dalat, wietnamSpokojnie, nie mam na myśli naszego miesiąca miodowego (tytuł miał jedynie przykuć uwagę ;)). Ale to właśnie Dalat, czyli piękne górskie miasteczko, położone około 1500 metrów n.p.m., młodzi małżonkowie upodobali sobie jako miejsce do świętowania swoich zaślubin. Nic dziwnego – miasto jest otoczone mnóstwem sosen rosnących na wzgórzach, pełno tu platacji kwiatów, winnic, jezior i innych romantycznych miejsc. W Nha Trang panuje zupełnie inna atmosfera. Jest to typowy drogi, nadmorski kurort, pełen rozkrzyczanych Rosjan.

Ciekawe miejsca w Dalat
Z Mui Ne do Dalat jedzie się fatalną droga około 4-5 godzin. Zatrzymaliśmy się w bardzo fajnym hostelu, dokładnie tam gdzie wysiedliśmy z autobusu (Nice Dream, polcamy). Zostawiliśmy bagaże i ruszyliśmy w poszukiwaniu obiadu. W ten sposób dotarliśmy na ogromny targ, w pobliżu którego jest centrum handlowe w azjatyckim stylu (bardziej przypomina targ, ale jest tam też część gastronomiczna – tak jak w naszych galeriach tylko dużo taniej). Zjedlismy zupę za grosze u pani, z którą doskonale porozumiewaliśmy się na migi. W Polsce na pewno nic nie zjadłabym w takim miejscu, ale Azja żądzi się swoimi prawami 😉 Najważniejsze, że jedzenie było dobre i tanie! Następnie trafiliśmy nad jezioro w środku miasta oraz do parku. Zobaczyliśmy również wietnamską wieżę Eiffle’a, która jest tak naprawdę wieżą radiową. Po kolejnych kilkunastu minutach spaceru ujrzeliśmy słynny Crazy House, który jest wzorowany na architekturze Gaudiego. Wiele osób uważa go za tandetny, nam jednak przypadł do gustu. Jest na pewno oryginalny i przypomina mi trochę domek dla krasnoludków. Mieści się w nim hotel – noce od 35$ za pokój. Nieco dalej znajduje się Letnia Rezydencja Króla, którą zwiedziliśmy w tempie ekspresowym (o godzinie 17 zamykali).

Dalat zostało założone przez Francuzów pod koniec XIX wieku. Z tego powodu miasteczko jest pełne kamieniczek i domków we francuskim stylu. Z najwyższej części Crazy House prezentuje się ono bardzo ładnie. W dodatku jest otoczone tym co Francuzi lubią najbardziej – winnicami, sosnowymi lasami, jeziorkami i polami uprawnymi (na przykład truskawek, o które w Azji trudno). Trzeba jednak pamiętać, że panuje tu dużo zimniejszych klimat niż w Ho Chi Minh czy Mui Ne – w grudniu wszyscy chodzą w kurtkach i płaszczach, nocą temperatura spada poniżej 10 stopni.

Warto wyjechać nieco poza centrum (skuterem, taksówką lub wraz z wycieczką). Kilka kilometrów od miasta znajduje się Valley of Love. Mnóstwo zakochanych spaceruje po wielkim parku, w którym jest pełno dość tandetnych rzeźb. Nas rzeźby zwierzątek i serduszek śmieszyły, Wietnamczkom chyba się podobały (robili sobie zdjęcia wszędzie!). Jest tam też wielkie jezioro, wokół którego można spacerować lub wynająć łabędzia (rowerek wodny) i popływać. Warto wejść na wzgórze, z którego rozpościera się piękny widok. Kilkanaście kilometrów na wschód od miasta znajduje się imponująca świątynia Linh Phuoc. Zdecydowanie polecam odwiedzenie jej! Po drodze są również wodospady, nam niestety nie starczyło czasu, żeby je odwiedzić.


