IMG_6475

Piaszczysta plaża, interesująca okolica oraz całe niebo pełne latawców – Mui Ne w jednym zdaniu. Miejsce, w którym wiatr wieje 270 dni w roku, przez co pokochało je tysiące wind i kitesurferów. My też je pokochaliśmy! Dlatego zostaliśmy tam 4, zamiast planowanych 2 dni i wcale nie mieliśmy ochoty wyjeżdżać.

Open bus ticket
W Ho Chi Minh kupiliśmy popularny bilet na trasę łączącą południe z północą Wietnamu. Radzimy udać się bezpośrednio do przewoźnika – tam bilet jest najtańszy (około 40$). Biuro znajduje się na głównej ulicy, tam gdzie wszystkie inne agencje. Nasz bilet obejmował 5 przystanków na trasie Ho Chi Minh – Hanoi (Mui Ne, Da Lat, Nha Trang, Hoi An, Hue) i obejmował głównie sleeping busy, czyli autokary ze specjalnymi, całkiem wygodnymi, pojedyńczmi łóżkami. Za każdym razem dostaje się wodę i kocyk. Jedyne na co trzeba uważać to klimatyzacja – czasem przesądzają mimo, że na zewnątrz jest na przykład 15 stopni. Łatwo można się przeziębić. Forma transportu godna polecenia, szczególnie jeśli nie czujecie się na siłach żeby przejechać cały Wietnam na motorach lub pogoda temu nie sprzyja.

Mui Ne
Do Mui Ne przyjechaliśmy w środku nocy, na szczęście znaleźliśmy wcześniej na blogu innych polskich podróżników informacje o guesthouse’ie, więc zostaliśmy wysadzeni zaraz koło niego. Zdecydowanie rekomendujemy LyLy Guesthouse! Ładne pokoje, w rozsądnej cenie, pyszna kawa, fajny klimat. W dodatku od roku rezyduje tam Paweł, który (przypadkowo) powitał nas przebojami De Mono (mieliśmy pokój koło niego i akurat słuchał tego zespołu o 3 w nocy ;)). Opowiedział nam dużo o mieście oraz wietnamskich zwyczajach. Ponadto dzięki niemu poznaliśmy Igora, Maćka i Mikołaja – polskich instruktorów kitesurfingu, którzy nauczyli nas podstaw tego świetnego sportu (dla mnie było to przypomnienie tego czego uczyłam się sto lat temu na Helu). Chłopaki od lat w sezonie uczą kite/windsurfingu w Jastarni i niedawno postanowili przyjechać do Mui Ne. Możecie się z nimi skontaktować chociażby przez bloga Maćka, na który serdecznie zapraszam. 

 

Czerwony kanion, wydmy i strusie, czyli okolice Mui Ne
Co najczęściej robimy w Azji żeby zobaczyć okoliczne atrakcje? Oczywiście wypożyczamy skuter i ruszamy przed siebie! Zwiedzanie Mui Ne najlepiej rozpocząć w centrum miasta – tuż koło mostu znajduje się rewelacyjny kanion o wdzięcznej nazwie Fairy Stream. Czerwono-brązowe skały wznoszące się na wiele metrów robią naprawdę niesamowite wrażenie! Nieco dalej, zaraz przy drodze ujrzymy kolejny wspaniały widok – tysiące malutkich kutrów rybackich zacumowanych w zatoce. Warto tu przyjechać zarówno w ciągu dnia jak i w czasie zachodu słońca. Kilka kilometrów dalej następna atrakcja – czerwone wydmy. W jednej chwili człowiek czuje się jak na kolorowej pustyni. Wydmy są naprawdę imponujące, zdjęcia wychodzą świetnie. Tylko radzę uważać na aparat fotograficzny – do mojego wleciał piasek i od tamtej pory odmawia posłuszeństwa 🙁 Do następnego celu jest nieco dalej, jednak trasa wiedzie tuż koło morza, więc 35-minutowa podróż to sama przyjemność. Późnym popołudniem docieramy do białych wydm. Teraz to dopiero czujemy się jak na Saharze! Białe piaski ciągną się po horyzont, w pobliżu jest jezioro, za które spokojnie zachodzi słońce. Bajecznie! I jak romantycznie! 🙂 Jeśli ktoś chciałby poczuć trochę adrenaliny może pojeździć po wydmach quadem. Inną atrakcją jest… jazda na strusiu! Niestety przyjechaliśmy za późno, aby spróbować którejś z tych rzeczy, ale myślę, że warto na coś się skusić, jeśli ma się nieco więcej czasu.
Skoro mowa o atrakcjach Mui Ne, należy również wspomnieć o restauracji Bia Hoi, która słynie z grillowanego mięsa krokodyla oraz strusia. Wybraliśmy opcję numer jeden – jedna porcja to cały talerz pełen kawałków mięsa, które grilluje się samemu. Pycha!

