antigua-guatemala-gwatemala

Śmiało mogę stwierdzić, że 2017 rok zakończyliśmy z impetem. Najpierw okres bożonarodzeniowy spędziliśmy w pięknym, kolonialnym mieście Antigua de Guatemala, a następnie, w Sylwestra, weszliśmy na prawie 4-tysięczny szczyt Acatenango, by podziwiać z bliska eksplodujący co kilkadziesiąt minut wulkan Fuego. To było zdecydowanie najbardziej wybuchowe i wyjątkowe powitanie Nowego Roku w moim prawie 27-letnim życiu! Coś niesamowitego!

CO ROBIĆ W ANTIGUA DE GUATEMALA?

Antigua to stosunkowo niewielkie, za to bardzo popularne i turystyczne miasto w środkowej Gwatemali. Obecnie mieszka w nim około 35 tysięcy osób, ale w czasie Bożego Narodzenia zjeżdżają tu tłumy z całego kraju (plus Gwatemalczycy, którzy pracują zagranicą oraz biali z całego świata). Mimo wszystko gwar i duża liczba ludzi, jakimś cudem, tylko dodają uroku temu fantastycznemu miejscu.

Byliśmy tam pod koniec grudnia i nawet udało nam się poczuć świąteczną atmosferę. Między innymi dlatego, że o tropikalnej temperaturze nie było mowy (miasto leży na wysokości 1500 metrów n.p.m., więc częściej jest tu 20 stopni Celsjusza, a nie 35). W dodatku w Wigilię spotkaliśmy się z Polakami podróżującymi po Ameryce Centralnej i spędziliśmy genialny wieczór.

W czasie kilkudniowego pobytu w Antigua wstąpiliśmy do kilku kościołów, podziwialiśmy szopki betlejemskie, w których były papugi i inne egzotyczne zwierzaki oraz rozmawialiśmy z Gwatemalczykami o bożonarodzeniowych zwyczajach. Warto dodać, że około 55% mieszkańców kraju to katolicy, a zdecydowana większość to chrześcijanie. Święta spędzają podobnie do nas, przy czym posiłki są nieco skromniejsze, a symboliczne prezenty dzieciaki otwierają 25 grudnia.

Otoczona trzema wulkanami Antigua (Fuego, Agua i Acatenango) to zdecydowanie jedno z najładniejszych miast w całej Ameryce Centralnej. Niegdyś stolica Gwatemali, obecnie najczęściej odwiedzane miejsce w kraju. Całymi dniami można spacerować brukowanymi uliczkami, zajadać się smakołykami na lokalnym markecie i podziwiać architekturę.

Oto lista moich „must see & must do”:

1. Wejść na punkt widokowy Cerro de la Cruz

To krzyż górujący nad miastem, do którego wiedzie niezbyt wymagająca ścieżka (i schody). Idealne miejsce na przekąskę i sesję zdjęciową. To stąd rozpościera się piękny widok na całą Antiguę oraz wulkany.

2. Obserwować ludzi w Parque Central

To tutaj najwięcej się dzieje. O każdej porze dnia i nocy park, niegdyś nazywany Plaza Major, tętni życiem. Indianki sprzedają rękodzieło, dzieci bawią się w zabytkowej fontannie, zakochani siedzą przytuleni na ławeczkach, a muzycy grają na gitarze. W dodatku otaczają nas same ważne i zachwycające budynki jak Pałac Królewski (Palacio de los Capitanes), Pałac Rady Miejskiej (Palacio del Ayuntamiento) czy Katedra San Jose.

3. Odwiedzić kościół i ruiny klasztoru

Spacerując po mieście na każdym kroku trafiamy na piękne kościoły, imponujące klasztory lub ruiny świątyń zburzonych przed laty przez liczne trzęsienia ziemi. Na mnie największe wrażenie zrobiły ruiny katedry San Jose, kościół i ruiny klasztoru Iglesia de San Francisco oraz Iglesia de La Merced z najbardziej misterną i imponującą fasadą w całej Gwatemali.

