Jeśli zamierzacie udać się w kilkutygodniową lub kilkumiesięczną wyprawę (na przykład) do Azji, z pewnością w Waszej głowie znajduje się mnóstwo pytań. Ile potrzeba czasu na zaplanowanie wszystkiego? Co najlepiej ze sobą zabrać, jak się spakować? Jakie ubezpieczenie wybrać? Szczepić się czy nie? Na te i wiele innych pytań, znajdziecie odpowiedź w dzisiejszym tekście. Zapraszam do zapoznania się z poradnikiem pod tytułem „Jak przygotować się do podróży po Azji (i nie zwariować)?”.

Planowanie

Zdjęcie pochodzi z portalu onepotato.net

Polecam poczytać blogi podróżnicze. Przez około 2 miesiące w Norwegii, gdzie pracowałam, by zarobić na wyprawę do Azji (wakacje 2014), zaglądałam głównie na następujące blogi: Paczki w podróży, Los Wiaheros, Oby dalej oraz W Azji. Jeśli chodzi o Malezję (i nie tylko), niezastąpiona jest Zu in Asia, która mieszka w Kuala Lumpur, a Indonezję (Indie, Sri Lankę i nie tylko) ciekawie opisuje Emi w drodze (mieszka w Yogyakarta). Warto zajrzeć również na bloga Nadii oraz Przedsiebieblog, którego prowadzą moi znajomi – Sebastian i Monika. I oczywiście, nie zapomnijcie o Gadulcu! Jeśli wybieracie się w dłuższą, kilkumiesięczną podróż, radzę nie planować wszystkiego zbyt dokładnie. Gwarantuję, że w czasie wyprawy wszelkie plany ulegają nieustannym zmianom. I to najczęściej na lepsze!

Szczepienia i lekarstwa
Przed wyprawą zaszczepiliśmy się przeciwko durowi brzusznemu oraz WZW typu A (WZW typu B powinien mieć każdy Polak). Przeciwko tężcowi i polio już mieliśmy (byliśmy szczepieni 5 lat temu, więc jeszcze działa). Zdecydowaliśmy się nie szczepić przeciwko wściekliźnie, ponieważ tak doradziła nam pani pracująca w sanepidzie. W dodatku szczepionki te są dość drogie i trzeba przyjąć aż trzy dawki, co konkretną ilość dni, co w naszym przypadku było nierealne, bo nie wyrobilibyśmy się przed wylotem. Myślę, że szczepionka przeciwko wściekliźnie jest kwestią indywidualną, podobnie jak szczepienie przeciwko japońskiemu zapaleniu opon mózgowych, którego również nie mieliśmy. Szczegółowe informacje znajdziecie tutaj.

Co do lekarstw – polecam zaopatrzyć się w Nifuroksazyd – w przypadku zatruć pokarmowych czy biegunki jest według mnie nie do zastąpienia. Nie wzięliśmy ze sobą Malarone (lekarstwa na malarię), bo słyszeliśmy o nim więcej złego niż dobrego, ale jest to sprawa, którą również powinniście przemyśleć. Około 2 tygodnie przed wyjazdem oraz przez pierwszy tydzień-dwa podróży, warto zażywać probiotyk, dzięki któremu nasz żołądek łatwiej przyzwyczai się do nowych bakterii.

Finanse
Przed wyjazdem założyliśmy z Damianem konta w Alior Kantor. Na jednym koncie można mieć kilka rachunków – my wybraliśmy rachunek w złotówkach oraz dolarach. Wyrobiliśmy kartę jedynie do rachunku dolarowego. W czasie podróży, co mniej więcej 1,5 tygodnia, jedno z nas, logowało się na swoje konto i wymieniało złotówki na dolary, a następnie od razu wypłacało pieniądze z bankomatu. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie, ponieważ dzięki niemu nigdy nie mieliśmy dużej kwoty na koncie, do którego mieliśmy kartę (pieniądze przechowywaliśmy na rachunku w złotówkach). Pierwsza wypłata w Alior Kantor jest bezpłatna, za każdą następną płaci się 9 zł.

Poza tym kontem, posiadam jeszcze kartę w ING Bank Śląski (rachunek złotówkowy) oraz kartę kredytową w Citi Bank Handlowy (na wszelki wypadek). Z żadnej z tych kart nie skorzystałam w czasie wyprawy.

Więcej o zarządzaniu pieniędzmi w czasie podróży, można przeczytać u Los Wiaheros.

Ubezpieczenie
Korzystaliśmy z ubezpieczenia Warta Travel, ponieważ było ono tańsze niż PZU Wojażer, a pokrywało koszty leczenia chorób tropikalnych. Nasze ubezpieczenie nie obejmowało pobytu w dżungli (dlatego było tańsze niż to z PZU), jednak zarówno w Umphang czy Bukit Lawang, kiedy wędrowaliśmy po tego typu rejonach, mieliśmy zagwarantowane lokalne ubezpieczenie (w cenie kilkudniowej wycieczki). Ubezpieczenie nie obejmowało również sportów ekstremalnych, bowiem oboje mamy karty Euro<26 (opcja WORLD SPORT).

