Pytanie na śniadanie

Kilka tygodni temu udzieliłam wywiadu portalowi kobieta.gazeta.pl. Opowiadałam przede wszystkim o pracy w wiosce słoni w Pai (Tajlandia). Parę dni później skontaktowała się ze mną pani Magda, która pracuje dla TVP2. Zostałam zaproszona do piątkowego odcinka programu „Pytanie na śniadanie”. Zaniemówiłam (a to zdarza się bardzo rzadko!) i dość szybko odpowiedziałam, że chętnie przyjadę do Warszawy 27 listopada.

Sprawy organizacyjne

Mogłam wybrać między datą 20 i 27 listopada. Umówiłam się na tą drugą. Nie było żadnych problemów z kontaktem, odpowiedzi na maile przychodziły szybko. Kilka dni później napisała do mnie inna osoba prosząc o zdjęcia i filmy (o ile takowe posiadam). Wszystkie materiały związane z moim wolontariatem w wiosce słoni wysłałam pracownikom „Pytanie na śniadanie” kilka dni przed przybyciem do studio. W okolicy wtorku zadzwoniła do mnie pani Magda i zadała kilka pytań – miało to pomóc prowadzącemu w czasie nagrania. Do Warszawy pojechałam pociągiem w czwartek wieczorem. Mam otrzymać zwrot kosztów dojazdu (zostałam również zapytana o to czy mam gdzie spać, więc domyślam się, że gdyby w stolicy nie mieszkała moja przyjaciółka to opłacono by mi nocleg w hotelu).

Przygotowania

Miałam przyjechać do studio na ul. Woronicza o godzinie 7:45, czyli dokładnie 39 minut przed wejściem na antenę. Przybyłam nieco wcześniej, ponieważ nigdy nie byłam w tej okolicy, więc wolałam mieć te kilkanaście minut zapasu. Nowy budynek Telewizji Polskiej robi wrażenie. Musiałam podać swoje dane osobowe ochroniarzom, zostałam odhaczona na liście i wpuszczona na pierwsze piętro. Na miejscu przywitało mnie sporo osób, w tym pani Magda. Poczęstowano mnie kawą i poproszono o chwilę cierpliwości. Musiałam również podpisać dokument, w którym wyraziłam zgodę na opublikowanie nagrania w internecie, w telewizji, w czasie powtórek itp. Kolejnym etapem przygotowań była wizyta u pani makijażystki oraz fryzjerki. Mniej więcej o 8:10 byłam gotowa (czytaj piękna, nieświecąca i idealnie uczesana). Na wizję wchodziłam o 8:26. Dwaj panowie podpięli mi mikrofon do lewego ucha i wsadzili za pasek resztę sprzętu. Zastanawiałam się jakie pytania może mi zadać prowadzący „Pytanie na śniadanie”. Próbowałam się nie stresować. Było to mało realne.

Godzina zero

Koło 8:20 zostałam wpuszczona na plan. Na środku stały dwie kanapy dla gości, którzy rozmawiają z dwójką prowadzących. Po prawej była kuchnia i coś tam się działo. Nieco dalej na lewo stały dwa fotele i stolik, do których zostałam zaproszona. Na planie było kilkanaście osób – przede wszystkim operatorów kamery czy dźwiękowców. Usiadłam na fotelu (starając się znaleźć pozycję, w której będę wyglądać normalnie i nie zepsuję sprzętu przypiętego do paska na plecach) i czekałam. Zrobiłam kilka zdjęć moim starym i psującym się telefonem (z góry przepraszam za jakość fotografii publikowanych w tym poście). Na minutę przed godziną zero zjawił się Łukasz. Prowadzący piątkowe „Pytanie na śniadanie”. Przywitaliśmy się, chwilkę porozmawialiśmy i zaczęło się odliczanie. Usłyszałam swój głos wydobywający się z głośników i kątem oka zobaczyłam filmik z wolontariatu zmontowany przez Damiana. Potem zaczęła się część „na żywo”, którą możecie obejrzeć TUTAJ. Starałam się odpowiadać zwięźle, poprawnie i ciekawie. Atmosfera była całkiem fajna, udało mi się nie pogubić w zeznaniach. Te kilka minut minęło bardzo szybko, nawet się nie zorientowałam kiedy było już po wszystkim. Szybkie zdjęcie z Łukaszem, podziękowania, rozmowa o Wietnamie i już byłam poza planem, w pokoju przejściowym. Załatwiłam formalności związane z kosztami powrotu, pstryknęłam kilka fot, pożegnałam się i już byłam przed TVP.

Podsumowanie

Wcześniej miałam do czynienia z kamerą i różnymi nagraniami (chociażby przy okazji organizacji Auto Stop Race), ale nigdy nie byłam w programie na żywo (w dodatku na jednym z najbardziej popularnych kanałów telewizyjnych w Polsce). Wiedziałam, że przy tego typu nagraniach pracuje wiele ludzi, ale nie miałam pojęcia, że jest ich aż tak dużo. Kolejnym zaskoczeniem jest dla mnie stres – myślałam, że będzie znacznie gorzej. Nogi trzęsły mi się tylko troszeczkę, w nocy przed nagraniem spałam te 4 czy 5 godzin, a rano w piątek byłam w stanie przełknąć kanapkę. Jednak najmilej i najbardziej zdziwiliście mnie Wy, moi drodzy Czytelnicy. Otrzymałam dziesiątki wiadomości przed i po nagraniu, pełnych gratulacji, winszowań i wsparcia. Pisała rodzina, przyjaciele, znajomi, ale również osoby, które znam tylko w wirtualnym świecie. Raz jeszcze wszystkim dziękuję! I zrobię co w mojej mocy, żeby na programie „Pytanie na śniadanie” moja „kariera” w mediach się nie skończyła. W końcu im więcej osób pokocha podróże, tym lepiej!

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco, śledząc gadulcowego FANPAGE’A oraz INSTAGRAM! Zachęcam również do zapisywania się do NEWSLETTERA (ramka pod spodem) oraz pozostawienia komentarza pod wpisem. To bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję!

wyszukaj lotywynajmij samochódzarezerwuj pokój

Jeśli przydały Wam się porady zamieszczone na Gadulcu i jesteście w trakcie planowania własnej podróży, będziemy bardzo wdzięczni za dokonanie rezerwacji przez powyższe linki. Nie martwcie się – to nie wpłynie na cenę noclegu, samochodu czy lotu, a dzięki prowizji będziemy mogli dalej rozwijać bloga. Dzięki! :)