 

Szybki kurs kitesurfingu
W Mui Ne zostaliśmy dłużej, ponieważ wraz z Igorem i Maćkiem zaczęliśmy uczyć się kitesurfingu. Dla Damiana była to całkowita nowość, dla mnie powtórka tego czego dawno temu uczyłam się w Chałupach czy Jastarni. Akurat w tej miejscowości dość trudno zacząć pływać, ponieważ fale są naprawdę duże, ale za to szybko można nauczyć się panować nad latawcem, bo wiatr od listopada do marca wieje prawie codziennie. Najczęściej wszyscy wychodzą na wodę koło godziny 13 (wtedy zaczyna wiać naprawdę konkretnie), co sprawia, że całe niebo jest pełne kolorowych latawców. Osobiście mogłabym godzinami podziwiać powietrzne akrobacje zaawansowanych kitesurferów. Ale nauka to też ogromna frajda! Bardzo się cieszę, że przypomniałam sobie wszystkie podstawy. Kursu z przyczyn technicznych nie ukończyłam (tam gdzie się uczyliśmy wiało nierównomiernie ostatniego dnia naszego pobytu w Mui Ne), ale na pewno w trakcie naszej poroży chcę jeszcze spróbować swoich sił w kitesurfingu. Polecam ten sport każdemu!

 

Aktualnie jesteśmy już w Hanoi i jutro lecimy do Bangkoku, także przejechaliśmy cały Wietnam z południa na północ. Po 3 tygodniach spędzonych w tym kraju szczerze stwierdzam, że Mui Ne to jedno z moich ulubionych miejsc – z chęcią wybiorę się tam jeszcze niejeden raz! Jedyny mały minus tego miasta jest taki, że jest ono pełne rosyjskich turystów, a ich zachowanie jest niekiedy naprawdę fatalne (krzyczą, uchlewają się i są po prostu niemili i niekulturalni – w porównaniu z nimi Polacy na wakacjach to chodzące ideały – przynajmniej takie jest moje zdanie…). Jednak trzymając się z Polakami czy jakąkolwiek fajną ekipą, nie ma żadnego problemu, żeby Rosjanami najzwyczajniej w świecie się nie przejmować i cieszyć pięknem oraz atrakcjami okolicy!

Informacje praktyczne (21300 dongów = 1$, lepiej płacić dongami niż dolarami!):
– open bus Ho Chi Minh – Hanoi z 5 przystankami – 860000 dongów,
– ładny i czysty, dwuosobowy pokój z łazienką w LyLy Guesthouse – 210000 dongów,
– omlet z bagietką i warzywami – od 20000 dongów,
– pyszna kawa z mlekiem w LyLy – 20000 dongów (ceny kawy od 10000),
– cały talerz mięsa z krokodyla (na 2 osoby) – 50000 dongów,
– wynajem skutera na cały dzień – 150000 dongów,
– wstęp na białe wydmy – 10000 dongów (późnym popołudniem się nie płaci),
– godzina kursu kitesurfingu – zależy od szkółki ale średnio 50$ indywidualnie, 45$ w grupie (u chłopaków duże zniżki – polecamy!),
– kilkuminutowa jazda na strusiu – 50000-100000 dongów,
– kanion Fairy Stream i czerwone wydmy – wstęp darmowy! 🙂

Pamiętajcie o projekcie Piątki z podróży. Wy również możecie przekazać symbolicznego piątaka! ;)
Fundacja „Król i Smok”
Nr konta: 21 1020 5242 0000 2102 0324 1874
Adres:
PKO BP O 9 we Wrocławiu
ul. Grabiszyńska 240
53-235 Wrocław

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco śledząc gadulcowego FANPAGE’A oraz INSTAGRAM!

121