odpowiedzialna-turystykaNie bierz ze mnie przykładu! Bądź mądrzejszy i bardziej świadomy. Czytaj więcej o atrakcjach, które planujesz odwiedzić. Miej otwarty umysł i serce… A przede wszystkim uważaj na wszelkie ośrodki, w których znajdują się zwierzęta. Mam nadzieję, że poniższa lista pomoże niejednej osobie dokonać odpowiedniego wyboru. Odpowiedzialna turystyka to najwłaściwsza forma podróżowania po świecie. Nie bójmy się rozmawiać na te tematy, nawet, jeśli w przeszłości popełniliśmy błędy. Nikt nie jest idealny i każdemu zdarzają się mniejsze lub większe wpadki. Najważniejsze, by zmienić swoje postępowanie i uświadamiać innych.

1. JAZDA NA SŁONIU

Tajlandia, początek podróży po Azji południowo-wschodniej. Pierwszy raz widzę słonia „na wolności” w Ayuthaya. Turyści siedzą w wielkim koszu i jadą przez miasto na przystrojonym i przestraszonym zwierzęciu. Bardzo smutny obrazek. Nie chcę robić tego samego. Niestety jedziemy do Umphang, pod granicę Birmy. Wszystkie wycieczki kończą się jazdą na słoniu przez dżunglę. Myślimy „to nie będzie wyglądać tak samo, w końcu to natura, gęsty las, szczęśliwy słoń”. Poza tym jechaliśmy tyle godzin specjalnie po to, żeby iść na ten trekking… Błąd. Kosz jest wielki, twardy i niewygodny. Słoń ma na nogach łańcuchy. Treser cały czas na niego krzyczy, uciska go nogami, a w ręku trzyma ostro zakończony kijek. Po 20 czy 30 minutach schodzimy ze słonia, bo nie mamy z tego żadnej frajdy (a zwierzę cierpi). Chce mi się płakać. Kolejną godzinę idziemy przez błoto i dżunglę tuż za słoniem…

Dodam tylko, że całe życie marzyłam, by poznać słonie lepiej, przyjrzeć się im z bliska, najlepiej w naturalnym środowisku. Właśnie dlatego aplikowałam na wolontariat w Elephant Camp w Pai. W internecie było wiele pozytywnych opinii na temat tego miejsca. Pojechałam sprawdzić to na własne oczy i faktycznie – trzy słonice mieszkały w sporych boksach, bez żadnych łańcuchów czy koszów na plecach. Spędziłam tam dwa tygodnie i niestety rzeczywistość okazała się mniej kolorowa o czym pisałam w TYM TEKŚCIE.

Dopiero później przeczytałam o brutalnej tresurze słoni oraz zbyt wczesnym oddzielaniu młodych od matek. Więcej na ten temat wspominał m.in. Łukasz Kędzierski.

slon-tajlandia

2. ZDJĘCIE Z TYGRYSEM

Wiedziałam, że nie pojedziemy do Kanchanaburi, bo o mnichach i ich tygrysim ośrodku krążyły bardzo złe opinie. Całe szczęście, że pominęliśmy to miejsce, bo kilka lat później wybuchła afera z nieżywymi tygrysimi maluchami (CZYTAJ TU).

W Chiang Mai miało być inaczej. Tiger Kingdom odwiedziło kilku naszych znajomych, wszyscy wracali zachwyceni i mówili, że zwierzęta są tam bardzo dobrze traktowane. Nawet Hostka, u której się zatrzymaliśmy (przemiła Amerykanka koło 70-tki), była tam kilka razy i polecała to miejsce. Do tej pory nie mam 100% pewności, że w Tiger Kingdom wielkie koty dostają środki uspokajające. Sami byliśmy świadkami agresywnego zachowania jednego tygrysa, więc może faktycznie jedząc tylko białe mięso i od małego przebywając z ludźmi są potulniejsze, niż na wolności. Nie jest to jednak najważniejsze. Te dzikie zwierzęta rodzą się i umierają w niewoli. Nigdy nie będą mogły mieszkać poza kratami, bo nie poradziłyby sobie bez pomocy człowieka. Poza tym, przynoszą właścicielom ośrodka ogromne pieniądze, więc nie opłaca im się wypuszczać tygrysów do rezerwatów czy parków narodowych. Takie miejsca nie powinny istnieć, a póki tam chodzimy, interes będzie się kręcił…

