Na Sumatrę przylecieliśmy przede wszystkim po to, by udać się do tego interesującego miejsca. Dżungla koło małego miasteczka Bukit Lawang to schronienie dla kilkuset orangutanów. Bliskie spotkanie z tymi wspaniałymi zwierzętami było zdecydowanie jednym z najlepszych przeżyć w czasie całej naszej wyprawy!

Z Dżakarty przylecieliśmy do Medan późnym popołudniem. Na lotnisku wsiedliśmy w autobus do Binjai, w którym spotkaliśmy indonezyjskiego marynarza. Mężczyzna znał kilkanaście języków i był prawie we wszystkich krajach świata mających dostęp do morza! Do Polski zawitał wiele lat temu i dalej pamiętał o Gdańsku i Szczecinie. Niesamowite! Dzięki niemu trafiliśmy do zwykłej ulicznej knajpki, w której jedliśmy najlepsze owoce morza w Azji (blisko dworca autobusowego w Binjai). Były tak pyszne, że nawet nie zdążyłam zrobić zdjęcia 🙂 W dodatku kolację zjedliśmy za darmo, bo pani, której pytaliśmy o hostel w okolicy, postanowiła go nam postawić. Mam nadzieję, że to dlatego, że jest przemiłą osobą, a nie dlatego, że tak chudo wyglądamy… Spaliśmy w miejscu, którego nie polecam – jedno z gorszych, w których kiedykolwiek nocowałam.

Następnego dnia rano czekaliśmy na busik prosto do Bukit Lawang. Wiedzieliśmy, że cena to około 20000 rupii. Dokładnie tyle płacili miejscowi. Usiedliśmy koło innej białej turystki, która jechała z Medan (powinna zapłacić kilka rupii więcej niż my). Pytamy się ile dała za bilet. Mówi, że 100000. Robię wielkie oczy i mówię, że sporo przepłaciła. Ona niewzruszona odpowiada, że przecież to tylko 10 euro. I jak tu się dziwić, że ceny z roku na rok są w Azji coraz wyższe, a lokalsi naciągają białych jak tylko się da?! Turyści sami sobie na to pozwalają. Może we Francji czy Niemczech 70-kilometrowy odcinek kosztuje 10 euro (albo i mniej). Ale jesteśmy w Indonezji! Zaciskam zęby, żeby nic głupiego (wrednego) nie powiedzieć i jedziemy dalej krętą i wyboistą drogą. Po 2 godzinach docieramy na dworzec. Płacimy bez większych problemów 30000 rupii. Za dwie osoby.

Po chwili przyjeżdża skuterem Rycky – przewodnik po dżungli, z którym kontaktowałam się na Facebooku (namiary miałam od Ani poznanej w Don Det). Lokujemy się u niego w bardzo ładnym i czystym pokoju. Cały dzień nic nie robimy, ciesząc się rzeką, ciszą i spokojem.

Kolejny dzień zaczynamy od zabawnej sytuacji. Gdy jemy śniadanie na tarasie, zauważa nas małpa. Podchodzi coraz bliżej, jest coraz bardziej agresywna. Najwyraźniej marzy jej się nasza bułka z czekoladą. Na wszelki wypadek chowamy się do pokoju. Po chwili drzwi same się otwierają, a w progu stoi bezczelna małpa! Szybko ją wyganiam i zamykam drzwi na klucz. Uparty zwierzak zagląda do naszego okna. Jesteśmy uwięzieni! Pomaga nam Rycky przeganiając uparte (i łakome) stworzenie kamieniami. Cała sytuacja rozbudza nas bardziej niż poranna kawa. W wesołych nastrojach ruszamy wraz z turystą z Londynu, Ryckym i jego kolegą do dżungli.

