orange beachW weekend po wielkim finale Auto Stop Race, kemping w Kalamitsi powoli pustoszał. Wraz ze znajomymi ruszyliśmy na podbój Chalkidiki (a dokładniej środkowego palca). Kilka dni później zostałyśmy z Moniką tylko we dwójkę. I wtedy rozpoczęła się prawdziwa przygoda. Wyprawa, która uświadomiła mi czym jest prawdziwa wolność. Dzięki, której zrozumiałam, że uwielbiam podróżować bez konkretnego planu, za to z jednym celem: cieszyć się chwilą.

Skuterkiem przez Chalkidiki
Gdy większość uczestników ASR-u opuściła już kemping w Kalamitsi, wraz z Monią z przedsiebieblog.pl oraz paroma innych osobami, dalej odkrywaliśmy uroki półwyspu. Staraliśmy się aktywnie spędzać czas i na przykład wypożyczyliśmy rowerki wodne czy też wdrapaliśmy się na szczyt wzgórza nieopodal plaży.KalamitsiNastępnie udaliśmy się autostopem do Sarti, gdzie postanowiliśmy wypożyczyć skuterki. Był to pomysł doskonały! Zachowywaliśmy się jak dzieci, które dostały najwspanialsze zabawki na świecie – trzy ścigacze. Przemierzyliśmy na nich wschodnią część półwyspu z szerokimi uśmiechami na twarzach. Odkryliśmy cudowną plażę o wdzięcznej nazwie Orange Beach, która spokojnie może konkurować z tajskim rajem. A na zakończenie tego wspaniałego dnia zostaliśmy poczęstowani winem i cipuro – greckim alkoholem domowej roboty (taka mocniejsza anyżówka) –przez właściciela wypożyczalni skuterów. Było wesoło, Angelo (właściciel wypożyczalni) opowiadał nam, że większość z nas ma greckie korzenie i udowadniał to porównując długość naszych palców u stóp i u rąk. Spaliśmy na plaży w Sarti, w szóstkę, w 4-osobowym namiocie. Nie było zbyt wygodnie, ale za to wesoło. W dodatku o 5 obudził nas najpiękniejszy wschód słońca jaki widziałam od dawien dawna. Bajka! Dla takich chwil warto żyć!

Kolejnego dnia pożegnałyśmy znajomych i wyruszyłyśmy skuterkiem w stronę Kalamitsi, gdzie odbył się tegoroczny Auto Stop Race. Skręciłyśmy w jedną z wielu dróg, w stronę plaży o nazwie, której nie potrafię powtórzyć. Chalkidiki po raz kolejny nas zaskoczyło! Kilkadziesiąt dróg, dróżek i ścieżek na ogromnym, zielonym wzgórzu – to robiło wrażenie. Chwilę odpoczęłyśmy, a popołudniu ponownie spotkałyśmy się z Angelem i jego pracownikiem – tym razem jedliśmy świeżo przyrządzone ryby na plaży w okolicy Sarti.

Następnie pojechałyśmy stopem do Nikiti, gdzie po raz kolejny spotkałyśmy bardzo fajne osoby. Wszystko oczywiście przez namiot rozbity na plaży. Tym razem właściciel małej łodzi zaproponował nam rejs po okolicy (zupełnie za darmo). Żal było nie skorzystać z takiej propozycji, więc połowę kolejnego dnia spędziłyśmy podziwiając półwysep z łódki. A już wieczorem byłyśmy w Salonikach. Ktoś kiedyś powiedział mi, że Grecy niechętnie biorą na stopa. Mylił się. Nie czekałyśmy nigdy dłużej niż 15 minut.


