kuba-fakty-mity

Czy Kuba to przede wszystkim salsa, cygara i stare samochody? Czego należy się spodziewać jadąc na tę wyspę na 2-3 tygodnie? Jak Kubańczycy spędzają wolny czas i traktują turystów? Na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedzi w poniższym poście. Idealna lektura dla każdego, kto planuje odwiedzić ten niezwykły i pełen sprzeczności kraj. Z góry uprzedzam – nie wszystko może Wam się spodobać…

KOLEJKI DO SKLEPÓW – fakt

W Baracoa sama stałam w kilkunastoosobowej kolejce do „supermarketu”. Ochroniarz wpuszczał nas do sklepu pojedynczo, pilnował czy wchodzący zostawiają plecaki/torebki przy wejściu, a na końcu sprawdzał czy zakupiony towar zgadza się z rachunkiem. Warto dodać, że sklepy w zdecydowanej większości świecą pustkami. Najczęściej można dostać ocet, olej, przecier pomidorowy, mięso i kilka marnych przekąsek typu ciastka czy czipsy (nierzadko w kosmicznej cenie).

Havana street food

SALSA NA ULICACH – mit

Chyba jedno z największych rozczarowań. Obecnie salsa na Kubie to w moich oczach produkt typowo turystyczny. Mieszkańcy najczęściej słuchają międzynarodowych hitów muzyki pop (Despacito nie odstępowało nas na krok!), zdarzają się też fani afrykańskich rytmów, reggae, lokalnego disco-polo lub hip-hopu. Wstęp do klubu z salsą praktycznie zawsze jest płatny, a cena zbyt wygórowana dla przeciętnego Kubańczyka. Ostatecznie tego typu miejsca są oblegane przez niemieckich i kanadyjskich turystów. Oczywiście, prawie w każdym mieście znajdziemy kursy tańca (salsa, bachata, rumba…), a lokalsi potrafią się ruszać i mają wyjątkowe wyczucie rytmu, ale ciężko nie odnieść wrażenia, że to wszystko to jedna wielka turystyczna szopka. A może po prostu mieliśmy pecha i nie trafiliśmy do właściwych lokali…

Salsa na Kubie, Cienfuegos

BEZNADZIEJNY INTERNET – mit

Internet miał być trudno dostępny, drogi i wolny. Był prawie na każdym placu, we wszystkich mniej lub bardziej turystycznych miejscowościach, kosztował 1 CUC (ok. 1 USD) za godzinę i działał nie najgorzej (nawet czasem korzystałam z laptopa!). Co ciekawe, poznaliśmy Kubańczyka, który właśnie zainstalował w swoim domu ruter! Za 30 godzin internetu na miesiąc płaci 15 CUC. Już teraz mieszkańcy zamiast grać w szachy czy nogę, siedzą na skwerkach koło ECTSA (firma telekomunikacyjna) i wpatrują się w smartfony od „cioci z Ameryki”. Można tylko sobie wyobrazić jak będzie wyglądała Kuba za rok czy dwa…

Internet na Kubie, ECTSA

NIEDOBRE JEDZENIE – fakt

Z jednej strony, Kubańczycy faktycznie nie mają swoich własnych, tradycyjnych dań. Od rana zajadają się pizzą i kanapkami z kiepskiej jakości szynką lub serem. We wszechobecnych cafeteriach znajdziemy także bardzo tanie hamburgery i spaghetti (najczęściej bez mięsa). Z drugiej strony, w każdym turystycznym mieście funkcjonuje co najmniej kilka niezłych restauracji, w których kupimy posiłek za 5-10 CUC. Tak czy siak kuchnia kubańska (o ile w ogóle można mówić o czymś takim) nie powala, najczęściej dania są niedoprawione i mało różnorodne, a po dwóch tygodniach bardzo tęskni się za warzywami, których wiecznie na wyspie brakuje. Za to owoce są pyszne, soczyste i słodkie! A rum tańszy, niż woda 😉

Mojito i pinacolada, Kuba

ZABYTKOWE SAMOCHODY – fakt i mit

Stara kamienica, Capitol w tle i różowy kabriolet z lat 50. na pierwszym planie (najlepiej z kierowcą palącym cygaro) – pewnie tak większość z Was wyobraża sobie Hawanę. Sama do niedawna miałam w głowie ten obrazek i koniecznie chciałam zrobić zdjęcie tego typu. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że zdecydowana większość starych samochodów na Kubie to taksówki. Mieszkańcy jeżdżą stosunkowo nowymi autami, rowerami, bryczkami lub skuterami. A wypucowane, stare chevrolety, we wszystkich odcieniach tęczy, mają przede wszystkim wozić turystów po najciekawszych zakątkach miasta. Oczywiście za cenę z kosmosu.

Zabytkowe samochody, Hawana, Kuba

WYGÓROWANE CENY – fakt i mit

Kuba to dwa światy: bogatych turystów i biednych mieszkańców. Przyjezdni mają spać w hotelach lub casas particulares, jeść w restauracjach, jeździć Viazulem i płacić w CUC-ach. Kubańczycy najczęściej żyją w skromnych domach, stołują się w lokalnych fast foodach (i oczywiście sami sobie gotują) płacąc CUP-ami (1 CUC = 25 CUP, dla porównania: danie w turystycznej restauracji to minimum 4-5 CUC, pizza w kafejce kosztuje tylko 10 CUP), a do pracy zawożą ich specjalne, darmowe autobusy. Oba światy nierzadko się spotykają, a różnice między „nami” i „nimi” coraz częściej się zacierają. Mieszkańcy żyjący z turystyki z roku na rok stają się bogatsi, zamieniają stare samochody na nowe modele Audi i dobudowują kolejne pokoje na wynajem. Biedniejsi wciąż pracują za 20 CUC miesięcznie (!) i boją się nawet pomyśleć, że można żyć inaczej. Da się podróżować po tej wyspie nie wydając za dużo pieniędzy, tylko jest to znacznie bardziej męczące, niż backpacking w Europie, Meksyku czy Azji południowo-wschodniej (szczegóły w kolejnym poście). W wielkim skrócie: na Kubie albo masz czas albo pieniądze.