Szczegóły ubezpieczenia Warta Travel Plus (kosztowało mnie 904 zł):
Okres – 1.10.2014 do 4.04.2015 (czyli nieco ponad pół roku)
Koszty leczenia – 250.000 zł
NNW – 20.000 zł
Odpowiedzialność cywilna – 20.000 zł
Bagaż – 500 zł

Skorzystaliśmy z ubezpieczenia raz, będąc na Bali. Mieliśmy oboje objawy grypy, bez problemu skontaktowaliśmy się z Wartą i zostaliśmy umówieni do lekarza w bardzo porządnej klinice tego samego dnia. Nie musieliśmy płacić ani za wizytę, ani za lekarstwa. Jedyny niewypał to tak niska kwota ubezpieczenia bagażu – nowy aparat fotograficzny, który zgubiono nam na Sumatrze, był wart znacznie więcej niż 500 zł. W dodatku nie otrzymaliśmy zwrotu tych 500 zł, ponieważ aparat był zakupiony na firmę, a Warta w takim wypadku nie oddaje pieniędzy.

Bagaż

Nasze zdecydowanie za duże bagaże

Złota zasada, która sprawdza się w przypadku każdej wyprawy: mniej znaczy lepiej. Miałam ze sobą około 12-kilogramowy plecak (pojemność 50 litrów). To zdecydowanie ZA DUŻO. W Azji loty są tanie, często opłacają się bardziej, niż podróż autobusem czy pociągiem, więc można sporo oszczędzić jeżdżąc jedynie z bagażem podręcznym. 7/10-kilogramowy plecak oraz mały plecaczek na najczęściej używane rzeczy to według mnie idealne rozwiązanie. Z plecaków do noszenia na co dzień (zarówno na piesze wycieczki jak i zwiedzanie miast) polecam zwijany plecaczek Quechua. Dużo się do niego zmieści, a jeśli się go nie używa, można go zwinąć w kulkę o wielkości pięści.

Jeśli chodzi o ubrania – wzięłam ich za dużo. Z perspektywy czasu stwierdzam, że wystarczyłyby mi:
– 1 długie spodnie
– 1 krótkie spodenki
– 1 getry lub spodnie z odpinanymi nogawkami
– 4 koszulki (np. 2 na ramiączkach i 2 z krótkim rękawkiem, najlepiej oddychające)
– 1 sukienka
– ewentualnie 1 spódnica (na co dzień ubieram się kobieco, więc w Azji czasem brakowało mi nieco bardziej eleganckich ubrań i wtedy zakładałam spódnicę i czułam się lepiej :D)
– 1 kurtka chroniąca przed wiatrem i deszczem
– 1 chustka
– 1 bluza
– strój kąpielowy
– ewentualnie cienka koszula z długim rękawem
– kilka par majtek i skarpetek (plus staniki sportowe)

Jeśli chodzi o obuwie – japonki są w Azji wszechobecne, noszą je wszyscy, więc nośmy i my! Chodziłam w swoich prawie każdego dnia. Do tego buty trekingowe lub dobre adidasy oraz sandały (sportowe lub do użytku codziennego, należy jednak pamiętać, że podobno jedynie turyści chodzą w sandałach, więc Azjaci od razu wiedzą z kim mają do czynienia ;)).

Ważna sprawa. Unikajcie ubrań w jasnych lub jaskrawych kolorach. Po miesiącu lub dwóch, biały t-shirt będzie szary lub żółty. I żaden proszek nie pomoże. A do koszulek w rażących kolorach uwielbiają przylatywać różnego rodzaju owady (chociaż przeszkadzało mi to znacznie mniej niż ulubione białe koszulki, które po miesiącu były do wyrzucenia).

Kobiece sprawy
Przed podróżą nie miałam pojęcia, że w wielu krajach Azji południowo-wschodniej są problemy z zakupem tamponów. W każdym, nawet najmniejszym sklepiku dostaniemy podpaski, jednak z tamponami mogą być trudności. Szczególnie w Indonezji, gdzie są one dostępne jedynie na Bali (w maksymalnie 2-3 miejscach). Należy o tym pamiętać, ponieważ nie od dziś wiadomo, że miesiączka pojawia się wtedy, kiedy akurat robimy kurs nurkowania czy kitesurfingu.

Technikalia
Rzeczą, której nie zrobiliśmy, a powinniśmy, było wykupienie pakietu Skype za 40 zł, dzięki któremu można dzwonić na telefony komórkowe np. do Polski. Oznacza to, że w momencie połączenia, tylko my musimy mieć dostęp do internetu, a odbiorca niekoniecznie. W trakcie podróży niezastąpiona jest aplikacja MAPS.ME (szczegółowe mapy całego świata, z zaznaczonymi hostelami, restauracjami, zabytkami) oraz strona internetowa Wikitravel, dzięki której oszczędziliśmy mnóstwo czasu i pieniędzy. Jeśli często poruszamy się skuterem lub korzystamy z Couchsurfingu, warto zakupić również kartę SIM i korzystać z internetu w telefonie, który w Azji często działa lepiej niż w Polsce.

A jak Wy przygotowujecie się do tego typu wypraw? Zachęcam do dzielenia się swoim doświadczeniem i poradami, które mogą przydać się podróżnikom.

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco śledząc gadulcowego FANPAGE’A oraz INSTAGRAM!

1 2 1