4. Zgubić się

To moje ulubione zajęcie w każdym miasteczku czy mieście. Szwendać się bez większego celu, spacerować uliczkami, przyglądać się mieszkańcom i zaglądać w różne zakamarki. Może traficie do miejskich pralni (Tanque La Union), których ja nie miałam okazji odwiedzić? Albo interesującego, ale mało znanego muzeum? Zawsze możecie też spotkać Gwatemalczyka w koszulce z napisem Polska, który studiował w naszym kraju i nazywa go swoim drugim domem (to akurat nam się przytrafiło – niesamowita sprawa)! Nigdy nic nie wiadomo!

5. Wstąpić do Samsary

Jedna z najlepszych wegetariańskich knajp, w jakiej kiedykolwiek byłam. Nie jestem wege i bardzo lubię mięso, ale w takich miejscach zaczynam się zastanawiać nad zmianą diety. Ceny dość wysokie, wieczorem często trzeba chwilę poczekać na stolik, ale warto. Naprawdę.

6. Skosztować ceviche lub pupusas na lokalnym markecie

Na Mercado de Antigua (w okolicy dworca autobusowego) znajdziecie mnóstwo ubrań, przypraw, warzyw, owoców oraz budek z lokalnymi przysmakami. Poza ceviche (kawałki owoców morza lub ryby w sosie cytrynowym, z chili, cebulą i solą), pupusas (typowe danie Salwadoru, bardzo popularne w innych krajach Ameryki Centralnej – placki smażone na głębokim oleju z serem lub mięsem podawane z kapustą i sosem), polecam również enchiladę (chrupiąca tortilla z dodatkami) oraz garnachas (miniaturowe tortille z mięsem, cebulą i sosem, podawane oczywiście z kapustą).

7. Napić się pysznej gwatemalskiej kawy

W Ameryce Centralnej panują bardzo dobre warunki do uprawy kawy. W ciągu ostatnich lat, dzięki wzmożonej turystyce, powstało sporo kawiarni, które dbają o wysoką jakość tego napoju i odpowiednie kwalifikacje personelu. Moją ulubioną kafejką w Antigua była GuateJava na skrzyżowaniu 7a Avenida Sur oraz 6a Calle Poniente (naprzeciwko wyżej wspomnianej Samsary).

8. Zrobić zakupy

Nie popełniajcie tego błędu co my! W Antigua i ogólnie Gwatemali kupiliśmy tylko kilka rzeczy twierdząc, że „nie będziemy tego wszystkiego wozić, większość pamiątek nabędziemy w Nikaragui czy Panamie”. Błąd. Takich pięknych i niedrogich ubrań czy wyrobów rękodzielniczych nie widzieliśmy już nigdzie indziej (przypomnę, że jechaliśmy z Meksyku w stronę Panamy). Najlepiej obkupić się w Antigua i Panajachel nad jeziorem Atitlan. Odradzam słynny targ w Chichicastenango – ceny są wyższe, a tłumy turystów skutecznie zniechęcają do jakichkolwiek zakupów.

9. Iść na „tour de bar”

W mieście znajduje się mnóstwo szkół języka hiszpańskiego, więc wielu turystów przyjeżdża tu na kilka tygodni. Jak wszyscy wiedzą biali lubią się napić, więc mieszkańcy wyszli im naprzeciw i założyli mnóstwo knajpek, barów, a nawet mini dyskotek. W Antigua znajdziemy lokale z piwami z całego świata (ceny z kosmosu), rumem domowej roboty (bardzo przyjemny wydatek rzędu kilku złotych), bary karaoke czy salsoteki.

10. Zdobyć co najmniej jeden wulkan

My byliśmy na dwóch wycieczkach – pół dniowym wypadzie na wulkan Pacaya oraz dwudniowym wejściu na Acatenango. Jeśli nie macie za wiele czasu i jesteście w miarę wysportowani koniecznie wybierzcie opcję numer dwa. To jedna z tych rzeczy, które trzeba zrobić będąc w Ameryce Centralnej. Ba! To jedna z rzeczy, której nie zapomnicie do końca życia! W końcu nie codziennie można obserwować eksplodujący wulkan, który znajduje się 2 kilometry dalej. Wycieczka na Pacayę była ciekawa, ale nie widzieliśmy z bliska lawy, ani nie weszliśmy na szczyt. Podobno mieliśmy pecha, może Wy będziecie większymi szczęściarzami.