tygrys-tajlandia

3. PŁYWANIE Z DELFINAMI

To akurat nie do końca mój błąd, bo miałam tylko 11 lat, gdy skusiłam się na tę przyjemność (które dziecko o tym nie marzy?). Podejrzewam, że moi rodzice również nie mieli pojęcia jak bardzo delfiny cierpią żyjąc w zamknięciu. Niestety w tamtych czasach internet nie był wszechobecny, a do zwierząt podchodziło się z mniejszą troską i świadomością… Podobno w niewoli te niezwykle inteligentne zwierzęta przeżywają tylko 6-10 lat, zaś w naturze nawet 60. Brutalny proces łowienia delfinów, ich szkolenia, tzw. „łamania duszy” i przetrzymywania w zbyt małych boksach to temat na osobny artykuł. Zainteresowanych odsyłam do TEGO TEKSTU. Dodam tylko, że wysłany sygnał echolokacji odbija się od ceramicznych brzegów basenu, powodując choroby psychiczne tych ssaków i potęgując ich strach. Odechciewa się wizyty w delfinarium, prawda?

delfinariumfot. źródło

4. WYCIECZKA NA PLANTACJĘ KAWY KOPI LUWAK

Pierwszy raz zobaczyłam to urocze zwierzątko w Wietnamie, w czasie wycieczki po okolicach Dalat. Siedział smutny i przerażony w klatce „pozując” do zdjęć kolejnym grupom turystów. Łaskun palmowy (pot. luwak) to niezwykły ssak, który żywi się owocami kawowca, trawi je i wydala. To właśnie z tych odchodów robi się najdroższą i według wielu osób najlepszą kawę świata. Pamiętajmy o tym rozkoszując się tym napojem i lepiej wybierzmy nie gorszą arabikę, przy powstaniu której nie cierpiało żadne zwierzę.

Inna sprawa to możliwość wzięcia na ręce i zrobienia sobie zdjęcia z takimi stworzeniami jak łaskuny palmowe, małpy, węże, krokodyle, papugi, szopy pracze i tak dalej… W Azji, Maroku i wielu innych krajach to istna plaga. Nie dajmy się nabrać na niskie ceny i uśmiechy właścicieli. Te wszystkie zwierzęta powinny żyć na wolności.

kop-luwak-zwierze

5. ZOO / LORO PARK / CYRK

Tutaj mam bardzo mieszane uczucia (szczególnie jeśli chodzi o gatunki zagrożone wyginięciem), ale z roku na rok jestem coraz większą przeciwniczką wszelkich ZOO, a tym bardziej miejsc typu słynny Loro Park na Teneryfie (pokazy wytresowanych delfinów, orek, ptaków). Fakt faktem, że istnieją ogrody zoologiczne, w których nasi mniejsi bracia są naprawdę dobrze traktowani i mają warunki zbliżone do naturalnych (np. w Wielkiej Brytanii byłam w ośrodku, gdzie ptaki i inne stworzenia swobodnie latały czy chodziły po całej placówce). Niestety zdecydowana większość zwierząt żyje w za małych klatkach lub boksach i najzwyczajniej w świecie cierpi. Nie mówiąc o wyżej wspomnianych pokazach i ciężkich treningach, które codziennie przechodzą słonie, lwy czy orki pracujące w cyrkach lub innych parkach rozrywki. Swojego dziecka na pewno nie zabiorę do cyrku, Loro Parku czy delfinarium…

cyrkfot. źródło

6. PRZESADNE KOMBINOWANIE

W Azji południowo-wschodniej biały człowiek bardzo często musi płacić za bilet 10-20 razy więcej, niż lokalsi. Po kilku miesiącach podróży niezmiernie nas to irytowało, a w Indonezji nasza złość osiągnęła apogeum, kiedy nas bilet do Borobudur kosztował 20 USD, a miejscowych 2 USD. Właśnie dlatego, gdy dowiedzieliśmy się od innych turystów o dziurze w płocie, która umożliwia darmowy wstęp na teren parku, gdzie mieści się wulkan Bromo, postanowiliśmy skorzystać z tej opcji. Teraz jest mi wstyd, że zachowałam się jak 100% Polak-cebulak, ale przecież „wszyscy tak robili, nawet bogaci Kanadyjczycy czy Niemcy”. Cóż, wszyscy byliśmy po prostu zwykłymi oszustami…

