rejs-po-chorwacjiŻeglowanie po Adriatyku to doskonały pomysł na urlop. To również fantastyczne urozmaicenie wakacji – gwarantuję, że z perspektywy jachtu zaskoczy Was każdy kraj. Nawet ten, który odwiedziliście wcześniej kilka czy kilkanaście razy. Niektórzy myślą, że trzeba być milionerem, żeby popłynąć w morski rejs. To oczywiście mit. Oto garść praktycznych informacji na temat tego typu wyjazdów, na przykładzie mojego tegorocznego pobytu w Chorwacji. W tekście znajdziecie wskazówki na temat przygotowań do rejsu, jego przebiegu oraz ciekawostki na temat miejsc, które odwiedziliśmy (m.in. Park Narodowy Kornati, Zadar).

OD CZEGO ZACZĄĆ?

Jeśli chcecie zorganizować rejs samodzielnie, najważniejsze są trzy sprawy: kapitan, załoga oraz port, w którym wyczarterujecie łódź. Co najmniej jedna osoba z ekipy musi mieć uprawnienia do morskiej żeglugi. Są dwa rodzaje patentów, które dają takie prawo: jachtowy sternik morski (prowadzenie jachtów żaglowych o długości kadłuba do 18 metrów) oraz kapitan jachtowy (brak ograniczeń).

Najlepiej uzbierać grupę kilku albo kilkunastu osób, żeby rozłożyć koszta. Przeważnie jachty mają od 4 do 12 miejsc sypialnych, a katamarany od 6 do 14. Moim zdaniem optymalna ilość członków załogi to 8-12 osób (czyli jedzie się do Chorwacji dwoma lub trzema samochodami).

My startowaliśmy z miasta Biograd na Moru i myślę, że ta okolica jest idealna na pierwszy morski rejs (z resztą bardziej doświadczonym żeglarzom również się spodoba). Na południe od portu największą atrakcją jest Park Narodowy Kornati, który składa się z ok. 150 wysp i wysepek, co sprawia, że Adriatyk jest stosunkowo spokojny, a widoki zapierają dech w piersiach. Z Biogradu można też popłynąć na południe i zahaczyć o Split, Trogir czy wyspy (Bisewo, Hwar, Brac, Korcula).

JAK SIĘ SPAKOWAĆ NA REJS PO MORZU?

Przede wszystkim pamiętajcie, że najważniejsza jest wygoda. Musicie być przygotowani na każdą pogodę: od upałów po burze i sztormy. Załoga ma sporo obowiązków, szczególnie przy cumowaniu i odcumowywaniu jachtu, więc lepiej postawić na szorty i koszulki, niż fikuśne sukienki.

Moja babska packlista wygląda następująco:

  • kostium kąpielowy x2
  • kilka t-shirtów i/lub koszulek na ramiączkach
  • krótkie spodenki x2
  • spodnie dresowe
  • ciepła bluza
  • koszula lub cienki sweterek
  • chusta (pareo)
  • czapka z daszkiem (żaden kapelusz! w czasie rejsu wieje, więc prędzej czy później kapelusz wyląduje w morzu…)
  • kurtka przeciwdeszczowa lub sztormiak
  • sukienka lub spódnica (idealne na zwiedzanie miast i miasteczek, w których zatrzymamy się w czasie rejsu)
  • klapki / japonki (po jachcie najczęściej i tak chodzi się boso)
  • buty do wody (brzeg często jest kamienisty)
  • sandały (normalne lub sportowe w zależności od upodobań)
  • adidasy lub trampki
  • ręcznik szybkoschnący
  • krem z wysokim filtrem (min. 30 SPF)
  • ulubione kosmetyki (im mniej tym lepiej)
  • porządne okulary przeciwsłoneczne najlepiej x2 (też z filtrem)
  • dobry powerbank (ilość gniazdek i możliwość ładowania sprzętów na jachcie może być ograniczona, na rejsie z pewnością sprawdzi się powerbank zasilany energią słoneczną)
  • sprzęt elektroniczny według upodobań
  • czołówka
  • śpiwór lub pościel, jeśli to konieczne (trzeba dopytać co jest na jachcie)
  • lekarstwa wg potrzeb (pamiętajcie o plastrach, bandażu)
  • ew. spray na komary (zależy od sezonu i miejsca, do którego jedziecie)
  • gry typu Tabu, Scrabble, Dixit, karty (według upodobań)
  • śpiewnik i gitara (wyjazd jest jeszcze bardziej udany, jeśli przynajmniej jeden uczestnik potrafi grać na gitarze ;))

