morning-819362_1920

Kojarzycie hasztag #myfirst7jobs (#mojepierwsze7prac)? Jakiś czas temu krążył po internecie. Niedawno przeczytałam tego typu wpis u znajomej i postanowiłam przyłączyć się do zabawy. Zasady są bardzo proste – opisujemy swoje pierwsze stanowiska pracy. Zapraszam Was na krótki przegląd minionych kilku lat mojego życia.

1. KELNERKA

Tuż po maturze zaczęłam swoją pierwszą prawdziwą pracę. Miałam najdłuższe wakacje w życiu i postanowiłam zrobić coś sensownego. Rozniosłam kilka CV do katowickich restauracji i barów – bardzo szybko zostałam zaproszona na rozmowę rekrutacyjną do Negresco. Pracę zaczęłam parę dni później. Był 2010 rok, odbywały się wtedy Mistrzostwa Świata w piłce nożnej, więc od razu byłam rzucona na głęboką wodę. Sto razy dziennie musiałam biegać z piwem (i nie tylko) po schodach z baru na ogródek. Zdarzyło mi się o 1 w nocy gonić klienta, który nie zapłacił rachunku. Do knajpy często przychodzili cudzoziemcy i głównie ja z nimi rozmawiałam, ponieważ większość kelnerek miała problem z językiem angielskim. Dużo się nauczyłam – stałam się bardziej cierpliwa, empatyczna, doceniłam wartość pieniądza, spojrzałam z większym szacunkiem na pracę kelnera (od tego czasu prawie zawsze daję napiwki).

Byłam kelnerką jeszcze kilkukrotnie – w kawiarniach Chopin (w centrum handlowym 3 Stawy oraz w M1 w Czeladzi) czy w pizzerii we Wrocławiu (Tralalala – miałam tam najgorszego szefa świata – wyglądał i zachowywał się jak sycylijski mafiozo, krzyczał, cały czas szukał problemów, traktował personel okropnie – wytrzymałam tam 3 tygodnie). Pracowałam również przy obsłudze wesel – to dopiero jest kosmos! Biegasz z ciężkimi talerzami i uśmiechem na ustach przez 12-14 godzin, śpisz 3-4 godziny, bo następnego dnia są oczepiny (albo chrzciny czy inne uroczystości). Zdecydowanie praca kelnerki uczy życia. Nawet był taki fanpage na Facebooku „nie znasz życia, jeśli nie pracowałeś w gastronomii”. True story.

2. HOSTESSA

Jako hostessa dorabiałam głównie w czasie studiów. Praca podobna do kelnerki tylko nieco nudniejsza (przynajmniej w moim odczuciu). Może dlatego, że promowałam głównie produkty w supermarketach. Pewnie sprzedając alkohol albo papierosy w klubie byłoby ciekawiej. Niestety natura nie obdarzyła mnie 175 centymetrami wzrostu, więc musiałam zadowolić się wychwalaniem serów, jogurtów czy słodyczy.

3. SEKRETARKA

W wakacje przed wyjazdem do Stanów Zjednoczonych pracowałam w firmie moich rodziców na stanowisku sekretarki. Miałam przeróżne obowiązki – od zajmowania się pocztą i przesyłkami, przez tworzenie arkuszy kalkulacyjnych, po odbieranie telefonów i witanie klientów. Było całkiem ciekawie, niemonotonnie, poza tym miałam ogromną motywację – potrzebowałam tych pieniędzy na moją pierwszą długą i samodzielnie zorganizowaną podróż. Miło wspominam te dwa miesiące w Grupie Infomax (tak nazywa się agencja reklamowa moich rodziców). Kilka lat później pracowałam u nich ponownie – tym razem na nieco innym stanowisku. Zajmowałam się PR-em i brandingiem, czyli w wielkim skrócie: prowadziłam kilka stron na Facebooku, tworzyłam prezentacje, kampanie reklamowe i wizerunkowe.

