USA

Kontynuując temat z poprzedniego wpisu chciałabym Wam zdradzić na co wydałam moje pierwsze zaoszczędzone pieniądze. Nietrudno się domyślić, że była to podróż. Jednak nigdy wcześniej nie opisywałam na blogu tego konkretnego wyjazdu. Zapraszam Was na relację z podróży po USA!

OSZCZĘDZANIE POPŁACA

Pamiętam, że już jako małe dziecko co jakiś czas odkładałam do skarbonki parę złotych. Niestety, pewnie jak większość z Was, pieniędzy z pierwszej komunii nie widziałam na własne oczy. Za to w mieszkaniu stanął sporych rozmiarów komputer stacjonarny. Od mniej więcej 4 klasy dostawałam kieszonkowe na własne wydatki. Jednak dopiero w wakacje po klasie maturalnej otrzymałam swoją pierwszą prawdziwą wypłatę. Pracowałam jako kelnerka w jednym z katowickich pubów. Większość pieniędzy odłożyłam – w końcu po wakacjach przeprowadzałam się do Wrocławia. Na studiach również pracowałam – na początku dorywczo (najczęściej jako hostessa), później na umowę zlecenie we Frankie’s (super knajpka ze świeżymi sokami, kanapkami i sałatkami). Dodatkowo w lipcu i sierpniu 2013 roku pomagałam rodzicom w firmie (zajmowałam się sprawami administracyjnymi oraz public relations). Ostatnio Getin Bank zauważył, że Oszczędności biorą się z rozsądku… oszczędzaj i nie wydawaj wszystkiego”. Dobrze, że okryłam tę zależność na pierwszym roku studiów i dlatego poza zwykłym kontem w banku miałam również konto oszczędnościowe. Pod koniec każdego miesiące przelewałam na nie określoną kwotę. Dzięki temu, w kilkanaście miesięcy udało mi się odłożyć nieco więcej pieniędzy i spełnić swoje wielkie marzenie – wyjazd do Stanów Zjednoczonych.

AMERICAN DREAM

Do Stanów pojechałam na cały miesiąc wraz z moją niezastąpioną przyjaciółką Olą. Pierwszy raz leciałam tak daleko, w dodatku sama (Ola udała się do Nowego Jorku nieco wcześniej i odwiedziła swoją rodzinę). Udało nam się znaleźć Hosta w tym potężnym mieście – Matthew mieszkał w dzielnicy Queens i był pierwszą osobą, którą poznałam przez Couchsurfing. Po kilku dniach poleciałyśmy do Chicago, gdzie czekał na nas kolejny Host – nauczyciel historii, bardzo oczytany, fajny chłopak. O dziwo, to miasto zrobiło na nas dużo większe wrażenie, niż słynny New York City! Architektura w Chicago jest niesamowita, a widoku z najwyższej wieży o zmroku nie zapomnę do końca życia! Następnie przyszedł czas na Las Vegas. To tam spotkaliśmy się ze znajomą parą, wynajęliśmy samochód i ruszyliśmy w kilkudniową objazdówkę po okolicznych parkach narodowych. Zion National Park, Bryce Canyon, Wielki Kanion – wszystkie te miejsca bardzo nam się podobały. Co najlepsze, mimo że byliśmy we czwórkę, prawie wszędzie korzystaliśmy z Couchsurfingu. To dzięki temu portalowi (i oczywiście naszemu fantastycznemu Hostowi) mogliśmy przejechać się po głównej ulicy w Las Vegas motorem! Swoją drogą to miasto naprawdę nigdy nie śpi – bardzo łatwo zgubić tam rachubę czasu – w kasynach i klubach nigdy nie wiadomo, która jest godzina, bo wszędzie panuje półmrok.