PODZIAŁ OBOWIĄZKÓW I ŻYCIE NA JACHCIE

Nasz tygodniowy rejs po Chorwacji odbył się w maju tego roku. Byliśmy 12-osobową ekipą: ja, Damian, moja młodsza siostra Kaja, nasi rodzice, ich przyjaciele (Asica i Przemo) z dziećmi (Magda i Bartek, którzy są mniej więcej w moim wieku :D), ich kolega Karol oraz moja przyjaciółka Asia z mężem Majkelem. Jak widać, nasza banda była mocno zróżnicowana wiekowo: od 12 do 50-paru lat. I wiecie co? Było genialnie!

Kapitan Przemo (przyjaciel rodziców) był głównym organizatorem. To on wynajął katamaran, obmyślał trasę rejsu i podrzucał różne ciekawostki o Chorwacji i żeglowaniu na naszą facebookową grupę na kilka tygodniu przed wyjazdem (polecam założenie takiej grupy). Zarządził również przygotowanie kilku posiłków „na czarną godzinę”, więc z Polski do Chorwacji jechaliśmy uzbrojeni w słoiki z pysznym mięskiem. Generalnie sporą część żywności wieźliśmy z kraju, bo było taniej. Oczywiście na miejscu, tuż przed wypłynięciem oraz w czasie postojów, również robiliśmy zakupy, bo chorwackie wino, ajvar, świeże ryby czy owoce są jedyne w swoim rodzaju.

Podział obowiązków był od samego początku klarowny: katamaranem sterował Przemo na zmianę z synem Bartkiem, który również ma odpowiednie uprawnienia. Kapitan, w trakcie wykonywania różnego rodzaju manewrów, wydawał komendy, które wykonywali najczęściej chłopaki (Damian, mój tata, Karol i Majkel). Dziewczyny (tzn. ja, Asia i Madzia) zajmowałyśmy się przygotowywaniem posiłków, a „mamy” (moja mama i jej przyjaciółka :D) myły naczynia. Każdy dbał o względną czystość pokładu i miejsc wspólnych (salon z kuchnią i 2 toalety). Dodatkowo ja z Damianem byliśmy odpowiedzialni za finanse (pierwszego dnia zrobiliśmy zrzutę i ze wspólnych pieniędzy płaciliśmy za noclegi w portach, jedzenie itd.). Moja siostra była natomiast kierowniczką do spraw gier i zabaw oraz fotografem.

JAK WYGLĄDA KATAMARAN?

Pewnie jesteście ciekawi jak wygląda taki 12-osobowy katamaran. Nasz miał 11,55 metra długości i nazywał się Love Song (model Lagoon 380). Miał 6 kabin (4 dwuosobowe oraz 2 jednoosobowe), do tego salon z kuchnią (stół, po złożeniu, stawał się łóżkiem dla 2 os.) oraz 2 łazienki. Rufa (tył łodzi) była zadaszona i stał tam wielki stół z siedziskami. Na dziobie, pomiędzy płozami, była rozwieszona siatka (na której spokojnie mogło siedzieć czy leżeć kilka os.), co sprawiało, że na katamaranie było naprawdę dużo miejsca. Oczywiście kabiny i kibelki miały niewielkie rozmiary, ale znajdowało się w nich wszystko, co niezbędne na kilku(nasto) dniowy rejs. Więcej na moim InstaStories (KLIK).

Ważną rzeczą był też zbiornik na wodę. Nasz miał 300 litrów pojemności i niestety mniej więcej w połowie wyjazdu zorientowaliśmy się, że przecieka (woda skończyła się w niecałą dobę po napełnieniu zbiornika). Na szczęście pracownicy firmy, z której wypożyczaliśmy katamaran, przybyli na ratunek i w kilka godzin naprawili usterkę. Życie ułatwił nam również ponton, do którego montowaliśmy silnik i podpływaliśmy do brzegu (np. gdy spaliśmy na kotwicy w zatoczkach, a nie portach).

