P1010354
Ao Nang to jedna z najpopularniejszych miejscowości turystycznych na południu Tajlandii. Położone blisko Krabi, przypomina nieco nasze polskie Międzyzdroje. Tylko woda w morzu jest cieplejsza i bardziej przejrzysta. Największą atrakcją Ao Nang jest rajskie Railay, do którego można dopłynąć w 10 minut łódką.

Słońce, kokosy i nicnierobienie
Z Kuala Lumpur przyleciałam do Krabi wraz z przyjaciółką Olą (z bloga szczesciolog.pl). Chciałyśmy odpocząć kilka dni przed wolontariatem w Pai w wiosce słoni. Trafiłyśmy idealnie. Z lotniska do Ao Nang można się dostać autobusem. Wysiadłyśmy nieco poza miastem, ale ostatecznie zdecydowałyśmy się na pokój w guesthousie w samym centrum. Udało nam się wynegocjować przystępną cenę w skromnym, ale schludnym miejscu.

Szybko okazało się, że Ao Nang jest typową turystyczną miejscowością. Na każdym kroku można tam kupić przeróżne pamiątki, całkiem drogą biżuterię czy tajskie wyroby. Znajduje się tam mnóstwo studiów tatuażu, restauracji i kawiarni (jest nawet McDonald). Co ciekawe, wszędzie słyszałyśmy polski język! Chwilami naprawdę czułyśmy się jak w Międzyzdrojach! Tylko było za gorąco jak na marzec. Odkryłyśmy, że zaraz koło naszego hostelu znajduje się najtańsza knajpka w okolicy i to właśnie tam prawie codziennie jadłyśmy każdy posiłek. Tom yum, pad thai, kokosowe curry – każde danie kosztowało kilka złotych i było przepyszne. Podobnie jak smakołyki kupione na ulicznym markecie otwartym od 9 do 22. Należy jedynie pamiętać, że market jest nieczynny w piątki.

W Ao Nang znajduje się kilka plaż. Nie są zachwycające, ale czasem człowiekowi wystarczy kokos, morze i słońce. Odpoczęłyśmy, nagadałyśmy się za wsze czasy i wreszcie miałyśmy czas na czytanie książek czy granie w karty. Takie wakacje w czasie długoterminowej podróży są bardzo potrzebne!

Tajski raj na ziemi
Cały jeden dzień spędziłyśmy na Railay. Już sama podróż na ten półwysep dostarcza moc wrażeń! Słynne łódki z kolorowymi wstążkami rozwijają sporą prędkość. Dobrze, że płynie się tylko 10 minut, bo o chorobę morską nietrudno. Dopływa się na Railay East (wschodnie wybrzeże), ale to Railay West (zachodnie) jest najpiękniejsze. Droga do raju jest również bardzo ciekawa – idzie się między skałami i co chwilę napotyka się wesołe małpki. Trzeba uważać, żeby nie ukradły nam jedzenia czy picia.

Nie sposób nie zauważyć jaskini znajdującej się po lewej stronie od wejścia na plażę (za skałami), w której znajduje się mnóstwo… drewnianych penisów! Lokalni rybacy, muzułmanie i buddyści składają je w tym miejscu, w nadziei na dobre połowy. Legenda głosi, że od III w. p.n.e. mieszka tam duch księżniczki, która utonęła w czasie sztormu.


Plaża jest naprawdę istnym rajem. Nie dziwię się, że jest uznawana za cud świata Charakterystyczne skały, znane z pocztówek, dodają jej niesamowitego uroku. Woda jest przejrzysta, słońce świeci, a kilka łódek przerobiono na knajpki, w których można kupić tajskie przysmaki lub zimnego, świeżego kokosa. Żyć, nie umierać!

Jedynym minusem jest duża liczba turystów, nawet poza sezonem (byłyśmy tam w drugiej połowie marca). Jednak nie przeszkadzało nam to jakoś specjalnie, poza tym pośród tłumu można poznać całkiem ciekawe osoby, jak na przykład polską modelkę.

Ao Nang – idealne miejsce wypadowe
Sama miejscowość nie należy do najpiękniejszych czy najciekawszych, jednak w każdym biurze podróży, których jest w Ao Nang mnóstwo, można zakupić wycieczki na przykład na okoliczne wyspy. Wybór jest ogromny, a ceny wręcz należy negocjować. Można udać się na Koh Phi Phi – wyspę znaną z filmu z Di Caprio czy też na całodniowy rejs po kilku małych, mniej turystycznych wysepkach. Na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. My zwlekałyśmy z wyborem wycieczki i ostatecznie nie pojechałyśmy nigdzie, ponieważ okazało się, że musimy być wcześniej w Bangkoku. Cóż, trzeba będzie tam kiedyś wrócić. Jakoś niespecjalnie mi smutno z tego powodu 🙂


Informacje praktyczne (10 BHT = około 1,2 zł):
– autobus z lotniska (Krabi) do Ao Nang – 150 BHT (kupowany w agencji, możliwe, że da się kupić go taniej bezpośrednio u kierowcy),
– pokój dwuosobowy bez łazienki (schludny, w samym centrum) – 400 BHT (cena po negocjacji, później wielokrotnie słyszałam, jak właścicielka za ten sam pokój od innych osób chce 700 czy 800 BHT, chyba wyglądam na biedną polską studentkę albo jestem świetnym negocjatorem :D) – ZAREZERWUJ NOCLEG w Ao Nang,
– świeży, zimny, pyszny i zdrowy kokos – 30-40 BHT,
– tajskie dania na markecie lub w najtańszej knajpce – od 40 BHT,
– bilet na łódkę Ao Nang – Railay – 150 BHT w dwie strony (dopływa się na wschodni brzeg, można odpłynąć z zachodniego – tego najpiękniejszego, musi płynąć minimalnie 8 osób),
– shake’i na Railay – 40-50 BHT,
– tajskie/wschodnie jedzenie przygotowywane na łódce – od 50 BHT.

Zdjęcia pochodzą od mojej przyjaciółki Oli (szczesciolog.pl).

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco, śledząc gadulcowego FANPAGE’A oraz INSTAGRAM! Zachęcam również do zapisywania się do NEWSLETTERA (ramka pod spodem) oraz pozostawienia komentarza pod wpisem. To bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem! Z góry dziękuję!

121