Inna sytuacja to basen „infinity” w Singapurze znajdujący się na górze Hotelu Marina Bay Sands. Dostałam się tam, mimo że nie byłam gościem hotelowym (dzięki uprzejmości paru osób, które po bożemu wykupili nocleg w tym ekskluzywnym miejscu). Co gorsza opisałam wszystko na blogu. Przez wiele miesięcy byłam szczęśliwa, że obeszłam system, mam takie ładne zdjęcia i zgarnęłam tyyyle lajków na Fejsie. Dopiero kiedy znajoma napisała do mnie, że będąc w Singapurze wypróbowali mój sposób większą grupą, a następnie zostali przyłapani i wyrzuceni z basenu, dotarło do mnie, że chyba gdzieś popełniłam błąd… Przecież ja najzwyczajniej w świecie włamałam się do tego miejsca, a w dodatku powiedziałam o tym „całemu światu”. A trzeba było po prostu zaszaleć i wyczaić promocję na Bookingu albo wrócić do Marina Bay Sands za kilka(naście) lat z grubszym portfelem…

singapur

7. KUPOWANIE PAMIĄTEK OD DZIECI

Tego grzechu starałam się nie popełniać od początku dalekich wojaży, niestety parę razy uległam błagalnemu spojrzeniu kota ze Shreka jakiejś 5 czy 8-latki… Pocztówki i chusty w Angkor Wat, drobiazgi w Laosie, pamiątki w Tajlandii – wszystko sprzedawane w ciągu dnia przez dzieciaki, które powinny być w szkole. Pewnie widzieliście ten obrazek nie raz podróżując po biedniejszych krajach. Nigdy nie zapomnę słów 20-letniej przewodniczki z Sapa w Wietnamie, która mieszkała w okolicznej wiosce: „Nie kupujcie niczego od dzieciaków, bo w ten sposób uczycie ich, że pieniądze są ważniejsze od nauki; one powinny być w szkole, uczyć się angielskiego, a nie pracować za swoich rodziców”. Prawda jest taka, że bardzo często matka i ojciec każą swoim pociechom ciężko harować, bo wiedzą jak widok smutnych i biednych dzieci działa na turystów… W tym czasie sami leniuchują albo piją piwko.

Oczywiście bardzo często zdarza się, że dzieci pomagają swoim rodzicom w prowadzeniu biznesu na przykład wieczorami czyszczą stoliki czy przyjmują zamówienia w knajpkach. To całkiem inna sytuacja, do której nie mam żadnych zastrzeżeń.

dzieci-laos

Zdarzyło Wam się popełnić, któryś z podróżniczych grzechów z powyższej listy? A może macie coś innego na sumieniu?

Odpowiedzialna turystyka wcale nie jest prosta. W czasie podróży, co chwilę można natknąć się na różnego rodzaju pułapki, niekiedy zupełnie nieświadomie. Pływanie z wielorybami w Oslob na Filipinach, romans z nieletnimi Azjat(k)ami, robienie zdjęć osobom, które sobie tego nie życzą – to tylko parę kolejnych przykładów. Ku przestrodze załączam infografikę z najpopularniejszymi atrakcjami, w których wykorzystuje się zwierzęta.

animal-attractions

A oto lista tekstów o podobnej tematyce, które polecam przeczytać:

Podeślijcie proszę ten tekst znajomym, którzy wybierają się w tym roku do Azji. Udostępnijcie go u siebie na tablicy. Razem naprawdę możemy zmienić świat i edukować kolejne pokolenia miłośników dalekich i bliskich wojaży. I błagam, nie popełniajcie moich błędów. Podróżujmy bardziej odpowiedzialnie i świadomie. Nie wszystko jest jeszcze stracone.

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco, śledząc gadulcowego FANPAGE’A, INSTAGRAM (InstaStories!) oraz SNAPCHATA (nick: gadulec). Zachęcam również do zapisania się do NEWSLETTERA (ramka pod spodem) oraz pozostawienia komentarza pod tekstem. To bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję!

121