DSC_5930
Tegoroczna majówka w moim przypadku trwała aż 3 tygodnie. W sobotę, 25 kwietnia, wyjechałam – już po raz czwarty – na największy wyścig autostopowy w Polsce. Mowa oczywiście o Auto Stop Race. Tym razem udaliśmy się do pięknej, oddalonej od Wrocławia o 1900 kilometrów, Grecji. A dokładniej do miejscowości Kalamitsi na półwyspie Chalcydyckim (Chalkidiki).

Czym właściwe jest Auto Stop Race (ASR) ?
Jest to wyścig, organizowany od 7 lat przez Klub Podróżników BIT (działającego przy Samorządzie Studentów UE Wrocław). Startujemy zawsze spod Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu i jedziemy do nadmorskiej, słonecznej miejscowości. Od kilku edycji ASR cieszy się ogromnym zainteresowaniem, przyciągając tysiąc(e) młodych ludzi, którzy szukają przygody i dobrej zabawy. Chcą sprawdzić swoich sił w jeździe stopem albo po prostu lubią w ten sposób podróżować. Miałam przyjemność organizować zeszłoroczną edycję, o czym przeczytacie TUTAJ. Głównym celem ASR-u jest szerzenie idei autostopu w Polsce i całej Europie. Jak dotąd metą wyścigu były: Hiszpania, Włochy, Chorwacja i Grecja. Swoje doświadczenie z tym event’em tak podsumowuje Piotrek – prawdziwy ASR-owy weteran (brał udział w I, II, III, V oraz VII edycji): „W porównaniu z pierwszymi edycjami, ASR zmienił się totalnie pod kątem skali imprezy – wcześniej wszystkich się znało albo kojarzyło, były wspólne ogniska, winko i siedzenie na klifach. Teraz Auto Stop Race bardziej przypomina festiwal…”

Wrocław – Kalamitsi w 74h i 45 min
Tegoroczny wyjazd różnił się dla mnie pod wieloma względami od IV i V edycji, w których brałam udział jako uczestnik. Pierwszy raz jechałam z chłopakiem. Pierwszy raz nie wszystko szło nam bezproblemowo. Pierwszy raz spałam na stacjach benzynowych pod namiotem. Pierwszy raz czekałam na podwózkę dłużej niż 2 godziny. Pierwszy raz kierowcy zaprosili nas do siebie do domu, zapewnili nam nocleg i częstowali greckimi smakołykami. Pierwszy raz złapałam na stopa autokar. Pierwszy raz przesuwałam się bardzo powoli do przodu, jadąc jednym autem 2-3 kilometry! Pierwszy raz dojechałam na metę tak późno. Zmęczona, ale szczęśliwa! Tylu przygód się nie spodziewałam. Destynacja okazała się niezwykle trudna, ponieważ w Serbii, Macedonii, Bułgarii, w okolicach kwietnia-maja, ruch jest nędzny. Autostrady są puste, na stacje benzynowe jedno auto wjeżdża co 10-15 minut. A nas było tysiąc osób (nawet więcej, licząc tych, którzy nie załapali się na pakiet startowy)! I wszyscy kierowaliśmy się w to samo miejsce.

Z pewnością dla ludzi, którzy jechali stopem pierwszy raz, destynacja była nie lada wyzwaniem. Szczególnie, że ASR rządzi się swoimi prawami, nie jest to typowy autostopowy wyjazd. Na najpopularniejszych stacjach benzynowych (na których spotyka się 20-60 uczestników Auto Stop Race na raz) są tworzone specjalne kolejki. Pilnuje się tego, żeby było sprawiedliwie i żeby para, która przybyła w dane miejsce jako pierwsza, pierwsza z niego wyjechała. Niestety niektórzy są nieuczciwi. „Podkradają” samochody, wciskają się w kolejkę. Niektórzy doświadczyli tego w tym roku, inni w poprzednim, o czym wspomina Ola, która brała udział w ostatnich dwóch event’ach: „Ogólnie mogę powiedzieć, że ta edycja była dużo lepsza pod względem nastawienia ludzi. Na stacjach nie było chamskich przepychanek, tylko kolejka. Jedna para łapała, inne miały czas na odpoczynek. w Walencji było odwrotnie… Czasami dochodziło do tego, że na stacji byłam jako pierwsza, a wyjeżdżałam jako ostatnia, bo ludzie zachowywali się w bezczelny sposób wobec kierowców (auto wjeżdża i zanim zdąży ktoś z niego wyjść to ASR-owicz już sam ciągnie za klamkę)”.


