Słyszałam wiele pozytywnych opinii o miasteczku Hoi An oraz jego okolicy. Faktycznie – miejscowość okazała się bardzo ładna i romantyczna, nawet w czasie deszczu. W Hue pod względem pogody było nieco lepiej – zamiast ciągłej ulewy, mieliśmy totalnie zachmurzone niebo (co niestety widać doskonale na każdym zdjęciu). Spędziliśmy tam tylko 5 godzin, co pozwoliło nam jedynie zwiedzić w miarę dokładnie Carską Cytadelę, która bardzo nam się podobała.

Hoi An w deszczu
Miasto oddalone jest około 700 km od Nha Trang. Dotarliśmy rano i oczywiście w deszczu szybko popędziliśmy do hostelu. Tym razem sprawa była jasna – zatrzymaliśmy się tam gdzie Przemek i Ania, których poznaliśmy na wyspie Don Det w Laosie (oni przemierzali Wietnam w odwrotnym kierunku niż my, czyli z północy na południe – spotkaliśmy się idealnie pośrodku :)). Po późnym pysznym śniadaniu (w Hoi An jest mnóstwo smacznych typowych dla tego rejonu potraw na przykład cao lầu) udaliśmy się na spacer po starówce, która znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Niestety znowu rozpadało się na dobre. Kupiliśmy bilet, który pozwala wejść do kilku wybranych atrakcji – odwiedziliśmy most japoński, chińską dzielnicę, dom, w którym mieszkał do niedawna wieloletni działacz polityczny (żył ponad 100 lat!). Mieliśmy też okazję zobaczyć pokaz tradycyjnego tańca i śpiewów. Popołudniu pożegnaliśmy naszych znajomych (jechali do Mui Ne, żeby nacieszyć się słońcem przed powrotem do Polski) i kontynuowaliśmy zwiedzanie.
Hoi An to naprawdę urocze miasteczko – przez środek przepływa rzeka, wszędzie jest pełno łódek, sklepów z sukniami, garniturami i krawatami (miasto słynie z krawiectwa), a na uliczkach można kupić przeróżne drobiazgi między innymi lampiony, których również jest pełno – nocą robi to niesamowite wrażenie. Niestety deszcz spowodował, że nie mogliśmy się nacieszyć Hoi An tak jakbyśmy chcieli. W dodatku w pobliżu mieści się Da Nang z jedną z najpiękniejszych plaż w Wietnamie – oczywiście nie było nawet sensu tam jechać.

 

Świątynie My Son
Zdecydowaliśmy się na wycieczkę do My Son, ponieważ jest to najważniejszy kompleks świątynny w Wietnamie. W czasie całej naszej wizyty padało, więc z góry przepraszam za fatalną jakość zdjęć. Świątynie odkryli pod koniec XIX wieku Francuzi – przez kilkaset lat nikt nie wiedział o ich istnieniu, a dżungla maskowała je doskonale. Niestety obecnie nie zobaczymy kompleksu w pełni okazałości, ponieważ w czasie wojny z USA (ukrywali się tutaj partyzanci Wietkongu), większość spośród około 70 budynków zbudowanych w IV-XV wieku (niektóre powstały wcześniej niż Angkor Wat), zostało w znacznej części zniszczonych. Warto dodać, że do tej pory nie wiadomo w jaki sposób zostały zbudowane świątynie (a dokładniej jak łączono kamienie). Co więcej, lepiej trzymają się ściany stworzone kilkaset lat temu, niż te postawione w latach 80. Jeśli ktoś ma dużą wyobraźnię zachwyci się tym miejscem – na początku XX wieku musiało ono wyglądać niesamowicie. Obecnie trwają prace rekonstrukcyjne – z pomocą Włochów odnawianych jest kilka świątyń. Niestety większa część jest zbyt zniszczona, by kiedykolwiek udało się je w pełni odtworzyć. Ciekawostką jest również fakt, że w 1981 roku prac konserwatorskich podjął się polski zespół z Lublina (w Hoi An znajduje się pomnik Kazika, który nadzorował prace konserwatorskie – niestety dowiedzieliśmy się o nim po fakcie).
Uważam, że warto tu przyjechać (ale niekoniecznie w czasie deszczu).

Cesarskie miasto w Hue
Do oddalonego o 130 km Hue docieramy około południa. Mamy jedynie kilka godzin na zwiedzenie dawnej stolicy Wietnamu. Po półgodzinnym spacerze docieramy do ogromnej Carskiej Cytadeli – to tutaj niegdyś mieszkał król z rodziną. Kompleks jest ogromny, 3 godziny ledwo nam starczają, by obejść go w miarę dokładnie. Podziwiamy różnorodne pomieszczenia, świątynie, ogrody oraz teatr – wszystko to zostało zrekonstruowane po licznych walkach i bombardowaniach w czasie wojny ze Stanami Zjednoczonymi. Z pewnością warto odwiedzić Hue w czasie ważnych świąt narodowych – w cytadeli odbywają się liczne festiwale u uroczystości. Podobno interesujące są również przedmieścia tego miasta, znane głównie z monumentalnych grobów cesarzy Wietnamu. Tym razem nie zdążyliśmy poznać dobrze całego Hue – kolejny powód, żeby odwiedzić ponownie kraj wpływającego do morza smoka.

