Wakacje w 2014 oraz 2015 roku spędziłam w Norwegii w celach zarobkowych. Wraz z chłopakiem i znajomymi zajmowaliśmy się głównie malowaniem domów z zewnątrz. Spaliśmy pod namiotem, myliśmy się na stacjach benzynowych czy w toaletach na plaży, a jedzenie przywieźliśmy z Polski. Wiem jednak, że nie jest to zajęcie, które satysfakcjonuje każdego, a wielu z Was zastanawia się jakie są inne możliwości zarobienia pieniędzy w dość krótkim czasie. Właśnie dlatego, zapytałam kilku blogerów podróżniczych, jakie jest ich doświadczenie w temacie „zagraniczna praca na wakacje”.

PRACA NA WAKACJE W DANII

Wiola, autorka bloga starczewska.com dwukrotnie pracowała w Danii w hotelu, aby zarobić pieniądze na podróż do Ameryki Południowej.

W 2012 roku studiowałam w Kopenhadze, było mi bardzo trudno poradzić sobie finansowo, więc zatrudniłam się jako pokojówka w hotelu. Nie pamiętam skąd ten pomysł, chyba ktoś kiedyś mi powiedział, że taką pracę łatwo znaleźć (pewnie dlatego, że jest to praca tak ciężka, że nikt nie chce tego robić). Odbiłam się finansowo i spędziłam ciekawe wakacje, bo pracując tylko na pół etatu, mogłam sobie pozwolić na wiele rzeczy, między innymi na koniec sezonu po raz pierwszy wyjechałam do mojej ukochanej Portugalii. Rok później powróciłam do Danii z jednym celem: zarobić dużo pieniędzy na Brazylię. Znów byłam pokojówką, biegałam po ekskluzywnym hotelu donosząc gościom mini mydełka i szlafroki, wycierałam podłogę w restauracji oraz nauczyłam się ścielić łóżka w 6 minut. Dodatkowo w weekendy odkurzałam hale wystawowe przed targami mody i targami samochodowymi. Za godzinę odkurzania na nocnej zmianie zarabiałam 70 złotych. W ten sposób zebrałam fundusze na to, żeby przez 6 miesięcy biegać po plażach Brazylii.

Nie wróciłabym już do takiego zajęcia. To był jakiś epizod w moim życiu, miałam cel i go zrealizowałam. Ale nikomu nie polecam pracy w hotelach. Jeśli ktoś bardzo chce, to zdradzam sposób na to, jak znaleźć taką pracę, to prosty sposób: trzeba pójść do hotelu, uśmiechnąć się do recepcjonisty, powiedzieć, że szuka się pracy i poprosić, żeby przekazał twój kontakt do housekeeping managera.

Fot. Wiola Starczewska

Zdjęcie z 2012 roku, przed hotelem, w którym pracowała Wiola, fot. W. Starczewska

Któregoś dnia na bloga Wioli trafiła Emilia – autorka Emi w drodze, która aktualnie mieszka w Indonezji. Żeby zarobić na swoje podróże, pracowała w Niemczech, Norwegii, Danii i Nowej Zelandii. Tak wspomina swoją duńską przygodę:

Trafiłam na bloga Wioli, która mieszkała wtedy w Kopenhadze. Nie znając mnie, zaoferowała mi dzielenie pokoju w pięknej kamienicy w centrum miasta! Bardzo mi pomogła, wkręciła w swój krąg znajomych, podpowiedziała, gdzie i jak szukać pracy. Chodziłam od knajpy do knajpy roznosząc CV, wracałam do domu zawiedziona, bo znów jakiś napalony stary Grek zaoferował mi pracę w zamian za „darmowe” mieszkanie u niego… Po raptem tygodniu dostałam pierwszą pracę na czarno, w knajpie u Hindusa. Kelnerowałam u niego w dwóch różnych miejscach, biegając między jednym a drugim kilka razy dziennie. Znalazłam kolejną pracę na wieczory i weekendy – sprzątanie biur. Moim nowym szefem był Koreańczyk, który pod koniec oszukał mnie, nie płacąc za część przepracowanych godzin. Później rozdawałam też ulotki i sprzedawałam wodę na głównym deptaku Kopenhagi (w słoneczne dni był z tego niezły utarg!), zaliczyłam nawet kilka dni na zmywaku, w kolejnym hotelu, fabryce okien i jako hostessa, aż w końcu, po odwiedzeniu chyba wszystkich pośredniaków w mieście, znalazłam dobrze płatną i legalną (marzenie!) pracę w magazynie UNICEFu. Chodziłam tam z przyjemnością, bo pracowałam z ludźmi z różnych zakątków świata i atmosfera była świetna. Mogłam zostać tam dłużej niż tych kilka miesięcy, jednak miałam już kupiony kolejny bilet do Azji…