KATAMARAN VS. JACHT

Jakie są największe zalety katamaranów? Stabilność, ilość miejsca na pokładzie i szybkość. Tego typu łodzią mniej kiwa, więc załoga rzadziej cierpi na chorobę morską. Nasz rejs był wyjątkowo spokojny, sporo pływaliśmy na silniku, bo momentami wiatr przycichał całkowicie, więc obyło się bez żołądkowych problemów.

Wady to oczywiście wyższa cena za wynajem oraz opłaty portowe. Przykładowo w Zadarze musieliśmy płacić za 2 miejsca postojowe, bo katamaran jest dużo szerszy, niż jacht. Dodatkowo, w szczycie sezonu, należy się nastawić na problemy ze znalezieniem miejsc postojowych w najpopularniejszych portach.

TRASA NASZEGO REJSU

Jak już pisałam, startowaliśmy z miejscowości Biograd na Moru i popłynęliśmy na północ. Wysepki Parku Narodowego Kornati naprawdę nas zachwyciły, w szczególności Dugi Otok i Park Przyrody Telašćica. To właśnie tam znajduje się słone jezioro Mir – jedno z kilku tego typu jezior w Europie. Wielkie wrażenie na tej wyspie zrobiły na nas również ogromne, nawet 160-metrowe (!), klify Stene. W tych okolicach widzieliśmy również delfinki, które beztrosko skakały koło naszego katamaranu.

Kilka razy nocowaliśmy w zatoczkach „na dziko” np. koło wyspy Levrnaka. Zahaczyliśmy również o twierdzę Tureta czy maleńką, ale śliczną miejscowość Sali. Cały dzień i jedną noc spędziliśmy w Zadarze (to tutaj naprawiano nasz zbiornik na wodę). To dość turystyczne, ale piękne miasto, o którym pewnie większość z Was słyszała albo je odwiedziła. Klimatyczna starówka, liczne kościółki, bulwar Riva ze słynnymi grającymi schodami (morskie organy, czyli schody wchodzące w morze, zbudowane tak, że woda wpadająca w rury wytwarza niesamowite dźwięki – naprawdę genialny pomysł) czy instalacja Pozdrav Suncu autorstwa Nicoli Bašicia to tylko część atrakcji Zadaru.

Miejscem, które utkwiło mi w pamięci jest także dawny schron dla łodzi wojskowych, przy którym spaliśmy. Trochę przerażające, a zarazem tajemnicze… Najbardziej niepokoił nas fakt, że jedno z pomieszczeń w schronie było zamieszkane najpewniej przez jakiegoś bezdomnego. Na szczęście obawy okazały się bezpodstawne.

chorwacja-lowienie-ryb

ILE KOSZTUJE REJS MORSKI?

Na koniec małe finansowe podsumowanie. Tygodniowy rejs po Chorwacji kosztował nas 1500 zł plus transport (za osobę). W te 1,5 tys zł wliczam: wynajem katamaranu od soboty do piątku, wszelkie opłaty portowe (zaznaczam, że głównie spaliśmy „na dziko”), opłatę za wpłynięcie na teren parku narodowego, wyżywienie (w większości przywiezione z Polski, ale na miejscu kupowaliśmy również owoce morza, ryby, pieczywo, alkohol, wodę, owoce i warzywa; pamiętajcie, że prawie wszystkie posiłki przygotowywaliśmy samodzielnie, co znacząco obniżyło koszta), jedno wyjście do restauracji i kilka wyjść do kawiarni. Do Chorwacji jechaliśmy trzema samochodami, więc transport również nie wyszedł bardzo drogo.

Organizując wyjazd samodzielnie, spokojnie da się zmieścić w 2 tys zł/os za tygodniowy wyjazd, chyba że chce się codziennie spać w portach (które są dość kosztowne) i jadać w knajpach. Wtedy należy się liczyć z większymi wydatkami.

DLACZEGO WARTO WYBRAĆ SIĘ NA REJS PO CHORWACJI?