Wraz z Damianem spotkaliśmy na trasie wspaniałych ludzi, dwa razy zaproponowano nam nocleg – raz na Węgrzech, u 3 studentów medycyny, chłopaków nieco młodszych od nas (grzecznie podziękowaliśmy, bo chcieliśmy łapać stopa dalej – bez sensu, bo i tak ostatecznie spaliśmy na stacji benzynowej…), a drugi raz w Salonikach – dwóch zakręconych Greków-muzyków zaprosiło nas do siebie. Z tej okazji skorzystaliśmy, weszliśmy do nich do domu, pokazali nam gdzie jest łazienka, kuchnia, oliwki i inne smakołyki po czym… wyszli na imprezę zostawiając nas samych w domu! Ze śmieszniejszych sytuacji – jeszcze w Polsce, w okolicach granicy polsko-słowackiej (Chyżne) jechaliśmy dwukrotnie z prawdziwymi góralami. Za oknem piękne Tatry pokryte śniegiem, w radiu góralskie rytmy, a do tego baca opowiadający nam różne śmieszne historie – tak to można jeździć stopem! Nie można oczywiście pominąć tego, jak w Serbii podwiózł nas autokar. Jechali nim głównie Serbowie, którzy na stałe mieszkają w Niemczech. Kierowca był przezabawny, cały czas robił wszystko poza skupianiem się na drodze. To od niego pierwszy raz w życiu usłyszałam, że jestem stara („24 years?! You are sooo old!”). Cóż. Chyba dam radę z tym żyć 😉

Jechaliśmy aż 34 autami – 33 osobówkami i jednym autokarem. Kierowcami były zarówno kobiety jak i mężczyźni, kilka razy jechaliśmy z małżeństwem/parą. Wszystkie panie powtarzały, że jazda stopem jest bardzo niebezpieczna, że one same trochę boją się nas podwozić, ale w sumie wyglądamy niegroźnie. Jak dobrze, że mam chłopaka wzbudzającego zaufanie :).  Z samych Salonik podjechaliśmy na kemping autobusem, ponieważ po 4 dniach podróży, byliśmy już strasznie zmęczeni. Wraz ze 150 osobami przybiegliśmy na metę i zaczęliśmy wielkie świętowanie! Ukończyliśmy wyścig na zaszczytnym 114 miejscu!. Może nie jest to 23 miejsce jak w Dubrowniku, ale za to ile mieliśmy przygód? Dla porównania – dziewczyny, które wygrały, dojechały w 28 godzin (my w niecałe 79).

Camping Thalatta
Kemping w Kalamitsi jest cudownie położony i był idealnym wynagrodzeniem po trudnej, niekończącej się trasie. Zdecydowanie polecam go wszystkim, którzy wybiorą się na półwysep Chalcydycki na wakacje. Ogromny, z dostępem do morza, prywatną plażą, bungalowami, przyczepami kempingowymi, restauracją, sklepem, kawiarnią, barem, dużym basenem. Ze skałek koło plaży roztaczają się widoki zapierające dech w piersiach. Woda w morzu czysta i przejrzysta (jak w Tajlandii!). W dodatku można było wypożyczyć rowerki wodne, kajaki czy małą łódkę i pozwiedzać okolice. Nie można zapomnieć o kilku tawernach znajdujących się w pobliżu kempingu. Przepyszne owoce morza, tzatziki i inne smakołyki – tego wszystkiego można było kosztować siedząc na samej plaży! Na potwierdzenie słowa Michała – uczestnika ostatnich 3 edycji Auto Stop Race:

„Jako uczestnik kolejnego ASR-u stwierdzam, że ten był najlepszy, zwłaszcza pod względem wyboru miejsca i kempingu – miejsce było wręcz pocztówkowe. Wybór trasy był najfajniejszy, ponieważ mogłem zwiedzić kraje, które zawsze chciałem zobaczyć. Organizacyjnie wszystko było dopięte na ostatni guzik, za co dziękuję i gratuluję zaangażowania”.

