Teneryfa

Największa i prawdopodobnie najbardziej znana z siedmiu głównych wysp kanaryjskich. Zamieszkała przez ponad 1.000.000 osób, często nazywana kontynentem w miniaturze. Faktycznie – na otoczonej przez Atlantyk Teneryfie znajdują się wulkany, piękne plaże, liczne trasy trekingowe, klimatyczne miasteczka, turystyczne miejscowości z wieloma restauracjami, klubami i barami czy parki rozrywki. Dodatkowo przez okrągły rok temperatura utrzymuje się w okolicy 20-25 stopni Celsjusza. Nic więc dziwnego, że to właśnie tutaj masowo przeprowadzają się emeryci z Wielkiej Brytanii, Niemiec lub Skandynawii. Jednak nie tylko starsze osoby odnajdą na tej wyspie coś dla siebie. Spodoba się ona zarówno rodzinom z dziećmi, osobom uwielbiającym górskie wędrówki, imprezowiczom jak i sportowcom.

TENERYFA W JEDEN DZIEŃ

Nie sposób zwiedzić dokładnie całej wyspy w jeden dzień. Jednak można wybrać się na intensywną wycieczką, w czasie której zobaczy się najciekawsze atrakcje Teneryfy. W minioną niedzielę, dzięki uprzejmości IF ACTIV TENERIFE, w niespełna 10 godzin podziwialiśmy przepiękne widoki z wysokości 3555 metrów n.p.m., ujrzeliśmy „1000-letnie” smocze drzewo, stanęliśmy na brzegu oceanu i pokonaliśmy dziesiątki zakrętów, by dotrzeć do wioski założonej przez piratów.

PARK NARODOWY TEIDE

To jeden z 34 parków narodowych w Hiszpanii (piąty pod względem wielkości). Park ten ma około 190km² powierzchni co oznacza, że zajmuje 10% wyspy. To tutaj znajduje się najbardziej znany szczyt Teneryfy – El Teide – który ma 3718 metrów n.p.m. i jest najwyższą górą w całym kraju. Jego nazwa pochodzi z języka Guanczów, czyli pierwszych mieszkańców Wysp Kanaryjskich. Słowo Tide oznaczało Piekielna Góra, w której żył demon Guayota.

Zdecydowana większość Parku Narodowego Teide ma charakterystyczny księżycowy wygląd. Malownicza droga prowadząca przez miejscowość Vilaflor, gdzie zatrzymaliśmy się na krótki spacer po lesie sosnowym (oraz pyszną kawę barraquito!) kończy się na 2356 m n.p.m. gdzie znajduje się dolna stacja kolejki Teleférico. Można nią wjechać na wysokość 3555 m n.p.m., a następnie pieszo udać się na sam wierzchołek (wcześniej uzyskując odpowiednie pozwolenie). Inna opcja to około 6-7-godzinny trekking na szczyt (szlak zaczyna się w innym miejscu, niż dolna stacja kolejki liniowej). Tym razem nie mieliśmy czasu wejść na 3718 metrów n.p.m., ale mam nadzieję, że zdobędziemy El Teide w ciągu najbliższych tygodni.

Przy dobrych warunkach pogodowych widoki po wyjściu z górnej stacji kolejki są zachwycające. Nam szczęście naprawdę dopisało – w oddali zobaczyliśmy nawet zarys La Gomery oraz Gran Canarii. Błękitne niebo, kłębiące się w dole chmury oraz krajobraz jak na Marsie (między innymi tutaj kręcili Gwiezdne Wojny!) – przepiękna sceneria, którą zapamiętuje się na całe życie.

SMOCZE DRZEWO W ICOD DE LOS VINOS

Trasa z Parku Narodowego Teide do miejscowości Icod de los Vinos jest atrakcją samą w sobie. Najpierw kaldera i wulkaniczne skały, następnie lasy sosnowe, nad którymi często, od zachodniej strony wyspy, gromadzą się chmury, a następnie widok na miejscowości Puerto de la Cruz czy La Orotava. W czasie jednodniowej wycieczki skierowaliśmy się od razu do Icod de los Vinos, w którym znajduje się słynne smocze drzewo. Roślina, zwana inaczej draceną smoczą, to gatunek endemiczny (występuje jedynie na Kanarach). Drzewo w Icod de los Vinos ma 17 metrów wysokości i jest nazywane Dracena Millenaria (tysiącletnia dracena), choć tak naprawdę nie wiadomo ile dokładnie ma lat (prawdopodobnie 500-700). Warto wiedzieć, że Guanczowie przypisywali dracenom właściwości magiczne oraz lecznicze. Chcecie dowiedzieć się więcej o przepięknej florze na Teneryfie? Zajrzyjcie koniecznie na TRAVELINGILOVE.

Nie zaszkodzi wybrać się na krótki spacer po klimatycznym miasteczku założonym w 1501 roku. Ładna, typowo kanaryjska architektura, pałace i inne rezydencje należące niegdyś do arystokracji, kościoły i place, na których mieszkańcy grywają w bingo – taka Teneryfa zdecydowanie bardziej mi się podoba, niż pełne wstawionych Brytyjczyków Las Americas.

W Icod de los Vinos zjedliśmy lunch w jednej z kilku klimatycznych restauracji (pierwszy raz spróbowałam zupy rancho canario, czyli kanaryjskiej grochówki – była naprawdę smaczna, jednak tego dnia zdecydowanie najlepszą potrawą był deser karmelowo-biszkoptowy – dowody na zdjęciu poniżej!). Byliśmy również na degustacji lokalnych win, likierów i serów (polecam m.in. delikatny krem z bananów).