Wycieczka na przedmieścia Dalat
Wykupiliśmy wycieczkę w jednym z licznych biur podróży, ponieważ baliśmy się, że samemu na skuterze pobłądzimy i niewiele zobaczymy. Rano, wraz z kilkoma innymi osobami, ruszyliśmy busem zobaczyć piękne i różnorodne okolice miasta. Pierwszym przystankiem była hodowla kwiatów – jest ich wokół Dalat pełno, widać to doskonale jak jedzie się do wyżej wspomnianej świątyni Linh Phuoc. Różom i innym kwiatom zdecydowanie sprzyja tutejszy klimat. Podobnie jak kawie, którą uprawia się tu wszędzie. Plantacja kawy to nasz drugi przystanek – pierwszy raz w życiu miałam okazję skosztować najdroższej kawy świata. Luwak to zwierzątko wyglądające jak lemur, które zjada tylko najlepsze ziarna kawy, następnie trawi je i wydala. Soki trawienne sprawiają, że kawa ta jest intensywniejsza niż ze zwykłych ziaren. Jak dla mnie kawa była nieco za mocna, ale na pewno warto ją skosztować, szczególnie w miejscu z takimi widokami! Następnie odwiedzliśmy hodowlę świerszczy,gdzie największą atrakcją było to, że mogliśmy ich skosztować (smakują jak czipsy, mniam mniam ;)). Zobaczyliśmy również jak produkuje się jedwab. Przyjrzeliśmy się dokładnie wszystkim etapom produkcji i dowiedzieliśmy się, że praca w takiej fabryce jest bardzo ciężka, ale dobrze płatna (około 300-400$ miesięcznie). Dotartliśmy również do świątyni Linh Son Pagoda ze słynnym Happy Buddą. Wielki Budda jest naprawdę bardzo szczęśliwy i wygląda pocieszenie. W okolicy mieści się również piękny wodospad Elephant Waterfall, pod którym można nawet przejść (przy czym wtedy zmoknie się całkowicie). Tam też, wraz z całą grupą, zjedliśmy pyszny lunch (płatny dodatkowo) – istna uczta! Było kilka rodzajów mięs zrobionych na różne sposoby, tofu, warzywa, zupa, sajgonki, dużo ryżu i kilka dziwnych, acz smacznych potraw, których nazw nie pamiętam. W drodze powrotnej odwiedziliśmy jeszcze górską wioskę.

Wietnam zamieszkuje około 40 różnych grup etnicznych mających swój własny język, zwyczaje i kulturę. Obecnie mają lepszy kontakt z Wietnamczkami niż dawniej, ale przenieśli się z miasta w góry żeby mieć więcej swobody. Bardzo interesujące jest to, że w przeciwieństwie do Wietnamczyków, górskie plemiona mają całkiem inne zwyczaje na przykład jeśli chodzi o zaślubiny. U nich to kobieta wybiera męża i się mu oświadcza. W dodatku musi zapłacić rodzinie przyszłego męża – najczęściej do transakcji używa się krów, kóz czy bawołów. Jeżeli wybranek nie chce przyjąć oświadczyn może w grzeczny, ale nie bezpośredni sposób odmówić, podając bardzo wysoką liczbę zwierząt, których żąda w zamian za ślub. Jeśli natomiast mężczyzna się zgodzi to przeprowadza się do rodziny swojej żony. Conciekawe to mężczyzna częściej zajmuje się dziećmi, a kobieta pracuje, także jest to kompletne odwrócenie ogólnie panujących ról w Azji południowo-wschodniej. Ponoć jeszcze kilka lat temu, mieszkańcy wiosek mieli całkiem inne stroje, często chodzili jedynie w opaskach biodrowych. Obecnie ubierają się jak Wietnamczycy. Jednak wciąż żyją bardzo skromnie, najczęściej pracując przy plantacji kawy czy na polach uprawnych.

Wycieczkę zakończyliśmy na starym dworcu kolejowym. Zdecydowanie nam się podobała, wszystko było znacznie bardziej autentyczne, niż chociażby na Delcie Mekongu.