Ten sposób podróżowania był nam dotychczas kompletnie nieznany. Ciężko porównać rejs morski do żeglowania po Mazurach (z czym miałam styczność od dziecka), bo różnic jest całe mnóstwo. W sumie łatwiej wymienić podobieństwa: pokrywa się część nazewnictwa (koje, kabiny, szoty, grot itp.), śpiewa się te same szanty, a piwko dobrze wchodzi w obu przypadkach 😉

Jacht czy katamaran umożliwiają dotarcie do miejsc, których „zwykli” turyści nie odwiedzają. Morska żegluga sprawia, że słowo wolność nabiera nowego znaczenia. Życie na wodzie bardzo nam się spodobało, wypoczęliśmy za wsze czasy, opaliliśmy się, nagadaliśmy i pokochaliśmy Chorwacji na nowo. Oczywiście to przede wszystkim niezastąpiona ekipa sprawiała, że cały wyjazd był rewelacyjny, za co należą się wszystkim gorące podziękowania! Mam nadzieję, że w przyszłym roku wybierzemy się na rejs w podobnym składzie.

Spytałam kilku innych członków naszej załogi, co im się najbardziej podobało. Oto ich odpowiedzi:

Karol (24 l.): Chorwacja – przede wszystkim – ekipa, bez tych ludzi, nie zwiedziłbym tego, co zwiedziłem. Oraz… jedzenie. To co wyczyniał Pan Bielejec, to masakra! Język, widoki, kozy, gry, rozmowy nocne o życiu – wszystko!

Magda (23 l.): Żeglowanie jest mega i jest zupełnie innym sposobem podróżowania. Odwiedzając konkretne miejsce z lądu nie doświadczysz tych samych doznań, co z wody. Daje też dużo swobody, nie musisz rezerwować noclegu na kilka dni w jednym miejscu tylko jednego dnia możesz spać w wielkim mieście, a innego w miejscu nie skażonym cywilizacją, co jest super, bo żaden statek rejsowy, ani samochód tam nie dotrą. Wypożyczenie łódki otwiera zupełnie nowe możliwości, sama sobie jesteś sterem i żeglarzem 😀 Warto spojrzeć nawet na znane miejsca z perspektywy wody, bo to jest taki żywioł, który wszystko potęguje i przedstawia w inny sposób.

Chociaż jeśli pytasz co mi się najbardziej podobało to powiem, że towarzystwo. I ja i tata przekonaliśmy się, że to jest bardzo ważny składnik żeglowania, bo jak jesteś na lądzie to zawsze możesz odejść, odpocząć, ale spędzając razem tydzień na tych kilkudziesięciu metrach kwadratowych to naprawdę chcesz spędzić ten czas z osobami, z którymi jest to przyjemne. Poza tym na łódce często występują różne trudne lub zaskakujące sytuacje, podczas których wychodzi z ludzi zupełnie inne oblicze, niż podczas podobnych sytuacji na lądzie 😉 Więc super ekipa = udany wyjazd.

Moja mamunia: Jak zawsze najważniejsi są ludzie, bo nawet najwspanialszy raj może zepsuć upierdliwy współtowarzysz. No i oczywiście ten luz i to, że nic nie musiałam (ani sterować, ani uważać na przechył, ani nawet robić jedzenia czy szukać miejsca do leżenia i postawienia piwa, bo na katamaranie miejsca jest w brud :D).

Moja siostra Kaja (12 l.): ciepła woda. [wylewna to ona nie jest, haha :P]

Jak widać ludzie są najważniejsi, więc przy okazji przypominam tekst pt. Jak zorganizować wyjazd grupowy i się nie pozabijać?

Część zdjęć jest autorstwa Damiana, Kai, Magdy D. oraz Joanny D.

Braliście kiedyś udział w rejsie morskim? A może macie to w planach? Jeśli coś jest niejasne – pytajcie śmiało (najlepiej w komentarzu pod tym tekstem).

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco, śledząc gadulcowego FANPAGE’A oraz INSTAGRAM. Zachęcam również do zapisania się do NEWSLETTERA (co 2-3 tygodnie wysyłam osobiste listy, z niepublikowanymi wcześniej informacjami i zdjęciami), subskrybowania naszego KANAŁU NA YOUTUBE oraz pozostawienia komentarza pod wpisem. To bardzo mobilizuje do dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję!

wyszukaj lotywynajmij samochódzarezerwuj pokój

Jeśli przydały Wam się porady zamieszczone na Gadulcu i jesteście w trakcie planowania własnej podróży, będziemy bardzo wdzięczni za dokonanie rezerwacji przez powyższe linki. Nie martwcie się – to nie wpłynie na cenę noclegu, samochodu czy lotu, a dzięki prowizji będziemy mogli dalej rozwijać bloga. Dzięki! :)