Po 5 dniach pożegnałyśmy znajomych i we dwójkę ruszyłyśmy dalej naszą białą bryką. Odwiedziłyśmy Yosemite National Park – chciałyśmy spać pod namiotem, ale zostałyśmy w samochodzie z obawy przed niedźwiedziami (potem pół nocy nie zmrużyłyśmy oka, bo przypomniałyśmy sobie, że w bagażniku mamy kawałek pizzy). Podziwiałyśmy również największe drzewa świata w Parku Narodowym Sekwoi. Dotarłyśmy do San Francisco, gdzie również spałyśmy u fantastycznego Hosta, z którym mamy kontakt do dziś. Mieszkał w samym centrum miasta i miał taras na dachu, z którego rozpościerał się cudowny widok na okolicę. Słynną krajową jedynką (trasa wiedzie nad samym oceanem – bajka!) dotarłyśmy do Santa Barbara i Santa Monica w Los Angeles. Przekonałyśmy się jak trudno jeździ się po 7-pasmowych ulicach LA i że to faktycznie jedno z najbardziej zakorkowanych miast świata. Szybko uciekłyśmy do San Diego, które okazało się rewelacyjnym miejscem. Ponownie korzystając z Couchsurfingu, znalazłyśmy Hosta z mieszkaniem tuż koło plaży. Razem z nim i pozostałymi gośćmi (m.in. Polkami, z którymi dalej od czasu do czasu piszemy) surfowaliśmy, poznawaliśmy okolicę i życie nocne w San Diego.


Łącznie nasza wycieczka po zachodnim wybrzeżu USA oraz parkach narodowych trwała 16 dni. Z San Diego wróciłyśmy do Nowego Jorku, gdzie przypadkiem wylądowałyśmy na koncercie w Central Park. Na żywo słuchałyśmy Alicii Keys, Kings of Leon i Stevie’ego Wondera. Spotkałyśmy się również z moimi znajomymi z Klubu Podróżników BIT (w tym z Damianem – jeszcze nie byliśmy parą ;)). Pod koniec wyjazdu wybrałyśmy się na 3-dniową wycieczkę, w czasie której zobaczyłyśmy Niagarę, Waszyngton oraz Filadelfię. Poza samymi atrakcjami najlepiej wspominam restauracje „all you can eat” – płaci się raz (około 10-14$) i je się do woli. A wybór jest ogromny – od sushi, przez owoce morza, risotto, różne makarony po fontannę czekoladową i lody w wielu smakach.

 

WYDAWAJ PIENIĄDZE Z GŁOWĄ

To był naprawdę udany wyjazd! Nie dość, że zobaczyłyśmy mnóstwo miejsc, które wcześniej widziałyśmy jedynie w kolorowych czasopismach albo na stronach internetowych (blogi podróżnicze nie były tak popularne jak teraz) to w dodatku poznałyśmy niesamowitych ludzi (głównie dzięki Couchsurfingowi). Nasza przyjaźń również zyskała dzięki podróży po USA – od tamtej pory jesteśmy pewne, że możemy na siebie liczyć w każdej sytuacji.

Starałyśmy się nie wydawać za dużo dolarów, ale jak wiadomo Stany nie są tak tanie jak chociażby Azja południowo-wschodnia. Za nocleg zapłaciłyśmy tylko raz, ale trzy loty wewnętrzne, samochód na ponad dwa tygodnie oraz 2-3 posiłki dziennie to całkiem spory wydatek. Jedno jest pewne – w czasie wyjazdu nie warto oszczędzać na wszystkim, bo nie po to przelecieliśmy pół świata, żeby nie odwiedzić Universal Studio czy Empire State Building (przykładowo). Za to polecam oszczędzanie w Polsce – czasem wystarczy ograniczyć posiłki jedzone na mieście, wynająć mniejszy pokój (mieszkanie) i zamienić samochód na rower, żeby odłożyć na podróż marzeń. Tylko od Was zależy, jak szybko i dokąd się wybierzecie… 🙂

Pamiętacie na co wydaliście swoje pierwsze zaoszczędzone pieniądze? Też była to podróż? A może coś innego? Czekam na Wasze komentarze!

Tekst powstał w ramach współpracy z Getin Bankiem.

Zdjęcia zostały zrobione w większości przez moją przyjaciółkę Kasię oraz Damiana. Dziękuję za pomoc przy tworzeniu tego wpisu.

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco, śledząc gadulcowego FANPAGE’A, INSTAGRAM oraz SNAPCHATA (nick: gadulec)! Zachęcam również do zapisywania się do NEWSLETTERA (ramka pod spodem) oraz pozostawienia komentarza pod wpisem. To bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję!

121