Ceny na Kubie

WSZECHOBECNE CYGARA – mit

Przez trzy tygodnie widziałam łącznie około 10 mężczyzn palących cygara. Za to co trzecia osoba miała w ustach papierosa. To prawda, że w okolicy Viniales produkuje się najlepsze cygara świata. Jednak są one drogie i w 90% trafiają na eksport (pozostałe 9% kupują turyści będący na Kubie, 1% albo i mniej zostaje dla lokalsów). Mieszkańcom pozostają tanie cygara dostępne w niektórych cafeteriach (ok. 7 CUP za jedno) lub jeszcze tańsze papierosy (dostępne również na sztuki). Koniec końców najczęściej widuje się Kubańczyków z cygarem pozujących do zdjęć w Habana Vieja („photo only one dollar my friend”).

Mężczyzna z cygarem, Hawana

TRANSPORT TYLKO DLA TURYSTÓW/MIEJSCOWYCH – mit

Na wielu stronach można przeczytać, że Viazul to firma z porządnymi autobusami, którymi przemieszczają się głównie turyści. W rzeczywistości minimum połowę miejsc zajmują Kubańczycy, a pojazdy nie należą ani do najwygodniejszych ani do najnowszych. W dodatku klimatyzacja jest włączona na maksa, więc nie należy chować ciepłych rzeczy do luku bagażowego.

Na szczęście ta „zasada” sprawdza się również w drugą stronę: guagua (autobusy), pociągi czy camiones (samochody-ciężarówki z podłużnymi ławkami wewnątrz) są dostępne dla gringos (czyli dla nas – białych). Jedynym środkiem transportu, do którego nas nie wpuścili był Omnibus Nacional, ponieważ nie mieliśmy dokumentu potwierdzającego stały lub tymczasowy pobyt na Kubie (słyszeliśmy, że w Havanie można kupić fałszywą legitymację studencką za kilkanaście dolarów, ale nie polecamy tego sposobu…).

Bryczka, Cienfuegos, Kuba

NACIĄGACZE I OSZUŚCI – fakt

W wielu miastach turystów spotykają na pozór nieznaczące, ale na dłuższą metę niezbyt przyjemne sytuacje. Przykłady: w parku/na ulicy/głównym placu zaczepia nas mężczyzna, zaczyna miłą rozmowę (Skąd jesteście? Pierwszy raz na Kubie? Jak Wam się podoba? itd.), po kilku(nastu) minutach gdzieś nas zaprasza ( i zamawia drogie drinki bez naszej zgody, za które oczywiście musimy zapłacić) albo opowiada o swojej córce, która ma dziś urodziny, a jego nie stać na tort (Dacie mi proszę te 4 CUC na prezent dla niej?). Na początku wierzycie, staracie się pomóc, grzecznie odpowiadacie na pytania, a może nawet wypijacie te nieszczęsne drinki z uśmiechem na ustach. Jednak gdy tego typu sytuacja powtarza się trzeci dzień z rzędu przestajecie ufać komukolwiek. A po tygodniu czy dwóch jesteście najzwyczajniej w świecie wkurzeni i nie macie ochoty na rozmowę z przypadkowymi ludźmi. Nawet tymi, którzy nie mają ukrytych zamiarów…

Santiago de Cuba

POLSKIE MALUCHY – fakt

W dalszym ciągu po kubańskich drogach jeździ sporo maluchów wyprodukowanych w Polsce (oczywiście mam na myśli kultowe Fiaty 126p). Miejscowi nazywają je pieszczotliwie polaquito („polaczek”).

Polaquito, maluch, fiat 126p, Kuba

Kuba to kraj jedyny w swoim rodzaju. Zwiedzanie tej wyspy na własną rękę wywołuje wiele emocji, niestety nie zawsze pozytywnych. Najlepiej uzbroić się w cierpliwość i nie mieć za dużych oczekiwań. Uważam, że warto tam pojechać, szczególnie gdy urodziło się w latach 80. czy 90. i o komunie słyszało się jedynie od rodziców czy dziadków. Puste półki w sklepach, jedzenie na kartki, bardzo niskie pensje i wieczne kombinowanie – tak wygląda życie przeciętnych Kubańczyków. Salsa, cygara, stare chevrolety i mojito – to obraz Kuby wykreowany przez media i biura podróży. Jak jest naprawdę? Najlepiej oczywiście przekonać się o tym samemu.

Jeśli nie macie ochoty lub czasu, by organizować cały wyjazd na własną rękę zerknijcie na ciekawą ofertę biura podróży ITAKA. Do wyboru mnóstwo opcji: od aktywnych wycieczek po wczasy all inclusive na rajskiej plaży.

Byliście na Kubie? Jak Wasze wrażenia? Dopisalibyście coś do powyższej listy?

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco, śledząc gadulcowego FANPAGE’A, INSTAGRAM (InstaStories!) oraz SNAPCHATA (nick: gadulec). Zachęcam również do zapisania się do NEWSLETTERA (ramka pod spodem) oraz pozostawienia komentarza pod wpisem. To bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję!

Wpis powstał w ramach współpracy z biurem podróży ITAKA

121