Rosja w Wietnamie, czyli nadmorski kurort Nha Trang
Z Dalat do Nha Trang jedzie się 3-4 godziny. W internecie znaleźliśmy tani hostel, w miarę blisko centrum i kilkaset metrów od morza. Niestety pogoda nie sprzyjała, z godziny na godzinę było coraz gorzej, a pod wieczór dotarła do nas wielka burza. Ostatecznie za wiele nie zobaczyliśmy. Utkwiło nam jednak w pamięci, jak wielu Rosjan tu przyjeżdża. W porównaniu z Nha Trang, w Mui Ne nie ma ich prawie w ogóle 😉 Tutaj wietnamscy sprzedawcy niekiedy nie znają angielskiego, ale rosyjskim posługują się całkiem dobrze. W dodatku często w menu lub na ogłoszeniach są jedynie wietnamskie i rosyjskie napisy. Wszędzie jest pełno mniej lub bardziej zamożnych, rozkrzyczanych Rosjan. Ponoć plaża jest piękna, ale niekoniecznie widać to w czasie brzydkiej pogody. W okolicy znajduje się kilka zabytków (świątynie itp.) czy atrakcji (wycieczka na wyspy, nurkowanie, upijanie się winem na łódce, park rozrywki), ale nie byliśmy nigdzie, ponieważ prawie cały czas padało. Jedyną ciekawą rzeczą, którą zrobiliśmy było trafienie do lokalnej restauracji, w której byli sami Wietnamczycy. Wznosili mnóstwo głośnych toastów, pili ogromne ilości piwa i jedli „hot pot”, czyli wielki gar z wodą i przyprawami, w którym samemu gotuje się warzywa, owoce morza, rybę. Pycha! Kolejny raz potwierdziła się rada, żeby jeść tam gdzie jest dużo lokalsów.


Informacje praktyczne (1$ = 21300 dongów):
– pokój w hostelu Nice Dream dla dwóch osób z łazienką w Dalat ze śniadaniem – 8$,
– zupa z mięsem, warzywami i makaronem na ulicy – 25000-30000 dongów,
– pyszna wietnamska kawa z mlekiem skondensowanym – od 10000 dongów,
– wycieczka po przedmieściach Dalat od godziny 8 do 15 z przewodnikiem (hodowla kwiatów, plantacja kawy, świerszcze, jedwab, wodospady, świątynia, wioska, dworzec) – 13$,
– filiżanka kawy luwak – 60000 dongów,
– kilkudaniowa uczta w czasie wycieczki – 90000 dongów od osoby,
– wynajem skutera na 24 godziny – 5$,
– litr benzyny – około 20 dongów,
– wstęp do Valley of Love – 30000 dongów,
– wstęp do Crazy House – 40000 dongów,
– wstęp do Linh Phuoc – bezpłatny,
– dwuosobowy pokój z łazienką w hostelu w Nha Trang – od 7$,
– „hot pot” (zup, warzywa, krewetki, ośmiorniczki) – od 130000 dongów (spokojnie starczy dla 2 osób).

Pamiętajcie o projekcie Piątki z podróży. Wy również możecie przekazać symbolicznego piątaka! ;)
Fundacja „Król i Smok”
Nr konta: 21 1020 5242 0000 2102 0324 1874
Adres:
PKO BP O 9 we Wrocławiu
ul. Grabiszyńska 240
53-235 Wrocław

Oficjalne życzenia świąteczne były na Facebooku 🙂 Mam nadzieję, że Boże Narodzenie spędziliście w spokojnej, rodzinnej atmosferze. Zazdroszczę Wam wspaniałej kolacji wigilijnej i śniegu. Cieszcie się przerwą świąteczną, odpoczywajcie i trzymajcie kciuki za ładną pogodę na Koh Tao (bo aktualnie non stop leje tutaj deszcz…).

wyszukaj lotywynajmij samochódzarezerwuj pokój

Jeśli przydały Wam się porady zamieszczone na Gadulcu i jesteście w trakcie planowania własnej podróży, będziemy bardzo wdzięczni za dokonanie rezerwacji przez powyższe linki. Nie martwcie się – to nie wpłynie na cenę noclegu, samochodu czy lotu, a dzięki prowizji będziemy mogli dalej rozwijać bloga. Dzięki! :)