kolazZabierałam się do tego postu kilkakrotnie. W samolocie, gdy wracałam stęskniona do domu, kilka dni później, gdy już odespałam podróż oraz między objadaniem się kolejnymi porcjami karpatki. Ostatecznie piszę go teraz – dokładnie tydzień po powrocie z półrocznej wyprawy po Azji południowo-wschodniej. Emocje już trochę opadły, ale dalej praktycznie codziennie spotykając się z rodziną czy znajomymi opowiadam im jak było. Ciężko streścić minione miesiące w kilkudziesięciu zdaniach, dlatego podzielę się z Wami tylko najważniejszymi przemyśleniami.

Szkoła życia
Wyprawa do Azji była dla mnie znacznie większą szkołą życia, niż 2,5-miesięczna praca w Norwegii. Nauczyłam się cierpliwości, umiejętności planowania, logicznego myślenia w trudnych, nieprzewidzianych sytuacjach. Nie miałam pojęcia, że długie i tanie podróżowanie jest aż tak męczące. Nieustanne poszukiwania noclegu, przemieszczanie się z miejsca na miejsce co dwa, trzy dni, noce spędzone w autobusach – tak mijała nam spora część wyprawy. Nieraz musiałam radzić sobie ze stresem, zaciskać zęby czy ocierać ukradkiem łzy. Tęskniłam za rodziną, przyjaciółkami, znajomymi, marzyłam o swoim łóżku, polskim jedzeniu i normalnym prysznicu. Jeszcze rok temu nie wyobrażałam sobie, że mogę spać w jednym pokoju z karaluchem czy szczurami biegającymi po dachu, tuż nad moją głową. Mogłabym tak wymieniać bez końca. Łatwo nie było. Ale było warto niekiedy się pomęczyć. Żeby poznać samą siebie. Przezwyciężyć swoje słabości. I przeżyć tysiące niezapomnianych chwil.

Niesamowici ludzie
Odwiedziłam wiele pięknych miejsc. Niektóre są wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, inne są ważnymi świątyniami, muzeami czy pałacami. Jednak to ludzie sprawili, że wyjazd był dla mnie wyjątkowy.

Okazało się, że mam ogromne szczęście, bo kilka lat temu poznałam Chłopaka, z którym mogę spełniać swoje marzenia, który zdecydował się pojechać ze mną na kilka miesięcy do Azji i wspierał mnie dzielnie cały czas. Nawet jak dwukrotnie zepsułam Mu laptopa 🙂 Opiekował się mną, podnosił na duchu, a czasem po prostu słuchał moich wywodów ze zrozumieniem i uśmiechem na twarzy. To Damian kontrolował nasze wydatki. Wiedział, w który autobus wsiąść i gdzie znajduje się zabytek w danym mieście. To razem z Nim, wspierałam Fundację “Król i Smok” przy okazji projektu “Piątki z podróży”. Samotne podróżowanie jest z pewnością bardzo wartościowe i ciekawe, ale nigdy nie zastąpi wyjazdów z Ukochaną Osobą. Kiedy wspólnie przeżywacie każdy moment i odkrywacie razem świat.

Ostatni miesiąc wyprawy spędziłam z moją Przyjaciółką. Po raz kolejny się na Niej nie zawiodłam. Wiem, że niektóre moje przyzwyczajenia były dla Niej czymś nowym i nie zawsze czuła się komfortowo. Jednak ani razu nie było między nami sporów czy kłótni. Wspólnie zrealizowałyśmy projekt „Ściana marzeń”, o którym możecie przeczytać na Jej blogu. Po raz kolejny podróż z Olą była pełna przygód i niezapomnianych chwil.

W ciągu minionych miesięcy spotkałam ludzi przeróżnego pochodzenia, wyznania, orientacji seksualnej czy koloru skóry. Mama z dwójką dzieci, która zwiedza od kilku miesięcy Azję i Afrykę. Młody Japończyk – najbardziej pozytywna osoba jaką w życiu spotkałam – wyruszył w 5-letnią podróż dookoła świata z bardzo niewielkimi funduszami. Przemiłe małżeństwo z Polski, które przyjechało z Rosji do Azji autostopem (zapraszam na Ich bloga). 60-letni Sean z Pai w Tajlandii – opiekun słonicy o imieniu Ot, który swoim śmiechem zarażał każdego. Nastoletnia Mo z górskiej wioski Sapa w Wietnamie – mama rocznego chłopca, która mimo niełatwego życia jest pełna energii i pogody ducha. Laotańczycy, z którymi byłam na prawdziwym azjatyckim karaoke w Nong Khiaw. To tylko kilka przykładów wspaniałych osób, które poznałam. Część z nich mnie inspiruje i stanowi wzór do naśladowania. Inni uczą, jak cieszyć się drobnostkami i nigdy się nie poddawać.

Przyszłość
Myślałam, że podczas podróży doznam olśnienia i dowiem się, co chcę robić w przyszłości. Myliłam się. Wiem jednak czego nie chcę, a to już pewien sukces. Nie chcę, aby moje życie było przepełnione nudą, szarością i narzekaniem. Chcę połączyć swoją pasję do podróży z pracą, a dodatkowo pomagać innym. Chcę dalej podbijać świat z moim Ukochanym. Chcę poznać jeszcze więcej historii osób pochodzących z różnych zakątków naszej planety. Chcę nauczyć się języka hiszpańskiego. Chcę zamieszkać na kilka miesięcy w San Diego i nauczyć się surfować… I wierzę, że (jak to powiedział Aleksander Wielki): “nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko trudne do wykonania”.

Dziękuję, że byliście ze mną przez minione sześć miesięcy. Nawet nie wiecie, jak bardzo cieszą mnie słowa, że niektórych z Was inspiruję i motywuję. Dla mnie wzorem do naśladowania są moi Rodzice, blogerzy podróżniczy i znajomi, którzy coraz częściej wyruszają w nieznane. Spełniajcie swoje marzenia i uśmiechnijcie się (w końcu dzisiaj piątek :))!

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco śledząc gadulcowego FANPAGE’A oraz INSTAGRAM!

121