Plaże Sri Lanki

Wyspa o powierzchni 65 610 km² (mniej więcej 1/5 powierzchni Polski), której linia brzegowa wynosi 1340 kilometrów. Otoczona Oceanem Indyjskim o niezliczonych ilościach plaż. Warto zrelaksować się na jednej z nich chociaż przez 2-3 dni. W Tangalle spędziłam 2 doby, a w Mirissie prawie 3. W obu miejscach fale były spore, piasek złocisty, a niebo błękitne. Jednak cała reszta różniła się diametralnie. Którą plażę wybrać? A może warto odwiedzić oba miejsca? Na te pytania znajdziecie odpowiedzi w poniższym tekście.

CISZA I SPOKÓJ W TANGALLE

Piękna, długa plaża, złocisty, lekko brązowawy piasek, palmy nad brzegiem oceanu i mało turystów – Tangalle to idealne miejsce na wypoczynek po kilku(nasto) dniowej podróży dookoła wyspy. To także małe miasteczko portowe, parę knajpek, restauracji oraz sklepów spożywczych i stoisk z pamiątkami. Przy drodze, która oddziela plażę od licznych guesthouse’ów i małych hoteli, można kupić za grosze świeżego kokosa lub inne egzotyczne owoce. Wieczorem warto usiąść w jednym z lokali i skosztować przepysznych owoców morza albo napić się kolorowego drinka.

Sama plaża sprzyja długim spacerom i leniuchowaniu – idąc wzdłuż oceanu (oddalając się od miasta) natkniemy się na hamaki rozwieszone między palmami, którym trudno się oprzeć. Z resztą lepiej jak najszybciej ulec pokusie, położyć się wygodnie i wsłuchać w szum fal.

Tangalle to magiczne miejsce, taki mały raj na ziemi. Byłam tam w styczniu 2017 roku, kiedy pracowałam jako lider (pilot) w Stowarzyszeniu Podróżników Soliści. Cała moja grupa, czyli kilkanaście osób o różnym pochodzeniu, płci, wieku i charakterze, była oczarowana tą miejscowością.

Jest jeszcze jeden aspekt, dla którego warto tu przyjechać: JEDZENIE. A dokładniej pyszne ryby i owoce morza. W rodzinnym Mallika Guesthouse, gdzie mieszkaliśmy, można było zjeść przepyszny lunch lub kolację. Polecam przede wszystkim rybę w cebulce i delikatnym sosie (krewetki też były bardzo smaczne). Na zamówienie czeka się dość długo, ale w końcu mamy wakacje, więc nigdzie nam się nie spieszy. Poza tym, siedzenie przy stoliku z widokiem na ocean to czysta przyjemność…

Tangalle pojawia się na początku i na końcu filmiku:

ROZRYWKOWA MIRISSA

Popularna zarówno wśród miejscowych jak i zagranicznych turystów Mirissa bywa mocno zatłoczona. Plaża jest długa i szeroka, a mniej więcej pośrodku znajduje się wysepka, z której roztacza się piękny widok na całą okolicę. W czasie odpływu można się na nią dostać prawie suchą stopą. W pobliżu mieści się kilka knajpek urządzonych w europejskim stylu (ceny, jak na Sri Lankę, są wysokie). Okolica obfituje w różnego rodzaju atrakcje: można wypożyczyć deskę surfingową, nurkować, pływać na kitesurfingu albo wybrać się na wycieczkę w poszukiwaniu wielorybów i delfinów.

