ilovelaos
Piękne krajobrazy, przemili ludzie, błogie lenistwo. Drogi pełne kamieni, piachu i pyłu, męcząca podróż, bieda, a co za tym idzie często zawyżone ceny. Laos nie każdemu przypadnie do gustu. Ale warto się tam wybrać chociażby dla wodospadów. I pysznego Lao Beer czy laochito (laotańskiej wersji mojito).

Jak się tam dostać?
Najlepiej przylecieć/przyjechać do Chiang Mai (Tajlandia) lub Ha Noi (Wietnam) i dostać się do Laosu autobusem. Można również przyjechać z Chin lub Kambodży.
Na przejściu granicznym bez problemu wyrobimy wizę 30-dniową – musimy mieć zdjęcia oraz 30$ (najlepiej mieć wyliczone 30$ plus 1$ w weekendy lub późnym wieczorem).

Kiedy jechać do Laosu?
Od końca listopada do marca w prawie całym kraju jest ładna pogoda i mało deszczu, ale ceny są wyższe niż w pozostałych miesiącach. My byliśmy na przełomie października i listopada – było gorąco, ale do przeżycia, prawie w ogóle nie padało. Od czerwca do września deszczu jest najwięcej (ale nie utrudnia to jakoś bardzo podróżowania). W lutym/marcu bywa bardzo upalnie. Trzeba również pamiętać, że w północnej części kraju noce bywają chłodne (bluza zdecydowanie się przyda).

Ceny
W Laosie nie ma aż tylu ulicznych marketów co w Tajlandii. W miejscach typu Don Det czy Nong Khiaw (bardzo małe miejsowości) jada się głównie w knajpkach, które są oczywiście droższe niż street foody. Transport też jest nieco droższy, ponieważ Laotańczycy podróżują znacznie mniej. Jednak bez problemu można tutaj wydawać 20-25$ dziennie, ponieważ atrakcje są bardzo tanie. Wstęp na wodospady to koszt kilku dolarów, trochę więcej wydamy za wypożyczenie skutera. Piwo 0,66l kosztuje w przeliczeniu 4 zł, a pyszne laochito około 10 zł (laotańska whiskey to tylko 4 zł za 0,75l!). Za nocleg zapłacimy 20-35 zł (za pokój dwuosobowy z łazienką). Więcej o kosztach w Azji południowo-wschodniej przeczytacie TUTAJ.

Transport w Laosie
Laotańczycy podróżują znacznie rzadziej niż Tajowie czy Malajowie. Na północy kraju drogi są w fatalnym stanie (już nigdy nie będę narzekać na stan polskich dróg). Na południu jest nieco lepiej, o ile nie zboczy się z głównej trasy. A czasem warto to zrobić, żeby np. dotrzeć do pięknej jaskini Kong Lor. Ale o tym później. Autobusy VIP polecam osobom, które się spieszą i chcą się czuć w miarę komfortowo. Te publiczne są dla ludzi rządnych przygód, którym nie straszne są plastikowe siedzenia i jazda górską drogą w totalnym ścisku. Zalety są takie, że w czasie podróży można nieco bliżej poznać Laotańczyków (oraz np. ich kury, które przewożą ;)).
Dobrym pomysłem jest również rejs Mekongiem. Zaczyna się zaraz za granicą tajsko-laotańską i płynie się do Luang Prabang. Można wybrać fast boat (7-8h) lub slow boat (dwa dni).

Laotańczycy
To głównie dla nich warto jechać do Laosu. Szczególnie dla dzieci, które jak tylko ujrzą białego człowieka krzyczą z uśmiechem „sabaidee” (dzień dobry). W żadnym innym kraju w Azji, nie przytrafiało nam się to tak często. Laotańczycy są serdeczni i gościnni, często nie mają zbyt wiele dóbr materialnych, ale doceniają to, że są zdrowi, mają dom (co z tego, że to bambusowa chata?) i rodzinę. Polityczna sytuacja w kraju jest bardzo drażliwym tematem. Można by o tym napisać osobny post, ale zbyt krótko byłam w Laosie, żeby się tego podjąć.
Oczywiście w najbardziej turystycznych miejscach, mieszkańcy nie są już aż tak otwarci, ponieważ patrzą na białego jak na portfel. Potrzeba czasu, cierpliwości i dobrych chęci, żeby zaczęli nas postrzegać inaczej.
Warto pamiętać, że Laos to dawna kolonia francuska, więc często łatwiej porozumieć się z mieszkańcami w języku francuskim, niż w angielskim. A Francuzów-turystów jest w Laosie więcej niż w każdym innym państwie, które odwiedziłam.