Szybko okazuje się, że nie będzie to łatwy trekking. Często podchodzimy pod strome i śliskie górki, musimy łapać się drzew czy lian, żeby się nie przewrócić. Jest dużo ciężej niż na trekkingu w Tajlandii, koło Umphang. I dużo ciekawiej! Świat wokół nas tętni życiem! Odgłosy dżungli są niesamowite. Dodatkowo co chwilę spotykamy jakieś zwierzęta. Widzimy makaki, punky monkey, dzikiego pawia, kilkucentymetrowe mrówki, jaszczurki. I oczywiście orangutany. Pierwszy był dziki, co oznaczało, że nie podchodził do ludzi. Oglądaliśmy go z odległości kilkunastu metrów (znajduje się na szczycie drzewa). Kolejne osobniki podziwialiśmy z bliska. Wszystkie były nieco oswojonymi samicami z młodymi. Spotykamy 3 dorosłe, pół-dzikie orangutany płci żeńskiej – Flattynose, Sandrę i Minhę. Ta ostania, to istna legenda! Ugryzła już kilkaset osób i jest jedynym orangutanem, który schodzi na ziemię na długi okres czasu. Nawet przewodnicy się jej boją. Musieliśmy przed nią uciekać, w czasie gdy jeden Indonezyjczyk próbował ją zainteresować banami 😉


Więcej zdjęć wkrótce!

Po intensywnych kilku godzinach marszu jemy skromny, ale pyszny obiad przy małym jeziorku i wodospadzie. Przy okazji spotykamy rodzinę żółwi rzecznych, które dokarmiamy. Po owocowym deserze ruszamy dalej. Docieramy na punkt widokowy, na którym podziwiamy ogrom dżungli. Rozdzielamy się – Rycky wraz z Anglikiem wracają do Bukit Lawang, my wraz z Jayem (drugim przewodnikiem) idziemy na kemping. Po drodze spotykamy ostatniego orangutana – Jacky. Samica ma kilkumiesięczne młode mocno przyczepione do brzucha. Stoimy metr od niej. Niesamowite!

Na kempingu mogliśmy wypocząć, graliśmy również w karty i rozwiązywaliśmy zagadki Jaya. Spaliśmy prawie pod gołym niebem i jedliśmy dania przygotowane na palenisku. Następnego dnia przeprawiliśmy się przez rzekę, by dotrzeć do wodospadu, a następnie spływaliśmy na połączonych ze sobą dętkach w dół rzeki. Był to zdecydowanie bardzo udany rafting! Płynęliśmy szybko, często wpadając w wiry, a po kilku minutach byliśmy całkowicie przemoczeni. Trzeba jednak pamiętać, że jak poziom w rzece jest niski to rafting jest znacznie mniej ekscytujący 😉

Możliwość spotkania orangutanów w ich naturalnym środowisku to jedno z najciekawszych doświadczeń w moim życiu. Są to naprawdę niesamowite zwierzęta, ich uścisk jest aż 5 razy silniejszy od uścisku człowieka. Jest to jednak jedna z niewielu różnic między nami, ponieważ DNA orangutanów jest aż w 97% identyczne z naszym!

Informacje praktyczne (1$ = 12500 rupii):
– autobus z lotniska w Medan do Binjai – 40000 rupii,
– minibus z Binjai do Bukit Lawang – 15000 rupii,
– dwuosobowy pokój z łazienką – 75000 rupii (jeśli grzecznie poprosicie o zniżkę i pójdziecie z Ryckym na trekking – kontakt: www.sumatraparadaise.com (sumatraparadaise@gmail.com – polecam!:)),
– jednodniowy trekking po dżungli – 35 euro, dwudniowy trekking – 60 euro (ceny ustalone odgórnie, podobno u wszystkich przewodników takie same) – w czasie 2-dniowego trekkingu mieliśmy w cenie lunch, kolację, śniadanie, lunch, opiekę 2 przewodników, nocleg w namiocie,
– spotkanie z orangutanem – zdecydowanie bezcenne!

Pamiętajcie o projekcie Piątki z podróży”. Zachęcam do przekazania symbolicznego piątaka!

Fundacja „Król i Smok”
Nr konta: 21 1020 5242 0000 2102 0324 1874
Adres:
PKO BP O 9 we Wrocławiu
ul. Grabiszyńska 240 53-235 Wrocław

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco śledząc gadulcowego FANPAGE’A oraz INSTAGRAM!

121