TREKKING NA WULKAN ACATENANGO

Zdecydowaliśmy się na zorganizowaną wycieczkę, ponieważ w całym mieście nie da się wypożyczyć namiotu czy śpiworów, a my takowych nie posiadaliśmy. Jeżeli dysponujecie tym sprzętem koniecznie przeczytajcie TEKST ANITY, w którym opisuje organizację trekkingu na własną rękę (a zdjęcia wbijają w fotel!).

Za dwudniową wyprawę zapłaciliśmy 300 pesos. W cenę wchodził transport, pełen ekwipunek (nie musieliśmy dźwigać namiotów i śpiworów, wszystko było już rozstawione w obozowisku pod szczytem), 3 posiłki (dość skromne, ale spodziewałam się czegoś gorszego), opieka wykwalifikowanych przewodników, ubezpieczenie oraz 2 litry wody (wodę i jedzenie nieśliśmy sami). Dodatkowo musieliśmy zapłacić 50 pesos za wstęp do parku narodowego, dokupić 2-3 litry wody (w zależności od indywidualnych potrzeb) i przekąski typu bakalie, batony, czekolada oraz wypożyczyć kurtkę / czapkę / rękawiczki / kijki trekkingowe (o ile ktoś chciał). Warto dodać, że najlepiej wypożyczyć te wszystkie gadżety na miejscu, tam gdzie zaczyna się szlak na Acatenango (lokalsi sprzedają lub wypożyczają wszystko za naprawdę niewielkie pieniądze). Po drodze można również kupić zupki chińskie, czekoladę na gorąco, kawę, herbatę i inne napoje, także wróciłam z 2 litrami wody (wzięłam 4,5, po prostu piłam dużo czekolady :D).

Byliśmy w grupie dwudziestu kilku osób z całego świata, a nasz przewodnik wchodził na wulkan średnio 2-3 razy w tygodniu, więc był naprawdę doświadczony mimo młodego wieku. Polecam serdecznie Hostel i Agencję Onvisa, gdzie kupiliśmy tę wycieczkę.

Jak już wcześniej wspomniałam, zdecydowaliśmy się przywitać 2018 rok w wyjątkowy sposób. 31 grudnia, przedpołudniem, wyruszyliśmy na 6-godzinny trekking, by koło godz. 16:00 dotrzeć do obozowiska. Spaliśmy na wysokości 3650 m n.p.m., więc niektórych uczestników męczyła choroba wysokościowa (nudności, silny ból głowy, biegunka, senność). Natomiast inni niczym się nie przyjmowali i świętowali Sylwestra, pijąc zdecydowanie za dużo alkoholu (nad ranem nie dali rady wstać na wschód słońca…).

My do 22:00 siedzieliśmy przy ognisku, rozmawialiśmy z całą ekipą i zachwycaliśmy się wybuchającym Fuego. Żadne zdjęcie czy film (przynajmniej moje haha) nie oddaje tego, jak wygląda taka erupcja w rzeczywistości. Coś niesamowitego! Przy większych wybuchach drży ziemia, a z wulkanu wydobywają się niezwykłe dźwięki. Nie wspominając o lawie, gęstym dymie i odłamkach skał, które lecą na wszystkie strony. Potem próbowaliśmy spać, ale co 30-40 minut budził nas „niegrzeczny” Fuego. Wystawialiśmy głowy z namiotów i gapiliśmy się na ten nieziemski spektakl z otwartymi buziami… Tuż przed północą wstaliśmy i zaczęliśmy wielkie odliczanie wraz z czekoladową nalewką przywiezioną z Meksyku. O godzinie zero mogliśmy podziwiać tysiące fajerwerków, które rozświetliły niebo nad całą okolicą. Było bezchmurne niebo, więc widzieliśmy naprawdę kawał Gwatemali. Coś pięknego!

O 4:00 pobudka i najgorszy odcinek trekkingu. Wejście na szczyt i 200 metrów przewyższenia zmęczyło mnie bardziej, niż 6-godzinny trekking i ponad 1000 m przewyższenia, które zrobiliśmy poprzedniego dnia. Pewnie we znaki dały się brak snu i duża wysokość. Na samym szczycie spotkaliśmy się ze znajomą parą oraz Polkami, które poznaliśmy w Belize. Świat podróżników po raz kolejny okazał się tyci… To był przepiękny wschód słońca i idealne powitanie Nowego Roku. O dziwo, całkiem dużo osób miało podobny pomysł na świętowanie Sylwestra, więc na górze było sporo ludzi i… pies. Wulkaniczny psiak – tak go nazwaliśmy. Towarzyszył nam prawie całą drogę na górę i radził sobie najlepiej z nas wszystkich.