Fot. Emilia Smolka

Fot. Emilia Smolka

PRACA W NIEMIECKIEJ WINNICY (I NIE TYLKO)

Damian i Marta, którzy prowadzą bloga Dwa razy ziemia i niedawno wrócili z 8-miesięcznej podróży po Azji, wyjechali do Niemiec z mocnym postanowieniem zarobienia milionów monet. Ostatecznie spędzili w tym kraju prawie 1,5 roku, pracując w przeróżnych miejscach. Tak ich pobyt wspomina Marta:

Region, który sobie wybraliśmy – Rheinland-Pfalz – słynie z produkcji wina, nie dziwota więc, że dość szybko znalazłam pracę w jednej z prestiżowych winnic jako… kobieta od wszystkiego – sprzątania, obsługiwania degustacji, karmienia kota i dbania o garderobę całej rodziny. Po godzinach dorabiałam jako sprzątaczka w prywatnych domach, a ostatnie miesiące spędziłam w firmie eventowej, zajmując się gastronomią oraz obsługą gości na targach. Damian imał się różnych zajęć – najpierw pracował w wielkiej korporacji chemicznej jako nawigator dźwigów, potem budował ekologiczne domy, a na koniec selekcjonował metale na taśmie firmie recyklingowej. Weekendami często robiliśmy wielkie bańki mydlane w Speyer lub Heidelbergu – i z tego, o dziwo, był najlepszy hajs (bywało, że wyciągaliśmy nawet 60 euro za godzinę!).

Jak znaleźliśmy pracę? W naszym przypadku świetnie zadziałały ogłoszenia rozwieszane w mieście (najlepiej rozklejać je pod supermarketami), bezpośrednie roznoszenie CV do wybranych firm oraz rozpuszczenie wici po znajomych. Korzystaliśmy też z serwisu www.quoka.de. Trzeba być zdeterminowanym i upartym, bo praca niestety z nieba nie spadnie. Co jest dość zabawne – tuż przed wyjazdem do Niemiec praktycznie nie znałam tego języka diabła, a mimo to udało mi się przeżyć 😉 W pierwszym tygodniu nie potrafiłam nawet kupić poprawnie chleba, a już po roku chodziłam sama na rozmowy rekrutacyjne. Czyli: wszystko się da i wszystko można przetrwać, o ile ma się przed oczami podróżniczy cel!

fot. Marta Zienkiewicz

fot. Marta Zienkiewicz

JAK ZOSTAĆ KELNERKĄ W NORWEGII?

Kiedy pracowałam w wakacje w 2014 roku w Norwegii, odkryłam bloga Nadii – Nadia vs. the world. Ona również przebywała wtedy w kraju fiordów. Pracowała jako kelnerka w Oslo, czego bardzo Jej zazdrościłam 😉 Oto krótka historia Nadii, która od ponad roku podróżuje dookoła świata:

Posiadałam doświadczenie w marketingu, mediach i gastronomii, a bez znajomości norweskiego miałam szansę tylko na trzecią opcję. Postanowiłam więc wrócić do kelnerowania – zawodu, który oprócz pensji zapewnia niezłe napiwki (200-500 zł dziennie). Kilka miesięcy przed przyjazdem do Oslo prowadziłam korespondencję mailową z Hard Rock Cafe Oslo i po wielkich trudach otrzymałam zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną. Parę lat temu pracowałam w HRC w Krakowie, nabrałam doświadczenie w pracy w tej sieciówce, a na koniec otrzymałam świetne referencje od przełożonego. Spotkanie z managerem w Oslo poszło gładko i już pierwszego dnia w Norwegii podpisałam 10-tygodniowy kontrakt. W wakacje w krainie fiordów zarobiłam 40 000 zł, z czego odłożyłam 30 000. Moja podróż dookoła świata zaczęła się kilka miesięcy później. I teraz odwieczny dylemat: szukać pracy przez internet czy na miejscu? Z moich obserwacji wynika, że łatwiej i szybciej można otrzymać posadę w gastronomii bezpośrednio kontaktując się z firmami na miejscu.