Dzieci z okolic Nong KhiawTOP 3, czyli moje ulubione miejsca w Laosie
1. Luang Prabang
Mimo, że bardzo turystyczne, wciąż czuje się tutaj prawdziwy Laos. Okoliczne wodospady zapierają dech w piersiach. W dodatku można się w nich kąpać, skakać do wody z drzew czy na linach. To w Luang Prabang można zawrzeć świetne znajomości z ludźmi z całego świata, pójść do słynnego pubu Utopia, a po północy na kręgle. To tutaj są najlepsze bagietki na świecie i rewelacyjny nocny market. Można również zobaczyć poranny rytuał mnichów i osobiście ocenić na ile jest on prawdziwy. Jedno jest pewne – w Luang Prabang nie sposób się nudzić.

wodospady2. Kong Lor Cave
Żeby się tam dostać trzeba dość mocno zboczyć z głównej trasy, która wiedzie przez cały Laos. Małe wioski, kochane dzieciaki, piękne krajobrazy i ogromna jaskinia, przez którą przepływa rzeka – między innymi dlatego powinno odwiedzić się Kong Lor. Docierają tam nieliczni turyści, co jest kolejną zaletą tego miejsca. Można zatrzymać się u laotańskiej rodziny i bliżej poznać ich tradycje i zwyczaje.

jaskinia3. Nong Khiaw
Mała miejscowość na północy. Dość trudno tam dojechać, ale warto. Żeby zobaczyć cudowny zachód słońca na punkcie widokowym. Okoliczne jaskinie i wodospady. Odpocząć w hamaku nad rzeką. Iść na kajaki albo spływ dętka. Zgubić się na wycieczce wraz z laotańskim przewodnikiem. Przypadkiem trafić na lokalne karaoke. I poznać młodych Laotańczyków, a potem wspólnie gotować kolację.

zachod4. Blue Lagoon w Vang Vieng, czyli lubione miejsce Aleksandry Krauzowicz, która od kilku lat mieszka w stolicy Laosu i prowadzi bloga laotanskieopowiesci.blogspot.com

Po Laosie podróżuję dużo i wiele pięknych miejsc odwiedziłam, ale jeśli chodzi o moje ulubione miejsce to pojadę trochę stereotypowo. Miejsce, które często odwiedzam z racji „niedużej” odległości od Wientianu, to Blue Lagoon w Vang Vieng. Samo miasteczko szczególnie urokliwe nie jest, za to okolice są zachwycające. Wapienne skały wyrastające wokół Vang Vieng i pola ryżowe tworzą razem cudny i kojący widok. Blue Lagoon, to idealne miejsce na relaks, pływanie i skakanie z liny lub drzewa do krystalicznie czystej wody o kolorze turkusu – bajka. Laguna znajduje się u podnóża jaskini Tham Phu Kham. Polecam 🙂

Vang ViengLaos to kraj, którym jedni będą zachwyceni, a inni zawiedzeni. Najlepiej samemu sprawdzić, do której grupy się należy. Jeśli jednak mamy w planach 2-3-tygodniowy wyjazd do Azji południowo-wschodniej polecam wybrać inne państwo (np. Malezję czy Indonezję). Choć oczywiście wszystko zależy od tego w jaki sposób chcemy spędzić czas. Mnie osobiście Laos nieco znudził i zmęczył, a z drugiej strony poznałam tam wspaniałych ludzi i zobaczyłam Azję, którą zawsze chciałam zobaczyć – zupełnie inną niż Europa.

Byliście kiedyś w Laosie? Jakie są Wasze ulubione miejsca? A może planujecie się tam udać w najbliższym czasie?

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco, śledząc gadulcowego FANPAGE’A oraz INSTAGRAM! Zachęcam również do zapisywania się do NEWSLETTERA (ramka pod spodem) oraz pozostawienia komentarza pod wpisem. To bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję!

121