ZRÓWNANE Z ZIEMIĄ GARACHICO

Niegdyś główne miasto portowe Teneryfy. To tutaj 5 maja 1706 roku doszło do ogromnej tragedii – wybuchł wulkan Trevejo, a gorąca lawa zrównała z ziemią większą część miasta. Przeżyli tylko nieliczni mieszkańcy, którzy schronili się skacząc do oceanu i dopływając na sąsiednią wysepkę.

Obecnie Garachico słynie z naturalnych basenów zwanych inaczej El Caletón (powstałe w wyniku erupcji). Góruje nad nimi Castillo de San Miguel – jedna z nielicznych budowli, które przetrwały wybuch wulkanu. Co ciekawe, mimo, że minęło ponad 300 lat, wciąż widać „trasę”, którą spływała bezlitosna lawa.

Okolice miasta są pełne plantacji bananów, czyli najczęściej uprawianych owoców na wyspie. Warto dodać, że kanaryjskie banany są droższe od tych pochodzących z innych rejonów świata. Na ich cenę składa się lepsza jakość, walory smakowe i sposób uprawy. Ponieważ banany są bardzo wymagającymi w uprawie roślinami, wyspy archipelagu otrzymują corocznie dotacje od Unii Europejskiej na rozwój plantacji i ich odpowiednie wyposażenie.

MASCA – WIOSKA ZAŁOŻONA PRZEZ PIRATÓW

Maleńka miejscowość położona w malowniczym wąwozie, zamieszkała jedynie przez około 100 osób. Podobno to tutaj piraci ukrywali swoje skarby i wypatrywali na horyzoncie okrętów, które mogą ograbić. Przybyliśmy tu późnym popołudniem, dzięki czemu mieliśmy praktycznie całą wioskę dla siebie. Okolica przypomina krajobrazy znane z filmów typu Hobbit czy Władca Pierścieni (jedyną „niewielką” różnicą są palmy ;)). Dobrze, że żadne z nas nie musiało prowadzić, ponieważ cała trasa z Garachico do Masca obfituje w przepiękne widoki i żal byłoby je przegapić (droga jest bardzo kręta i wąska, więc wymaga całkowitego skupienia ze strony kierowcy).

W tym urokliwym miasteczku, położonym 600 metrów n.p.m. można również rozpocząć 3-4-godzinny trekking przez wąwóz Barranco do plaży Playa de Masca. Kolejna wycieczka, którą mamy w planach na najbliższy miesiąc.

Jeśli jesteście miłośnikami przyrody koniecznie odwiedźcie BLOG MARTY, na którym znajdziecie propozycje kilku innych pięknych miejsc wartych odwiedzenia (np. Góry Teno czy Anaga).

Oczywiście na wyspie jest znacznie więcej ciekawych miejsc: szlaki trekkingowe, o których nie wspomniałam, interesujące miejscowości typu La Laguna, Puerto de la Cruz czy Santa Cruz, słynny park rozrywki Loro czy park wodny w Costa Adeje. Myślę jednak, że atrakcje zwiedzane w czasie Gran Tour warto zobaczyć w pierwszej kolejności, ponieważ to taka Teneryfa w pigułce.

INFORMACJE PRAKTYCZNE

  • cena biletu w dwie strony na kolejkę Teleférico – dorośli 27 euro, dzieci 13,5 euro (miejscowi płacą znacznie mniej)

  • cena biletu w jedną stronę to dokładnie połowa ceny biletu w dwie strony

  • zestaw lunchowy w Icod de los Vinos (około 12-14 euro w tym zupa/sałatka, drugie danie, deser, kawa i napój np. wino/woda/coca-cola)

  • wstęp do parku, w którym znajduje się słynna dracena – dorośli 4 euro, dzieci 2 euro
  • więcej o pozwoleniach na wejście na szczyt wulkanu przeczytacie TUTAJ

Za zaproszenie na wycieczkę dziękujemy polskiemu biurowi podróży IF ACTIV TENERIFE. Mimo, że nie jesteśmy fanami zorganizowanych tripów, ten bardzo nam się podobał. Zgodnie stwierdziliśmy, że sami nie dalibyśmy rady zobaczyć tych wszystkich miejsc jednego dnia i bylibyśmy dużo bardziej zmęczeni (szczególnie kierowca – zakręty momentami mogą przyprawić o zawrót głowy!). Poza tym nie dowiedzielibyśmy się tylu ciekawostek o Teneryfie i pozostałych wyspach archipelagu. Pan Alan, nasz pilot, ma ogromną wiedzę na ten temat (mieszka na Kanarach od wielu lat), a wszystkie informacje przekazywał w bardzo przystępny i interesujący sposób. Dodatkowo, w przerwach od kanaryjskich opowieści, puszczał świetną składankę, która idealnie współgrała z krajobrazem rozpościerającym się za oknami naszego busika.

Jeśli powyższy tekst i zdjęcia to za mało, abyście zaczęli rozglądać się za lotami na Teneryfę, obejrzyjcie filmik autorstwa Damiana. Jestem pewna, że będziecie chcieli przylecieć na tę wyspę jeszcze w tym roku 🙂

Byliście kiedyś na Teneryfie? Jakie są Wasze ulubione atrakcje? A może wolicie inną wyspę tego archipelagu?

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco, śledząc gadulcowego FANPAGE’A, INSTAGRAM oraz SNAPCHATA (nick: gadulec)! Zachęcam również do zapisania się do NEWSLETTERA (ramka pod spodem) oraz pozostawienia komentarza pod wpisem. To bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję!

121