fot. Anna Nadia Bandura

fot. Anna Nadia Bandura

BAŃKI MYDLANE – IDEALNA PRACA NA WAKACJE I SPOSÓB NA ZARABIANIE W CZASIE PODRÓŻY

Na koniec historia Angeli, która łączy przyjemne z pożytecznym i… puszcza bańki mydlane w czasie swoich wojaży! Taką samą pracę, od kilku lat, wykonują niektórzy moi znajomi – jeżdżą głównie do dużych, niemieckich miast w celach stricte zarobkowych. Oto kilka porad od autorki bloga Angela Eksploruje:

Moja historia z bańkami mydlanymi rozpoczęła się 2 lata temu w Barcelonie. Nie posiadając zbytnich nakładów finansowych, korzystając głównie z pomocy napotkanych w drodze ludzi, z własnego wyboru włóczyłam się po Europie. Na drodze postawiony mi został pewien Holender, który nie tylko pokazał gdzie można zjeść i umyć się za free, ale także dał narzędzia do pracy, żebym mogła sama zadbać o swój los: 2 bambusowe kijki, 4 metry najtańszego bandaża i pół litra płynu do mycia naczyń.

Tim rankami puszczał ogromne bańki mydlane w parku Ciutadella, zaraz obok fontanny. To było jego miejsce, więc ja musiałam znaleźć sobie inne. Buskersi w Barcelonie niestety nie mają łatwo. Guardia Urbana bardzo czepia się nie tylko bańkarzy, ale i ulicznych grajków. Mój pierwszy raz był naprawdę stresujący, bańki pękały, do tego byłam onieśmielona tym, że ludzie na mnie patrzą. Po godzinie walki w pełnym słońcu, byłam kompletnie wyczerpana, ale w mojej czapce, gdzie ludzi wrzucali pieniądze, było 14 euro. Kiedy już zaprzyjaźniliśmy się z Timem bardziej i postanowiliśmy razem puszczać bańki, potrafiliśmy wyciągać z czapki 100 euro przed południem, a nigdy nie ‚pracowaliśmy’ więcej niż 2-3h, bo konkurencja bańkarzy jest DUŻA i każdy powinien mieć szansę się wykazać.

Tak zaczęła się moja bańkowa historia. W miarę upływu czasu eksperymentowałam z płynem dodając gliceryny czy innych specyfików, które umacniają bańkę i pozwalają jej wysoko polecieć. Po Barcelonie puszczałam bańki m.in. w Londynie, Paryżu, Gibraltarze, Wenecji, Kopenhadze czy… Władysławowie 🙂 Już wcześniej pracowałam z dziećmi jako animator, a czy jest coś, co dzieci lubią bardziej niż bańki mydlane?

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o zarabianiu na robieniu baniek mydlanych możecie dołączyć do grupy na Facebooku (na potrzeby tego postu przez kilka dni grupa zostanie odtajniona). Mam dla Was również mały poradni od Angeli – jeśli jesteście zainteresowani jak, kiedy i gdzie puszczać bańki, piszcie na kontakt@gadulec.me.

fot. Angela Michalik

fot. Angela Michalik

Chcesz dowiedzieć się więcej o MALOWANIU DOMKÓW W NORWEGII? Zajrzyj TUTAJ.
Interesuje Cię konkretna praca opisana przez którąś z dziewczyn? Koniecznie odwiedź Ich blogi (linki powyżej).

Zagraniczna praca na wakacje (albo dłuższy okres czasu) to temat często poruszany wśród młodych ludzi. Możliwości jest mnóstwo, oczywiście nie sposób opisać ich wszystkich w jednym poście. W końcu można jeszcze znaleźć pracę na zmywaku czy w fabryce w Anglii, skorzystać z programów typu Camp Leaders czy Work&Travel i jechać do Stanów Zjednoczonych albo zbierać owoce w Holandii czy Skandynawii. Najważniejsza jest wytrwałość, konsekwencja i dobre nastawienie. Poza tym warto mieć jasno określony cel – dużo łatwiej harować kilka(naście) godzin dziennie przez parę miesięcy, gdy ma się świadomość, że dzięki temu spełnimy swoje marzenie i na przykład pojedziemy w podróż dookoła świata.

Pracowaliście kiedyś za granicą? A może planujecie taki wyjazd w te wakacje?

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco, śledząc gadulcowego FANPAGE’A, INSTAGRAM oraz SNAPCHATA (nick: gadulec)! Zachęcam również do zapisywania się do NEWSLETTERA (ramka pod spodem) oraz pozostawienia komentarza pod wpisem. To bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję!

121