freedom&happiness

Mam 26 lat i pochodzę z dość dużego miasta. W zeszłym roku uzyskałam tytuł magistra na Uniwersytecie Wrocławskim. Od dłuższego czasu, nie ma tygodnia, w którym Facebook nie zasypałby mnie dobrymi nowinami: zaręczynami, ślubami, ciążami i narodzinami. Cieszę się szczęściem moich znajomych, ale wszechobecne pierścionki, białe sukienki i malutkie buciki sprawiają, że nachodzą mnie dziwne myśli. Czasem jakiś mały, wewnętrzny głosik mówi: „W głowie ci tylko beztroskie podróże! Lepiej się ogarnij, ustatkuj, znajdź normalną pracę i załóż rodzinę”. A potem przypominam sobie o jednej, bardzo ważnej rzeczy: każdy człowiek jest inny, a szczęście ma różne oblicza.

Może to banalne stwierdzenie, ale wielu z nas o tym zapomina. Piszemy maturę, idziemy na studia, poznajemy fajnego chłopaka czy dziewczynę, zakochujemy się, zostajemy magistrami, znajdujemy pracę, zaręczamy się, pobieramy, zakładamy rodzinę. Najczęściej mniej więcej w tej kolejności. A jeśli ktoś pominie jeden z punktów, inni patrzą na niego ukradkiem i komentują. „Już tyle lat są razem, mogliby się wreszcie zaręczyć”. „5 lat po ślubie, a dalej nie mają dzieci?! W dodatku mówią, że w ogóle nie chcą powiększać rodziny. Toż to skandal!”. „On cały czas pracuje, tylko kariera mu w głowie, przydałaby mu się jakaś kobita”. Ludzie kochani, dajcie żyć! To, że dla Was największym szczęściem jest przysłowiowy książę z bajki, pierścionek na palcu i gromadka dzieci, nie znaczy, że inni nie będą równie spełnieni podróżując po świecie jedynie z 10-kilogramowym plecakiem. Nawet, mając – olaboga – 35 czy 40 lat! I vice versa: podróżnicy czy ludzie skupieni na karierze muszą zrozumieć, że dla kogoś największą wartością jest rodzina, a nie szlajanie się po dżunglach i pustyniach albo kolejny awans w pracy marzeń. Nie utrudniajmy sobie życia, nie porównujmy się cały czas i nie patrzmy na innych przez swój pryzmat. Po prostu róbmy swoje.

Wiem, że czasem jest trudno, bo mama / babcia / wujek / przyjaciel mają wobec nas konkretne plany i oczekiwania. Z pewnością bez trudu potrafimy sobie przypomnieć jakąś rodzinną uroczystość, w czasie której padło „cudowne” stwierdzenie: „Teraz Wasza kolej!”. Nie ważne czy dotyczyło zaręczyn, ślubu, kupna mieszkania czy poczęcia potomka. Ewentualnie: „Kiedy w końcu przyprowadzisz do domu narzeczonego/narzeczoną?” (wersja dla singli). Być może próbowaliście tłumaczyć swoim bliskim, że macie inną wizję swojego życia, a oni dalej tego nie pojmują i sugerują zmianę priorytetów. Jeśli tylko jesteście obecnie szczęśliwi i nikogo nie krzywdzicie, nie ulegajcie. Rodzina i znajomi prędzej czy później zrozumieją, że co innego daje Wam radość i satysfakcję. Poza tym zawsze możecie dać im do przeczytania ten tekst.

Mam dużo szczęścia, bo nie czuję żadnego nacisku ze strony najbliższych. Owszem, Babcia czasem zapyta, kiedy znajdę normalną pracę, zamieszkam gdzieś na stałe i się ustatkuję. Jednak nie robi tego za często, poza tym ma 80 lat, więc nic dziwnego, że blogowanie, kręcenie vlogów i dalekie podróże nie do końca mieszczą jej się w głowie. Co nie zmienia faktu, że swoim znajomym z dumą opowiada o wnuczce, która zwiedza świat 🙂 Za to moja Mama niedawno stwierdziła: „Uśmiałam się jak zobaczyłam Twój post na Facebooku, w którym zastanawiasz się czy po pracy iść na plażę czy na basen. Pomyślałam: Ta to ma problemy… Kiedy ona wreszcie dorośnie? Ale szybko sobie uświadomiłam, że skoro jesteś szczęśliwa i sama siebie utrzymujesz to możesz żyć jak ci się podoba”. Dzięki Mamo! Nawet nie wiesz jakie to ważne.

Robienie czegokolwiek z powodu presji społeczeństwa nie ma sensu. Nie idźmy na studia tylko dlatego, że wszyscy to robią. Nie zaręczajmy się „bo wypada”. Nie szukajmy pracy w korpo tylko po to, żeby nie odstawać od znajomych. Nie tkwijmy w związku bez przyszłości z obawy przed opinią innych. Posłuchajmy samych siebie. Zastanówmy się co tak naprawdę jest dla nas ważne, sprawia nam przyjemność i co chcemy osiągnąć w najbliższym czasie. Nic nie szkodzi, jeśli nie umiemy od razu odpowiedzieć na to pytanie. Szukajmy. Próbujmy nowych rzeczy. I pamiętajmy, że życie jest za krótkie, żeby je zmarnować robiąc coś, co nas unieszczęśliwia. Poza tym to nasze życie, a nie naszych kolegów czy bliskich.

fot. Pixabay

Tekst chodził mi po głowie już od dawna, a bezpośrednim natchnieniem był WPIS BREWY na podobny temat (zachęcam do lektury, szczególnie, jeśli bliżej Wam do 30-paro letniego mężczyzny).

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco, śledząc gadulcowego FANPAGE’A, INSTAGRAM oraz SNAPCHATA (nick: gadulec)! Zachęcam również do zapisania się do NEWSLETTERA (ramka pod spodem) oraz pozostawienia komentarza pod wpisem. To bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję!

121