 

Informacje praktyczne (1$ = około 21000 dongów):
– wycieczka do My Son – 6$ (8$ powrót łódką i lunchem);
– wstęp do My Son – 5$,
– 5 zabytków na starówce w Hoi An – 6$ (nie trzeba kupować, bo w wielu miejscach nie sprawdzali naszych biletów),
– nocleg w Hoi An w dwuosobowym pokoju z łazienką blisko centrum – od 6$,
– pyszna wietnamska kawa – 15 000 dongów,
– cao lầu – od 20 000 dongów,
– wstęp do Carskiej Cytadeli – 110 000 dongów.

Podsumowanie roku
Jako, że 2014 rok dobiega końca chciałabym go podsumować w kilku zdaniach. Uważam go za jeden z najbardziej przełomowych w całym moim życiu. Był bardzo aktywny, pełen podróży, przygód i pięknych chwil. Najbardziej dumna jestem z tego, że:
– miałam przyjemność organizować największy wyścig autostopowy w Polsce (na świecie?) Auto Stop Race 2014,
– byłam Członkiem Zarządu ds. HR w organizacji studenckiej Klub Podróżników BIT (myślę, że sprawdziłam się w tej funkcji ;)),
– nie zaniedbałam drugiej organizacji studenckiej, do której należę – Zrzeszenie Studentów Polskich – i (między innymi) koordynowałam projekt Do Zatańczenia 1 Krok,
– odbyłam półroczny staż w bardzo fajnej agencji PR-owej Highlite PR,
– zostałam wyróżniona w konkursie Studencki Nobel organizowanym przez NZS,
– byłam na koncercie ukochanego zespołu Aerosmith, tym samym spełniając swoje wielkie marzenie,
– ukończyłam 1 rok studiów magisterskich z wysoką średnią, dzięki czemu dostaję obecnie stypendium (co bardzo przydaje się w podróży ;)),
– odważyłam się wyjechać do Norwegii w celu zarobkowym, mimo, że nie miałam zapewnionej pracy,
– mimo wielu trudnych chwil, nie poddałam się, pracowałam ciężko 2,5 miesiąca i wróciłam z odpowiednimi funduszami, by wyjechać w kilkumiesięczną podróż,
– założyłam tego bloga – myślałam o tym wiele miesięcy (jak nie lat) i wreszcie pod koniec września tego roku się udało :),
– zdecydowałam się wziąć dziekankę i spełnić swoje wielkie marzenie – jechać w półroczną podróż do Azji południowo-wschodniej,
– w czasie wyprawy po Azji, wraz z chłopakiem, wspieramy bliską memu sercu Fundację „Król i Smok”, realizując projekt „Piątki z podróży”,
– będąc w Wietnamie w Mui Ne, wróciłam do kitesurfingu – mam nadzieję, że na początku 2015 roku będę już śmigać ;),
– po kilku latach przerwy znów nurkowałam (dzisiaj!) – całe szczęście, bo przypomniałam sobie jakie to niesamowite uczucie (w czasie pierwszego nurka po kilkuletniej przerwie widziałam rekina!),
– przede wszystkim nigdy nie czułam się samotna – dzięki mojej wspaniałej Rodzinie, najlepszemu na świecie Chłopakowi, wszystkim Przyjaciółkom oraz znajomym – głównie z BIT-u i ZSP – uwielbiam Was, a w czasie moich 23. urodzin, kolejny raz udowodniliście, że zawsze mogę na Was liczyć!

 

Mam nadzieję, że kolejny rok będzie równie zakręcony. Bo takie życie uwielbiam – gdy dużo się dzieje, a to co robię przynosi mnie i osobom z mojego otoczenia wiele radości. Myślę, że po powrocie z Azji nie będę się nudziła – mam w głowie sporo pomysłów na przyszłość, a dzięki tej podróży, coraz bardziej uświadamiam sobie czego w życiu zdecydowanie nie chcę robić.

Jakie Wy macie przemyślenia? Jak podsumujecie mijający rok? Jakie macie plany i postanowienia na najbliższe miesiące?

Dziękuję, że jesteście ze mną. Oficjalne życzenia pojawią się na początku stycznia na Facebooku, ale gdybyście je przegapili (albo nie mieli Facebooka ;)) to:

życzę Wam samych wspaniałości w 2015 roku, przede wszystkim wielu podróży – dalekich i bliskich, zdrowia, bo bez niego ani rusz, miłości, dużo uśmiechu i pozytywnej energii oraz samych dobrych osób w Waszym życiu, które nigdy Was nie zawiodą.

wyszukaj lotywynajmij samochódzarezerwuj pokój

Jeśli przydały Wam się porady zamieszczone na Gadulcu i jesteście w trakcie planowania własnej podróży, będziemy bardzo wdzięczni za dokonanie rezerwacji przez powyższe linki. Nie martwcie się – to nie wpłynie na cenę noclegu, samochodu czy lotu, a dzięki prowizji będziemy mogli dalej rozwijać bloga. Dzięki! :)