san-blasMaleńka wyspa, na której mieszka 20 rodzin. Łącznie jakieś 100 osób. Dzieci codziennie pływają łódkami do szkoły znajdującej się na sąsiedniej wyspie. Palmy, bambusowe chatki, hamaki i powiewające na wietrze pranie. Zero internetu, ciepła woda 2 godziny dziennie, prąd z agregatorów. To nie bajka, ani chwyt marketingowy biura podróży. Takie miejsca istnieją naprawdę. To właśnie tam wylądowaliśmy pod sam koniec naszej podróży po Ameryce Północnej i Centralnej. Myślę, że nie mogliśmy trafić lepiej. Oto jedna z ok. 370 wysp archipelagu San Blas. Witajcie na rajskiej Isla Naranjo Chico (inaczej Narasgandup)!

NIEŁATWA DROGA DO RAJU

Ceny wycieczek na San Blas mogą przyprawić o zawrót głowy. 200-300 USD na osobę za 2-dniowy pobyt to trochę zaporowa kwota. Na szczęście istnieją grupy na Facebooku, na których inni backpackerzy dzielą się swoimi spostrzeżeniami i „sprzedają” triki na tańsze rozwiązania. Nie inaczej było w naszym przypadku. Kilka tygodni przed przyjazdem do Panamy przypadkiem natknęłam się na dyskusję o San Blas na grupie Podróżnicy – wyprawy marzeń. W ten sposób zdobyłam numer do kierowcy kursującego pomiędzy Panama City, a portem, z którego odpływają łodzie na poszczególne wysepki. Ostatecznie trzydniowa wycieczka kosztowała nas 140 USD za osobę. W dalszym ciągu sporo, ale znacznie mniej, niż z typowym biurem podróży. Zresztą to miejsce jest warte każdych pieniędzy!

Wyruszyliśmy ze stolicy nad ranem, jak jeszcze było ciemno. Do portowego miasteczka można dostać się jedynie pick’up-em, ponieważ droga wiedzie przez góry, a sama nawierzchnia pozostawia wiele do życzenia. Po 2-3 godzinach byliśmy na miejscu. Chwilę czekaliśmy aż przypłyną łódki z turystami, którzy wracali z rajskich wysepek. Zauważyliśmy, że są oni przemoczeni od stóp do głów, więc zaopatrzyliśmy się w kurtki przeciwdeszczowe i niezastąpione worki na śmieci. Faktycznie naszą łódką miotało na wszystkie strony, a gdy wysiedliśmy z niej po 45 minutach wyglądaliśmy jak zmokłe kury. Dobrze, że nasze bagaże zostały zabezpieczone lepiej, niż my – jednak aparat fotograficzny jest delikatniejszy, niż człowiek, szczególnie, jeśli chodzi o kontakt z wodą.

BŁOGIE NICNIEROBIENIE

Przywitał nas miły pan, który zarządza jednym z kilku guesthouse’ów na wyspie. Zostaliśmy przydzieleni do ośmioosobowej, bambusowej chatki położonej niecałe 3 metry od morza. Wokół palmy, biały piasek i kilkanaście domów Indian z plemienia Kuna. Cały archipelag San Blas oraz część lądu (dokładniej 373 km wybrzeża Morza Karaibskiego) stanowi autonomiczny region o nazwie Kuna Yala.

Podstawą gospodarki jest turystyka, rękodzieło i rybołówstwo. Uprawia się tu m.in. jukę, pochrzyn, kukurydzę, ryż, fasolę, banany, ostrą paprykę, palmę kokosową, kakaowiec, kawę oraz owoce (cytrusy, mango i awokado). Poletka są niewielkie, głównie na użytek własny. Dodatkowo, kobiety szyją kolorowe torebki, szale, dywaniki i wiele innych wyrobów rękodzielniczych.