Koło 8:00 byliśmy z powrotem w obozowisku, zjedliśmy śniadanie i nabraliśmy energii na dalszą drogę. Zejście zajęło nam jakieś 4 godziny, także już koło 16:00 byliśmy w Antigua (z początku szlaku do miasta jedzie się ok. 1h). Oczywiście przez cały czas widoki zapierają dech w piersiach, szczególnie atrakcyjnie wyglądał wulkan Agua, którego wierzchołek wystawał spośród chmur. Z resztą nie ma co opowiadać – zobaczcie sami na te zdjęcia… Tylko uważajcie, bo prawdopodobieństwo, że zaczniecie szukać biletu do Gwatemali już dziś wzrośnie kilkukrotnie! 🙂

NA DOKŁADKĘ – FILMIK!

Gdyby zdjęcia (jakimś cudem) Was nie przekonały, zobaczcie TO:

Wizyta w Antigua to obowiązkowy podpunkt programu podróży po Gwatemali. Można się tu zaszyć nawet na kilka tygodni i codziennie robić coś innego. W dodatku do Pacyfiku jedzie się jedyne 2 godziny chickenbusem (np. do Monterrico). Ale o tym opowiem innym razem, bo dzisiaj i tak za bardzo się rozpisałam. Swoją drogą, w tym kolonialnym mieście jest bardzo duży dworzec autobusowy. Tylu „busów-kurczaków” w jednym miejscu nie widziałam ani wcześniej ani później. Uwielbiam je! Koniecznie przejedźcie się nimi chociaż raz w czasie pobytu w Ameryce Centralnej.

INFORMACJE PRAKTYCZNE

Waluta obowiązująca w Gwatemalii to quetzal. Na dzień dzisiejszy (10.05.18) 2 GTQ = niecałe 1 PLN

  • pokój dwuosobowy z dzieloną łazienką i śniadaniem na Airbnb – 120 GTQ (w Boże Narodzenie i Sylwestra ceny rosły 2-3-krotnie, w dodatku było tak wielkie obłożenie, że spotkałam co najmniej kilka osób, które błąkały się po mieście i od wielu godzin szukały zakwaterowania)
  • możecie również sprawdzić pokoje Apartament de Fuego, które wynajmują przemili Polacy mieszkający obecnie w Antigua, szczegóły TUTAJ (na hasło Gadulec otrzymacie zniżkę ;))
  • łóżko w pokoju 4-osobowym w bardzo fajnym hostelu The Tarrace + śniadanie i świetny widok z tarasu – 50-60 GTQ
  • pół dniowa wycieczka pod wulkan Pacaya – 80 GTQ
  • dwudniowy trekking na wulkan Acatenango z agencją Onvisa (szczegóły wyżej) – 300 GTQ + 50 GTQ wstęp do parku narodowego
  • fantastyczna bluza z delikatnym gwatemalskim wzorem – 100-150 GTQ
  • przekąski na lokalnym markecie – od 5 GTQ
  • pyszne cappuccino – od 12 GTQ
  • posiłek w Samsara – od 30 GTQ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

Podobał Wam się wpis? Bądźcie na bieżąco, śledząc gadulcowego FANPAGE’A oraz INSTAGRAM (polecam InstaStories!). Zachęcam również do zapisania się do NEWSLETTERA (co 2-3 tygodnie wysyłam osobiste listy, z niepublikowanymi wcześniej informacjami i zdjęciami), subskrybowania naszego KANAŁU NA YOUTUBE (co czwartek nowy vlog!) oraz pozostawienia komentarza pod wpisem. To bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję!

wyszukaj lotywynajmij samochódzarezerwuj pokój

Jeśli przydały Wam się porady zamieszczone na Gadulcu i jesteście w trakcie planowania własnej podróży, będziemy bardzo wdzięczni za dokonanie rezerwacji przez powyższe linki. Nie martwcie się – to nie wpłynie na cenę noclegu, samochodu czy lotu, a dzięki prowizji będziemy mogli dalej rozwijać bloga. Dzięki! :)