco obawiają się „dorosłego życia”.

Książkę można kupić w salonach EMPIK, księgarniach albo TUTAJ, Jest również dostępna w formie e-booka.

Czytaliście książkę „Rodzina bez granic”? A może znacie jakieś inne rodziny, które były lub są aktualnie w dalekiej podróży?

INNE RECENZJE KSIĄŻEK PODRÓŻNICZYCH

1. „Kołem się toczy” Karol Werner
2. „Chiny od A do Z” Łukasz Szoszkiewicz i Jakub Staniszewski
3. „Gdzie jest Julia?” Julia Raczko
4. Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę Tony Kososki

wyszukaj lotywynajmij samochódzarezerwuj pokój

Jeśli przydały Wam się porady zamieszczone na Gadulcu i jesteście w trakcie planowania własnej podróży, będziemy bardzo wdzięczni za dokonanie rezerwacji przez powyższe linki. Nie martwcie się – to nie wpłynie na cenę noclegu, samochodu czy lotu, a dzięki prowizji będziemy mogli dalej rozwijać bloga. Dzięki! :)