My przez dwa dni na wyspie Naranjo Chico po prostu odpoczywaliśmy. Spacerowaliśmy brzegiem morza, pluskaliśmy się w przejrzystej wodzie, piliśmy wodę z kokosów prosto z drzewa (nierzadko z dodatkiem rumu, który przywieźliśmy z lądu :D). Dużo czytaliśmy, rozmawialiśmy i cieszyliśmy się słońcem. Nie musieliśmy gotować, ani szukać restauracji ze smacznym jedzeniem i przystępnymi cenami, bo mieliśmy zagwarantowane 3 posiłki dziennie. Chodziliśmy wcześnie spać, bo trzeba było oszczędzać prąd. Wstawaliśmy o wschodzie słońca, bo widoki były tego warte. To były cudowne dni i wszyscy żałowaliśmy, że tak szybko musimy wracać do Panamy, żeby nie przegapić lotów do Polski.

WYCIECZKA NA BEZLUDNĄ WYSPĘ

Całe San Blas zamieszkuje około 32 tysiące osób. Podobno wioski i miasteczka znajdują się tylko na 40 spośród 370 wysp. Zdecydowana większość to bezludne wysepki z kilkoma palmami. Na jedną z nich wybraliśmy się na wycieczkę (i nawet nie musieliśmy dopłacać). Do celu płynęliśmy kilkanaście minut. Wyspa była niewielka – do obejścia w kilka minut. Wokół znaleźliśmy parę fajnych spotów do snorkelingu i palmę idealną do sesji zdjęciowej. Łatwo się domyśleć, co robiliśmy przez kolejną godzinę 😉

Za dodatkową opłatą można było popłynąć na naturalne baseny. To po prostu płycizna, która tworzy się w czasie odpływu na „środku” morza. Tym razem odpuściliśmy, bo byliśmy w podobnych miejscach, ale jak później oglądaliśmy fotki innych turystów to trochę żałowaliśmy. Piękne widoczki i krystalicznie czysta woda.

Zdjęcia Wam nie wystarczą? Zapraszam również do obejrzenia filmiku o San Blas!

INFORMACJE PRAKTYCZNE

  • transport pick-up’em z Panama City do portu (w dwie strony) – 50 USD/os,
  • łódka (w dwie strony) – 20 USD/os,
  • nocleg w dormitorium + 3 posiłki – 25 USD/os (prywatne bungalowy są nieco droższe, ok. 5-10 USD/os za noc),
  • opłata za wstęp na tereny należące do Indian Kuna – 20 USD,
  • 3-dniowa wycieczka kosztowała nas łącznie 140 USD, czyli ok. 60-100 USD taniej, niż z większością agencji,
  • jeśli chcecie namiary na guesthouse na wyspie Naranjo Chico i firmę z pick-up’ami, z której skorzystaliśmy odezwijcie się do mnie na Facebooku lub na maila (kontakt[at]gadulec.me)!

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

Jakie jest najbardziej rajskie miejsce, w którym kiedykolwiek byliście? U mnie chyba dalej wygrywa Koh Rong w Kambodży, chociaż San Blas plasuje się na liście bardzo wysoko.

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco, śledząc gadulcowego FANPAGE’A oraz INSTAGRAM. Zachęcam również do zapisania się do NEWSLETTERA (co 2-3 tygodnie wysyłam osobiste listy, z niepublikowanymi wcześniej informacjami i zdjęciami), subskrybowania naszego KANAŁU NA YOUTUBE oraz pozostawienia komentarza pod wpisem. To bardzo mobilizuje do dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję!

wyszukaj lotywynajmij samochódzarezerwuj pokój

Jeśli przydały Wam się porady zamieszczone na Gadulcu i jesteście w trakcie planowania własnej podróży, będziemy bardzo wdzięczni za dokonanie rezerwacji przez powyższe linki. Nie martwcie się – to nie wpłynie na cenę noclegu, samochodu czy lotu, a dzięki prowizji będziemy mogli dalej rozwijać bloga. Dzięki! :)