Warto omówić szerzej temat rejsów, w czasie których obserwuje się wieloryby i inne morskie zwierzęta. Nie ma co ukrywać – jest to mocno turystyczna atrakcja, nastawiona na duży zysk. Ceny wahają się w zależności od agencji, w której załatwiamy bilety oraz naszych umiejętności negocjacyjnych. Wcześnie rano przyjeżdża po nas tuk-tuk, zawozi do portu i wsiadamy na jeden z kilku wycieczkowych statków. Każdy z nich mieści mniej więcej od 30 do 80 osób. Wszystkie wypływają o podobnej godzinie, prawie w to samo miejsce. Załoga wypatruje delfinów, wielorybów i żółwi, a turyści mogą się opalać, drzemać czy spożywać mini śniadanie, które jest w cenie (kanapka, owoc, woda). Gdy tylko w oddali ktoś dojrzy kawałek płetwy zaczyna się „pogoń za wielorybem”. Najczęściej co najmniej 2-3 statki podpływają dość blisko danego osobnika, tłum turystów skupia się po jednej stronie łodzi i fotografuje zwierzę z każdej strony. Śmiesznie to wszystko wygląda, ciężko zrobić dobre ujęcia, bo jest tak tłoczno, ale mimo wszystko (moim zdaniem) widok wieloryba w naturalnym środowisku rekompensuje wszelkie niedogodności. Mieliśmy dużo szczęścia, bo wypatrzyliśmy cztery wieloryby, dwa stada delfinów (przez moment płynęły razem z nami – rewelacja!) i bodajże dwa żółwie wodne. Za pierwszym razem turyści na naszym statku zaczęli bić brawo, gdy wieloryb po kilku minutach pływania na powierzchni, dał nura w głąb oceanu i pięknie zamachał ogonem na pożegnanie. Osobiście polecam tę wycieczkę, chociaż wiem, że zdania na jej temat są podzielone, a wiele zależy od pogody i szczęścia. Ponoć, jeśli nie spotka się żadnego wieloryba to zwracają 100% kwoty albo zapraszają na wycieczkę następnego dnia. Oczywiście jest to trochę naciągane, bo znajomi przez kilka godzin rejsu widzieli tylko ogon jednego osobnika (CZYTAJ WIĘCEJ) i to wystarczyło, żeby organizatorzy uznali wycieczkę za udaną (w przeciwieństwie do rozczarowanych turystów).

Nocą Mirissa zamienia się w dość imprezowe miasto. Na plaży jest kilka klubów i pubów czynnych prawie do rana. Muzyka na żywo, wspólne śpiewy i tańce na plaży w blasku księżyca – bardzo dobrze wspominam nasze wspólne wyjście w przedostatni wieczór pobytu na Sri Lance. Drinki, szczególnie z lankijskim rumem, są tanie, noce ciepłe, a ludzie uśmiechnięci. Czasem dobrze się zresetować, skakać boso po piasku w rytm rockowej muzyki i po prostu cieszyć się chwilą.

Kilka ujęć z imprezy na plaży (i nie tylko):

TANGALLE CZY MIRISSA?

Podsumowując: ciężko odpowiedzieć na to pytanie, bo obie miejscowości są całkiem inne. Pod kątem widokowym plaża w Mirissie chyba trochę bardziej mi się podobała, ale przysłowiowy „święty spokój” odnajdzie się w Tangalle. Wszystko zależy od osobistych preferencji – jeśli mamy ochotę oderwać się od rzeczywistości i zaszyć się gdzieś z książką czy własnymi myślami, lepiej zatrzymać się na kilka dni w Tangalle. Gdy zależy nam na aktywnym wypoczynku i nie przeszkadza nam delikatna komercjalizacja z pewnością będziemy dobrze bawić się w Mirissie. A najlepiej po prostu odwiedzić oba miejsca i wyrobić sobie własną opinię na ich temat.

INFORMACJE PRAKTYCZNE

  • pokój dwu/trzyosobowy w Mallika Guesthouse (Tangalle) – około 4600 LKR
  • dwuosobowy pokój w Hidden Lotus Courtyard z przepysznym śniadaniem (Mirissa) – około 6000 LKR
  • obiad w Tangalle – 500-1000 LKR
  • wycieczka statkiem w poszukiwaniu wielorybów – od 3000-3500 LKR

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco, śledząc gadulcowego FANPAGE’A, INSTAGRAM oraz SNAPCHATA (nick: gadulec)! Zachęcam również do zapisania się do NEWSLETTERA (ramka pod spodem) oraz pozostawienia komentarza pod wpisem. To bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję!

1 2 1