Jedynym minusem kempingu była jego wielkość. Uczestnicy Auto Stop Race trochę się rozproszyli, co utrudniało wspólną zabawę i integrację. Wszystko było od siebie za daleko, bardzo rozrzucone. „W Walencji na plażę było dalej, ale wszystko było na trasie.” – słowa Radka, który brał udział w trzech ostatnich edycjach ASR.

Podsumowując – kemping jak najbardziej na plus. Podobnie jak organizacja całej imprezy – całemu Teamowi należą się wielkie brawa i podziękowania! Dwa koncerty (Ras Luty oraz Braci Figo Fagot) były bardzo udane (chociaż nie jest to muzyka, której słucham na co dzień i uważam, że Gooral powinien być na Auto Stop Race co roku :)). Najmilej wspominam wspólne tańczenie zorby, Festiwal Kolorów oraz ślizg na klacie. Wszystkie te minievent’y były czymś nowym i zostały świetnie przyjęte przez uczestników.


Wino, kobiety i śpiew!
Auto Stop Race kocham całym sercem, uwielbiam ten klimat, tych ludzi, jedyną w swoim rodzaju energię. Jednak czasem mam wrażenie, że niektórzy uczestnicy nie znają umiaru i zachowują się – jak to stwierdził mój kolega –  jakby widzieli wódkę pierwszy raz w życiu. Nie wiedzą kiedy powiedzieć „dość” i uprzykrzają życie innym. W dodatku szkodzą samym sobie. Wspomniała o tym Asia, która nigdy wcześniej nie brała udziału w wyścigu: „Pierwszy raz pokonałam stopem taką trasę, co było wspaniałym doświadczeniem. Trafiałyśmy na świetnych kierowców, słuchałyśmy fajnych opowieści, miałyśmy dużo śmiesznych sytuacji po drodze. Pierwszy raz spałam na stacji i na lotnisku (w drodze powrotnej) czy jechałam tirem. No i w Rumunii mnie nie zabili tylko ugościli piwem i frytkami! Poza tym świetne miejsce, rewelacyjny kemping. Ale jak dla mnie już na samym miejscu niektórzy ludzie nie umieli się zachowywać i robili z siebie „masakrę”. W sensie, niech sobie robią co chcą, ale mnie to nie bawi i następnym razem raczej pojadę gdzieś na mniejszą imprezę z moimi znajomymi czy chłopakiem”.

Mimo kilku małych minusów, na Auto Stop Race 2015, bardzo mi się podobało. Szczególnie ciepło wspominam piątek (po wielkim finale) – cały dzień przeleżeliśmy na plaży wraz z większością członków Klubu Podróżników BIT (w tym tegorocznymi Organizatorami, którzy wreszcie mogli odpocząć). Uśmiech na twarzy, piwko w dłoni, piasek, morze, słoneczko i ludzie, których się uwielbia – czego chcieć więcej? 🙂


Na koniec opinia Ani – myślę, że po jej przeczytaniu, wszyscy, którzy jeszcze nie brali udziału w tym evencie, zaczną wielkie odliczanie do kolejnego ASR-u! „To była trzecia edycja Auto Stop Race w jakiej brałam udział, z założenia ostatnia, ale chyba nic z tego nie wyjdzie i w przyszłym roku znowu będę się ścigać w jakieś super miejsce. ASR zdecydowanie uzależnia swoim klimatem i ciężko doszukiwać się tutaj jakichś minusów. W tym roku poznałam naprawdę świetnych ludzi, z którymi mam nadzieję wybrać się w jakąś autostopową podróż i to cenię sobie w tej imprezie najbardziej – LUDZI. Bo nieważne gdzie, ważne z Kim. Rankingowo Walencja prowadzi bezapelacyjnie (ciągle coś się działo), ale tuż tuż za nią są Chalkidiki i Kalamitsi. Udział w ASR polecam każdemu, bez względu na doświadczenia autostopowe”.

A na dokładkę 4-minutowy filmik autorstwa mojego chłopaka. Jest moc!

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco, śledząc gadulcowego FANPAGE’A oraz INSTAGRAM! Zachęcam również do zapisywania się do NEWSLETTERA (ramka pod spodem) oraz pozostawienia komentarza pod wpisem. To bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem! Z góry dziękuję!

Zdjęcie główne: Jakub Kozakiewicz

1 2 1