Lodowiec Kitzsteinhorn znajduje się w Austrii, koło miejscowości Kaprun. 20 tras o łącznej długości 41 kilometrów, 3 snow parki, trasy freeridowe, liczne bary i restauracje – w tym regionie każdy znajdzie coś dla siebie. Część tras położona jest powyżej 3 tysięcy m. n.p.m., a armatki śnieżne działają cały czas – to wszystko sprawia, że sezon trwa tutaj od końca października do późnej wiosny! W dodatku z Wrocławia do Kaprun jedzie się jedynie 9 godzin, a z Katowic czy Krakowa jeszcze krócej!

Ostatni raz byłam w tym regionie 12 lat temu, w czasach kiedy chodziłam do szkoły podstawowej. Najbardziej utkwiła mi w pamięci restauracja na stoku, którą nazywaliśmy „Big Apple” oraz ogromna mgła, która spowodowała, że kompletnie nie wiedziałam czy jadę po trasie czy poza nią. W tym roku było zupełnie inaczej! Przez 4 dni mieliśmy idealną pogodę, słońce, -2 stopnie, cudowne widoki. Armatki śnieżne działały cały czas, a na wyższych partiach nie brakowało naturalnego śniegu.

Wyjechaliśmy z Wrocławia w piątek wieczorem 5-osobową ekipą. Do Kaprun dotarliśmy wczesnym rankiem (900 km przebyliśmy w 9 godzin, do tego 2 godziny spaliśmy w aucie gdzieś w Niemczech – jechaliśmy przez Drezno, żeby oszczędzić na czeskiej winiecie). Zostawiliśmy rzeczy we wspólnym pokoju w ośrodku Landhaus Fischer (mogliśmy się zakwaterować dopiero o godzinie 14) i ruszyliśmy na stok. Dolna stacja kolejki na Kitzsteinhorn jest oddalona jedynie kilka kilometrów od centrum miejscowości, w której mieszkaliśmy. Zjedliśmy śniadanie, kupiliśmy 4-dniowe karnety i wjechaliśmy gondolką na samą górę lodowca. Nagle znaleźliśmy się w innym świecie – na dole pogoda była raczej jesienna, a na szczycie przywitała nas piękna, słoneczna zima.


Śnieg, słońce, białe szaleństwo i gorąca czekolada – tak w wielkim skrócie wyglądały kolejne 4 dni. Nie było zbyt dużych kolejek, większość tras i wyciągów funkcjonowała normalnie, bez żadnych zarzutów. Drugiego dnia odwiedziliśmy Gipfelwelt – restauracja, kino 3000 i punkt widokowy w jednym. Do punktu idzie się przez dość długi, klimatyczny tunel, wykuty w skale. Warto się trochę pomęczyć – widok na całą okolicę naprawdę zapiera dech w piersiach.

Nieco psychodeliczny tunel prowadzący na punkt widokowy…


Wieczorami graliśmy w Tabu, chodziliśmy do sauny (no dobra, byliśmy tylko raz, bo raz nie pomyśleliśmy, że sauna sama się nie włączy, a raz zasnęliśmy zaraz po obiadokolacji :D) i rozmawialiśmy na mniej lub bardziej ambitne tematy. Zakupy robiliśmy w pobliskiej Bili, ale dużo jedzenia i picia przywieźliśmy z Polski. Samo miasteczko Kaprun jest również bardzo urokliwe, brakowało tylko śniegu, żeby poczuć w pełni świąteczną atmosferę.


Cztery dni minęły zdecydowanie za szybko. Już we wtorek, późnym popołudniem, musieliśmy spakować bagaże i wyruszyć w drogę powrotną do Polski (ach ta praca…). Mimo wszystko, uważam nasz wypad za bardzo udany! Czuję, że się wyjeździłam i nadrobiłam ostatni sezon, w czasie którego nie byłam na nartach ani razu (w Azji południowo-wschodniej sporty zimowe nie są zbyt popularne :)). Polecam lodowiec Kitzsteinhorn na takie krótkie, 4-6-dniowe wyjazdy. Gwarantuję, że świetnie przygotowane trasy, słonko i sympatyczna obsługa sprawią, że będzie nam się chciało jeździć na nartach czy desce, nawet po nocy spędzonej w samochodzie. Szczególnie, że obecnie warunki narciarskie w Polsce i okolicy są niezbyt zadowalające. Jeśli chcecie przeznaczyć nieco więcej czasu na tego typu wyjazd zachęcam do przeczytania TEGO postu. Na Nev-Dama.pl znajdziecie sporo ciekawych ofert wyjazdów do Włoch czy Francji.

Na koniec zapraszam do obejrzenia 1-minutowego trailera z naszego wyjazdu. TUTAJ znajduje się pełna wersja filmu.

INFORMACJE PRAKTYCZNE
• bardzo ładny apartament znaleziony na portalu NEV-DAMA.PL – 1200 zł/4 noce/6 osób,
• 4-dniowy karnet – 152 euro (przed sezonem),
• gorąca czekolada/kawa/grzaniec na stoku – 3-4 euro,
• ceny w Bili – tylko nieco wyższe niż w Polsce.

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco, śledząc gadulcowego FANPAGE’A oraz INSTAGRAM! Zachęcam również do zapisywania się do NEWSLETTERA (ramka pod spodem) oraz pozostawienia komentarza pod wpisem. To bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję!

121