Saloniki z wolontariuszami EVS
W ostatniej chwili udało nam się znaleźć Hostów. Piszę w liczbie mnogiej, ponieważ kryje się za tym zabawna historia. Napisałam na Couchsurfingu do jednego chłopaka, który szybko odpisał, że w ten sam weekend nocuje u niego dziewczyna ze Słowenii. Dodał, że jego partner ma miejsce w swoim mieszkaniu i możemy bez problemu spać u niego. Od razu się ucieszyłyśmy, że będziemy spać u gejów i oczywiście szybciutko powiadomiłyśmy o tym naszych chłopaków (którzy od kilku dni byli już w Polsce – biedactwa… :D). Po wielu przejściach przyjechałyśmy do Salonik (okazało się, że w tym mieście znajdują się ulice o tych samych nazwach – oczywiście dotarłyśmy najpierw nie tam gdzie trzeba), poznałyśmy naszych Hostów i… coś nam tu nie grało. Po kilku chwilach okazało się, że są oni wolontariuszami z programu EVS (European Voluntary Service), pracują przy tym samym projekcie i bynajmniej nie interesują ich chłopcy. Gdy przyznałyśmy się, że inaczej zinterpretowałyśmy słowo „partnerzy” śmiechu było co niemiara.

Weekend spędziliśmy spacerując po Salonikach – wiedzieliśmy zarówno starą jak i nową część miasta. Trafiliśmy również do świetnej restauracji w centrum – Elia Lemoni. Duży wybór greckich przysmaków w przystępnych cenach. Polecam!

Wieczory również mijały nam bardzo miło – wspólnie z naszymi Hostami oraz pozostałymi wolontariuszami przyrządzaliśmy kolacje, oglądaliśmy mecz i piliśmy winko. Stanowili oni jedną wielką rodzinę i widać było, że mimo iż pochodzą z przeróżnych miast czy krajów, dobrze się dogadują. Wydaje mi się, że EVS to trochę taki Erasmus dla osób, które w wieku 20-30 lat nie chcą jeszcze mieć „poważnej” pracy czy zakładać rodziny. Za to chcą tanio podróżować, poznawać nowych ludzi, pomagać im i odnaleźć swoje miejsce na ziemi. A o tym jak wyjechać na EVS przeczytacie na przykład m.in. na blogach starczewska.com, lifein20kg czy With love. A może sami byliście na tego typu wolontariacie? Podzielcie się proszę swoimi spostrzeżeniami! Patrząc na wesołą ekipę z Salonik zaczęłam się nad tego typu wyjazdem poważnie zastanawiać!

Początkowo, po pobycie w Grecji, chciałyśmy udać się do Rumunii. Stwierdziłyśmy jednak, że jest tam za zimno i że lepiej będzie zostać nad morzem. W poniedziałek, 11 maja, ruszyłyśmy autostopem w stronę Kavali. A o tym, dlaczego spałyśmy 3 noce za darmo w pokoju na wyspie Thasos i jak interesujące mogą być rozmowy z kierowcami tirów, przeczytacie w kolejnym poście 🙂


Informacje praktyczne:
– nocleg „na dziko” – oczywiście za darmo, oficjalnie jest to w Grecji nielegalne, ale poza sezonem nie powinniście mieć żadnych problemów śpiąc np. na publicznej plaży (najlepiej poza centrum miasteczka),
– posiłek w knajpce – od 2/3 euro,
– grecki gyros w budce czy restauracji – od 2 euro,
– pyszna kawa „frappe” (grecka specjalność) – od 1 euro,
– nocleg na polu namiotowym np. na Chalkidiki – od 3/4 euro za osobę plus tyle samo za namiot (oczywiście ceny rosną w czasie sezonu – najczęściej wszystko od czerwca do września jest droższe),
– specjalność półwyspu, jeśli chodzi o alkohol – cipuro – wszędzie dostawaliśmy je za darmo, więc chyba nie jest zbyt drogie 😀
– wynajem skuterów w Sarti u Angela – 1 dzień: 10 euro, 2 dni: 18 euro, 3 dni: 24 euro.

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco, śledząc gadulcowego FANPAGE’A oraz INSTAGRAM! Zachęcam również do zapisywania się do NEWSLETTERA (ramka pod spodem) oraz pozostawienia komentarza pod wpisem. To bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję!

121