4. FRANKIE’S

Wyodrębniłam tę pozycję, ponieważ bardzo lubiłam tę pracę. Pod koniec licencjatu byłam kelnerko-kucharką we Frankie’s koło wrocławskiego rynku. Przygotowywałam soki ze świeżych warzyw i owoców, komponowałam pyszne, zdrowe kanapki oraz sałatki. Napiwki nie były za wysokie (rzadko przynosiliśmy zamówienie do stolików), gdy była ładna pogoda harowało się na okrągło, ale atmosfera i ludzie w tym miejscu byli genialni. Często przychodziłam tam nawet, gdy miałam wolne, żeby po prostu porozmawiać z szefem i resztą ekipy. Z resztą dalej, od czasu do czasu, staram się tam wpaść choćby na szota imbirowego, którego zagryza się pomarańczą (radzi sobie zarówno z przeziębieniem, jak i zmęczeniem).

5. PUBLIC RELATIONS

Na licencjacie musiałam odbyć miesięczne praktyki zgodne z moim zawodem. Studiowałam dziennikarstwo i komunikację wizerunkową (specjalizacja public relations), więc postanowiłam odezwać się do kilku agencji PR-owych. W ten sposób wylądowałam w Sfera Group, gdzie zajmowałam się głównie tworzeniem baz oraz pisaniem artykułów prasowych. Przy okazji coraz bardziej zagłębiałam się w tajniki social media i zobaczyłam „od środka” jak działa tego typu firma.

W czasie magisterki również pracowałam w agencji PR-owej. Tym razem był to płatny staż w Highlite PR. Byłam starsza i bardziej doświadczona, więc moje zadania były bardziej odpowiedzialne i skomplikowane. Współorganizowaliśmy sporo wydarzeń kulturalnych, co bardzo mi odpowiadało. Gdybym tylko nie wyjeżdżała do Norwegii (a następnie do Azji) z chęcią zostałabym w Highlite na dłużej.

6. MALOWANIE DOMKÓW W NORWEGII

Wakacje w czasie studiów dwukrotnie spędziłam w Norwegii. Wraz z chłopakiem i znajomą parą zapakowaliśmy auto jedzeniem po sam brzeg, zabraliśmy śpiwory, namioty i starą kuchenkę gazową i wyruszyliśmy do Skandynawii. Wrzucaliśmy ulotki do skrzynek na listy i czekaliśmy na telefon. Oferowaliśmy malowanie domów (wewnątrz i na zewnątrz), sprzątanie, usługi ogrodnicze i stolarkę. Napisałam na ten temat sporo tekstów, które znajdziecie TUTAJ. Była to prawdziwa szkoła życia. Łącznie spędziłam w Norwegii 4,5 miesiąca i stwierdziłam, że zdecydowanie wolę być kelnerką (nawet zarabiając w złotówkach). Użeranie się z mniej lub bardziej problematycznymi klientami dużo bardziej mi odpowiada, niż wkurzanie się na pędzel czy płot. Mimo wszystko nie żałuję, bo dzięki koronom zarobionym w Skandynawii wyjechałam na pół roku do Azji południowo-wschodniej, a w tym roku (jak wszystko dobrze pójdzie) wyruszę w kolejną podróż.

7. KLUB PODRÓŻNIKÓW BIT

Nie była to płatna praca, ale organizacja studencka, której poświęciłam mnóstwo czasu, energii i serca. Dołączyłam do BIT-u („Because I Travel”) na drugim roku studiów i przepadłam. To była miłość od pierwszego wejrzenia – fantastyczni ludzie z zajawką i historiami nie z tej ziemi, mnóstwo wyjazdów po Polsce i za granicę, podróżnicze prelekcje i jedyny w swoim rodzaju Auto Stop Race. Nauczyłam się jak dobrze pracować w grupie, zarządzać ludźmi, rozdzielać zadania, opanowałam podstawy HR i przede wszystkim poznałam niesamowite osoby (w tym mojego chłopaka :)). To w Bicie nauczyłam się pozyskiwać Partnerów do różnego rodzaju projektów i poznałam tajne sztuki skutecznej perswazji. Organizacja Auto Stop Race do Walencji pochłaniała większość mojego czasu wolnego, ale była to jedna wielka przygoda, której nigdy nie zapomnę. Dawno temu napisałam na ten temat osoby TEKST („Dlaczego warto należeć do organizacji studenckich?) – polecam serdecznie tę lekturę, szczególnie wszystkim studentom pierwszego czy drugiego roku.

fot. pixabay

A czym Wy zajmowaliście się w liceum lub na studiach? Jakie były Wasze pierwsze miejsca pracy? Czego się nauczyliście? Podzielcie się swoimi przeżyciami.

121